To było wydarzenie na XXVI Bydgoskim Festiwalu Operowym! Romeo: słowik, nie skowronek

Jarosław ReszkaZaktualizowano 
<strong>Andrzej Lampert (Romeo) i Katarzyna Mackiewicz (Julia)</strong> na małej scence, na której rozgrywały się najważniejsze sceny opery
Andrzej Lampert (Romeo) i Katarzyna Mackiewicz (Julia) na małej scence, na której rozgrywały się najważniejsze sceny opery Karol Fatyga
„Romeo i Julia” Charlesa Gounoda w wykonaniu artystów Opery Śląskiej w Bytomiu – trudno sobie wymarzyć piękniejszy finał operowej części festiwalu.

Niech gospodarze mi to wybaczą, ale śląska „Romeo i Julia” było operą, na którą na tegorocznym festiwalu czekałem najbardziej.

Dzieło Gounoda opiera się na dwóch wokalnych filarach: partiach tytułowych bohaterów. W dużym więc stopniu powodzenie jego inscenizacji zależy od obsady Romea i Julii. Bydgoska publiczność w czwartkowy wieczór otrzymała, jak sądzę, to, czego mogła oczekiwać – z bonusem. Zgodny z oczekiwaniem (wszak pamiętamy ich występ w „Poławiaczach pereł” na festiwalu przed dwoma latami) był niezwykle wysoki poziom i forma Andrzeja Lamperta (Romeo) i Katarzyny Mackiewicz (Julia). Bonus to obdarzony niezwykłym – nawet jak na kontratenorów – głosem młody śpiewak Michał Sławecki w roli Stefano.

Bogactwo arii i duetów w dziele francuskiego kompozytora z połowy XIX wieku przed reżyserem i choreografem stawia jednocześnie spore wyzwanie. Jak sprawić, by wielkie głosy nie wydobywały się ze statycznych niczym posągi postaci na scenie? Michał Znaniecki (jako inscenizator i reżyser) oraz Elżbieta Pańtak i Grzegorz Pańtak (choreografowie) wychodzili ze skóry, by scena żyła nie tylko dzięki dźwiękom. Jeśli chodzi o ruch aktorów, udało się to bezdyskusyjnie koncertowo. Romeo Lamperta, zakochany młody zawadiaka, gdy trzeba, energicznie miota się po scenie, a gdy trzeba, sugestywnie przeżywa miłosną ekstazę. Stara się mu w tym dorównać Katarzyna Mackiewicz – choć oczywiście z mniejszą dynamiką, ze względu na charakter roli i aparycję jej wykonawczyni.

Kontrowersyjna żonglerka konwencjami

Natomiast występy baletu, podobnie jak kostiumy (według projektu Michała Znanieckiego), a także scenografia mogą już budzić kontrowersje. I w Bydgoszczy – jak podsłuchałem po przedstawieniu – też dyskusję wzbudziły. Konserwatywnej publiczności nie przypadła na przykład do gustu szybka żonglerka konwencjami i gatunkami artystycznymi. Zwłaszcza początek spektaklu może wywołać zawrót głowy. W kilka zaledwie minut przechodzimy od nawiązania do chóru w antycznej tragedii, poprzez dekoracje kojarzącym się z szekspirowskim teatrem The Globe w XVI-wiecznej Anglii, do współczesnej rewii, ze feerią świateł, wyzywającymi kreacjami tancerzy, nowoczesnym tańcem. Właściwie zabrakło jedynie schodów. Potem, na szczęście, liczba atakujących nasze zmysły bodźców maleje i nie zakłóca kontemplacji muzyki i śpiewu.

Przed występem bytomian w Bydgoszczy zastanawiano się, jak przeniesiony zostanie spektakl przygotowany na malutką scenę Opery Śląskiej do dużej (nareszcie mamy coś dużego!) sceny Opery Nova. Nie widziałem wprawdzie tego przedstawienia w Bytomiu, lecz w Bydgoszczy nie miałem wrażenia, że oglądam kreację uszytą na złą miarę. Ba, miara nie dość, że była większa, to jeszcze została rozciągnięta wszerz za sprawą uzupełniających scenografię obrazów, rzucanych z projektora. Myślę, że w tej przestrzeni mogła się czuć nieco zagubiona jedynie dwójka dzieci, która pomysłowo rozpoczyna i kończy przedstawienie.
Najważniejsze jednak, że w poszerzonej przestrzeni nie zatraciła się okrągła, mała scenka (o średnicy maksimum 2,5 metra), wyniesiona nieco ponad główną scenę, na której rozgrywały się najważniejsze odsłony dramatu. Raz była ona łożem małżeńskim (patrz: zdjęcie), innym razem grobowcem czy miejscem przed ołtarzem w kościele. Proste, funkcjonalne rozwiązanie sprawdziło się także nad Brdą.

„Blaszany bębenek” w finale

W niedzielę przed widzami XXVI Bydgoskiego Festiwalu Operowego jeszcze jedno wydarzenie. Będzie to „Blaszany bębenek” - musical w wykonaniu artystów Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu, oparty na słynnej powieści Güntera Grassa.

polecane: MuzoTok: Patrycja Markowska

Wideo

Materiał oryginalny: To było wydarzenie na XXVI Bydgoskim Festiwalu Operowym! Romeo: słowik, nie skowronek - Express Bydgoski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
Gość

Taka poważna gazeta a taki błąd w imieniu pod zdjęciem wstyd expresie ...Andrzej Lampert nie Robert

zgłoś
H
Helmut trawa

Do cholery jasnej, nie chcemy w Bydgoszczy żadnych trawiastych... Trommel, VERSTANDEN !

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3