Premiera w kinach: "Czarna owca", czyli jak posklejać rodzinę, która się rozsypała

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Jak mówi ludowa myśl złota, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. I pewnie każdy mógłby przykładów tego wychodzenia kiepskiego sporo zaraz podrzucić - bo choć prorodzinni jesteśmy bardzo, to w życiu doczesnym kończy się to niekiedy słabo, a nawet beznadziejnie. Tyle, że często wręcz przeciwnie. I jak się trochę pokompromisuje, przywyknie do wad najbliższych i wykaże nieco empatii, to powstaje coś solidnego jak rzadko. Nie tylko na lata tłuste, ale i na chude też.

Recenzja filmu "Czarna owca". Czy warto iść do kina?

I tak to prorodzinnie mocno jest w „Czarnej owcy” - niby tragikomedii, choć ani tu specjalnie tragicznie, ani komediowo. Jest po prostu sympatycznie i niegłupio, a to już sprawia, że gęba nam się śmieje. „Czarna owca” na pewno bowiem nie jest filmem wagi ciężkiej, ale ma w sobie sznyt tych pogodnych francuskich komedii, w których mówi się leciuchno o sprawach ważnych - jadąc na uśmiechu, a nie rechocie, bez kolorowanek z komedii romantycznych, ale i bez żenady tłustych dowcipasów.

Tak więc oglądamy rodzinę Polaków-szaraków. Tata jest bezrobotny już kawał czasu, ale co tam… Ważne, że z mamą obchodził będzie piękną rocznicę ślubu, a synek związany jest z dziewczęciem pięknym i zaradnym. No i jest jeszcze dziadek, który ma demencję, ale ukochany jest przez każdego. I nagle wszystko się wali.

Syn rozstaje się z panną, bo ta nie może znieść jego wiecznego dziecięctwa, a mama robi coming out, bo jest lesbijką. No a potem robi się coraz trudniej i rodzina rozsypuje się kompletnie. A my dumamy, czy poskłada się na nowo, choć już inaczej. Bo wciąż wszyscy znaczą tam dla siebie dużo.

No i oglądamy problemy gromadki ludzi, którzy mierzą się z tym momentem w życiu, kiedy wszystko wywraca się do góry nogami. Ojca, który musi na nowo ułożyć sobie życie prywatne i zawodowe, choć wcale tego nie chce, ale cios w nos od życia dostał okrutny. Mamę startującą od zera, ze świadomością, że ten coming out to z dwie i pół dekady za późno… Syna, zarobkującego jako uroczy youtuber, któremu dzisiejszy świat pozwala być wiecznym niedorostkiem, ale do czasu. I jego pannę z samotnym macierzyństwem, bo okazuje się, że dziewczę jest w ciąży. Ot, katalog naszych czasów – na dziesięć reportaży albo książek nawet. I o dziwo w tej masie problemów nie toniemy, ale pływa nam się tu całkiem, całkiem.

I to chyba najważniejszy plus tego filmu. Gryzą nas tu problemy własne oraz znajomków bliższych i dalszych, ale w wersji cieplutkiej, a nie dramatycznej. I nawet jak końcowe wnioski są tak budujące, jak to tylko w milutkiej komedii bywa - co ma nam osładzać to, że w realu zwykle jest dokładnie odwrotnie – to jakoś nas to nie irytuje... No i jeszcze jest tu pan Arkadiusz Jakubik, jak zwykle świetny. Mankamenty? Parę niewykorzystanych postaci, jak choćby dziadek – jegomość jak z marnych kawałów o demencji. Brakuje mi też w tym daniu pieprzu, bo całość to jednak kraina łagodności… A wiem, że pan reżyser Pietrzak potrafi więcej, zrobił w końcu kiedyś świetnego „Juliusza”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Premiera w kinach: "Czarna owca", czyli jak posklejać rodzinę, która się rozsypała - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie