Kronika Bydgoska. Wielkomiejskie luksusy, powiatowe rozczarowania

Ewa Czarnowska-Woźniak
Ewa Czarnowska-Woźniak
Nie ma wątpliwości, że na udziale w tym przedsięwzięciu wygrywamy wszyscy
Nie ma wątpliwości, że na udziale w tym przedsięwzięciu wygrywamy wszyscy Fot. Archiwum Expressu Bydgoskiego/Tomasz Czachorowski
Do prywatnej kroniki w ostatnich dniach wpisałam dwa medyczne doświadczenia rodzinne. Oba niezwykle pouczające. Sercowe - można by rzec...

Zobacz wideo: Teleporada w jeden dzień? Nowy pomysł ministra zdrowia

Najpierw moja sędziwa mama trafiła na pierwsze przeciwkowidowe szczepienie. System (dzięki uporowi rejestrującego ją brata) skierował nestorkę na zastrzyk do bydgoskiej luksusowej lecznicy prywatnej. I nieomal wzruszyłam się, że Mama, po 87 latach pracowitego życia, doczekała chwili, gdy poczuła się przez medyków zaopiekowana, była obsługiwana z uśmiechem, profesjonalnie i w komfortowych wnętrzach, współgrających z podejściem personelu.

Na ziemię sprowadził mnie jednak natychmiast wyjazd do państwowej lecznicy powiatowej, gdzie akurat mąż musiał się poddać pooperacyjnej kontroli. Panie w rejestracji przychodni specjalistycznej odgradzają się tam od pacjentów… szafkami szpitalnymi (pacjent przecież głupi, nie zrozumie na raz całego hasła “dystans-dezynfekcja-maseczka”). Żeby podać dokumenty, należy się na tej szafce praktycznie położyć, a swoje nazwisko i rok urodzenia wykrzyczeć – zgodnie z RODO - na całą poczekalnię, bo inaczej się nie da… Pytanie o możliwość elektronicznego wystawienia L4 pani potraktowała zaś jak zagadnienie fizyki kwantowej. A nieuprzejmy tandem lekarz-pielęgniarka na 90-sekundowej, opóźnionej o 1,5 godziny wizycie (pan doktor z Bydgoszczy, a na trasie śnieg) dopełniłby w powiatowej placówce obrazu, gdyby jeszcze nie inne spostrzeżenie: przeciwkowidowe szczepienia w gabinecie po sąsiedzku. W tym brzydkim miejscu brzydko – warkliwie, obojętnie – przyjmowano też nestorów w ich kolejce po zastrzyk życia. Koło fortuny zakręcone: akcja szczepienna przez przypadek mogła otworzyć ludziom wrota do innego świata medycyny. Pokazać, że już i w Polsce można doświadczyć w walce z chorobą i bólem profesjonalnej i życzliwej opieki? Przyjaznego miejsca i empatycznego personelu medycznego? Tylko dlaczego przez przypadek? Dlaczego nie systemowo?...

W minionym tygodniu bardzo żywa była idea Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - często uwiarygadniały ją osobiste świadectwa ludzi, którym orkiestrowy sprzęt pomógł ratować zdrowie czy wręcz życie. Mam taką historię i ja. Moja jest nawet swego rodzaju klamrą, spinającą nowe i stare życie. Tak się złożyło, że ponad ćwierć wieku temu dużo czasu spędziłam przy oddziałach noworodkowych, na których te najmłodsze życia ratowano. "Owsiakowy” sprzęt nie pomógł moim dzieciom bezpośrednio, ale miałam okazję zaobserwować w jednym ze szpitali uniwersyteckich w wielkim mieście, jak wielką, bezcenną rolę tam pełni. Także ostatni w życiu pobyt w szpitalu mojego śp. Taty, dosłownie kilka tygodni temu, był bardziej komfortowy dzięki temu, że do innego szpitala uniwersyteckiego w wielkim mieście dotarły łóżka geriatryczne, o których pomyślała WOŚP, a nie zadbał o nie przez lata właściwy resort. I to jest właśnie to wielkie, systemowe rozczarowanie polską służbą zdrowia.

Gdzie nic nie działa jak należy, gdzie bycie lub przeżycie pacjenta zależy w dużej mierze właśnie od szczęścia. Od tego, czy przypadek rzuci cię, "wylosuje" do lśniącej czystością i uśmiechami personelu kliniki prywatnej, czy pchnie do standardu powiatowego. Czy trafisz do miejsca, gdzie normę wyznacza wielkie serce dobrych ludzi, czy monotonia zepsutej jakości polskiego systemu ochrony zdrowia, odzwierciedlona nie tylko w sprzęcie, ale i w mentalności ludzi. Lata mijają, a niewiele się dla prostego człowieka zmienia. Ludzie, którzy wszystkie siły, cały potencjał – mentalny i sprawczy – powinni rzucić na naprawianie tego stanu rzeczy, wysilają się na pracowite wygumkowywanie orkiestrowych serduszek. Z telewizorów i głów ludzi, którzy po rozum do tych głów przychodzą dopiero, gdy ich dzieci lub rodzice trafiają na oddział, gdzie leczy się sprzętem z symbolem WOŚP. Szczęśliwie, I tym razem hojnie przez społeczeństwo dotowany. Stojący w miejscu, w którym winny stać nowoczesne inkubatory i respiratory kupione z naszych składek na zdrowie, a nie wrzutek do puszek. Amen.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie