Oszczercze zarzuty pracowników MOPS zniszczyły jej życie

Grażyna Ostropolska
Renata i Czesław Wiszniewscy na tle dokumentu, potwierdzającego przyznanie im nagrody marszałka województwa.
Renata i Czesław Wiszniewscy na tle dokumentu, potwierdzającego przyznanie im nagrody marszałka województwa. Filip Kowalkowski
Udostępnij:
Oskarżyli ją o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad wychowankami. Zlikwidowali Rodzinny Dom Dziecka, który Renata Wiszniewska i jej mąż Czesław prowadzili przez trzynaście lat.

Prokuratura i sąd uznały te zarzuty za nieprawdziwe. Kobieta dostała odszkodowanie za niezgodne z prawem, dyscyplinarne zwolnienie z pracy. Pozostało ogromne poczucie krzywdy. - Opieka nad dziećmi z poważnymi problemami była trudnym wyzwaniem i miewałam chwile załamań, ale to nie moi wychowankowie, tylko bezduszni urzędnicy zadali mi ból. Nie do wytrzymania! - wyznaje Renata Wiszniewska. Od 2002 r. wraz z mężem prowadziła Rodzinny Dom Dziecka we własnym szeregowym domku. Dostawała nagrody, premie... I nagle... szok. Zwolnienie dyscyplinarne, likwidacja placówki i doniesienie do prokuratury o domniemanym znęcaniu się nad podopiecznymi.

- Zarzuty takie, że tylko wziąć sznur i się powiesić - wspomina traumę sprzed trzech lat. - „Niedbałość w gospodarowaniu środkami finansowymi”, „postawa roszczeniowa”, „instrumentalne, agresywne i przemocowe zachowania wobec wychowanków” - wylicza te, które najbardziej zabolały. We wniosku dyrektorki MOPS Renaty Dębińskiej (do prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego) o dyscyplinarne zwolnienie Wiszniewskiej są też takie zarzuty: „Reaguje w sposób emocjonalny, nie potrafi wysłuchać racji interlokutorów. Jednocześnie indaguje swoimi problemami organy nadzoru, a w licznych pismach i interwencjach przekazuje jedynie własne, subiektywne opinie. Z tego powodu współpraca z instytucjami wspomagającymi pracę placówki, a zwłaszcza z MOPS, pozostawia wiele do życzenia”.

- Jeśli w grę wchodziło dobro i potrzeby dzieci, nie siedziałam jak mysz pod miotłą, tylko walczyłam, a to się pracownikom MOPS nie podobało - uważa pani Renata. Pamięta moment, w którym podpadła. W 2013 r. poczyniła oszczędności w budżecie, przeznaczonym na prowadzenie placówki. Miały być przeznaczone m.in. na remont schodów. - To nie moje widzimisię, tylko inspektor nadzoru, przysłany przez MOPS, uznał je za niebezpieczne dla dzieci - tłumaczy. Była zima, więc przesunięto zaoszczędzone na remont pieniądze na następny rok budżetowy. - A potem w ogóle mi ich nie przyznano i ignorowano moje zapytania o powód - wspomina Renata Wiszniewska.

Z ZEZNAŃ PSYCHOLOGA MAGDALENY W.

„Ja nie pracuję już w MOPS i nie mam notatek, które sporządzałam. Dwie dziewczyny powiedziały, że w stosunku do nich padały wulgarne słowa. Mnie jako psychologa to zaniepokoiło. Postanowiłam ująć to w notatkach. Nie było ustalenia, że wychowankowie mieli się pod nimi podpisywać, ale mogli się z nimi zapoznać. Jeśli podopieczne chciały, mogły to przeczytać, ale nie było to koniecznością.”
W styczniu 2014 r. poprosiła radcę prawnego, by wystosował do dyrekcji MOPS oficjalne zapytanie, co się stało z ponad 10 tys. zł, zaoszczędzonymi na remont RDD. - To wywołało furię i lawinę fałszywych oskarżeń pod moim adresem - uważa Wiszniewska. Dopiero niedawno z uzasadnienia wyroku sądu, który przyznał jej odszkodowanie za niezgodne z prawem dyscyplinarne zwolnienie, dowiedziała się, że zarządzeniem prezydenta owe 10 tys. zł przeznaczono na zakup specjalistycznych łóżek dla innej placówki. - Nie miałabym żalu, gdyby ktoś to ze mną, jako dyrektorem RDD, uzgodnił albo przynajmniej o tym poinformował - tłumaczy. O dyscyplinarnym zwolnieniu Wiszniewskiej przesądziły opinie psychologa.

Cytujemy fragmenty notatek służbowych, sporządzanych w latach 2013-2014 przez Magdalenę W., psychologa Działu Rodzinnej Pieczy Zastępczej MOPS:

„Podczas spotkań pani Wiszniewska prezentuje postawę kontrolującą, roszczeniową, narzucającą, np. chce uczestniczyć w moim spotkaniu z jednym z wychowanków, twierdząc, że nie mają przed sobą żadnych tajemnic”, „Podczas wizyty miała miejsce wyraźna nadinterpretacja odpowiedzi psychologa, np. odmowa herbaty, oceniana jako brak czasu i chęć skrócenia spotkania, a posiadanie czystych arkuszy odebrane jako nieprzygotowanie specjalisty do zajęć”, „W trakcie posiedzenia niepodważalnym autorytetem dla pani Wiszniewskiej była osoba Grażyny Trempały (psychologa z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Bydgoszczy). Wszelkie sugestie, opinie, propozycje czy pytania pracowników MOPS miały drugorzędne znaczenie w obliczu zdań, wyrażanych przez tego gościa honorowego”.

INFO Z POLSKI - przegląd najciekawszych informacji ostatnich dni w kraju [WIDEO]

Ta sama psycholog sporządziła notatki służbowe z rozmów z usamodzielniającymi się wychowankami RDD: Laurą, Agnieszką i Natalią, sugerujące, że dyrektorka tej placówki znęca się nad podopiecznymi. To na nie powoływała się dyrektor MOPS Renata Dębińska, wnioskując do prezydenta o dyscyplinarne zwolnienie Wiszniewskiej i składając doniesienie o podejrzeniu przestępstwa. Wcześniej nastąpił „przeciek” do jednej z lokalnych gazet. - Ścięło mnie z nóg, gdy przeczytałam, że jedna z moich wychowanek miała zeznać, że obrażałam ją słowami: „ty szmato, ty k...o” itp. - wspomina Wiszniewska. Opłaciła te oszczerstwa załamaniem nerwowym.

9324 zł - takie odszkodowania za niezgodne z prawem rozwiązanie umowy o pracę musiała zapłacić gmina Bydgoszcz Renacie Wiszniewskiej.

- Nie składałam w MOPS żadnych wyjaśnień. Było mi u Wiszniewskich dobrze i nie chciałam z tego domu odchodzić. Rozmawiałam z Laurą i ona też twierdzi, że nic takiego nie mówiła. Nie byliśmy wyzywani ani bici, a jedyną karą, jaką stosowali Wiszniewscy, był zakaz używania komputera - tłumaczyła nam trzy lata temu Agnieszka. To samo powtórzyła w prokuraturze i sądzie. Z zeznań pozostałych wychowanków wynika jednoznacznie, że w RDD, prowadzonym przez Wiszniewskich, nie stosowano przemocy psychicznej ani fizycznej. Sąd, który orzekł, że dyscyplinarne zwolnienie Wiszniewskiej było bezprawne i przyznał kobiecie odszkodowanie, zakwestionował wiarygodność notatek psychologa. Nie było na nich podpisów rzekomo skarżących się na przemoc wychowanek i nie zgadzały się daty. Jedna z dziewcząt opuściła RDD rok wcześniej, niż wskazywała na to rozmowa psycholog Magdaleny W. z przygotowywaną do usamodzielnienia wychowanką.

W uzasadnieniu wyroku czytamy: „ Nie można uznać czasowego zaboru komórki czy dostępu do komputera za objaw znęcania. Biorąc pod uwagę doświadczenie życiowe, te kary to jedyny skuteczny środek do wyegzekwowania od wychowanków pożądanych zachowań w okresie buntu. Jak inaczej zmusić nastolatka do sprzątania po sobie? Trzeba pamiętać, że wychowankowie pochodzili z różnych placówek, byli zaniedbani socjalnie. Ogólnie rzecz ujmując, były to dzieci po przejściach, które przyszły do domu powódki, gdzie panowały zasady, których one nie znały (większość z nich to dzieci alkoholików), bo dotychczas nie miał kto ich tego nauczyć. Trudno się dziwić dzieciom, że się buntowały, ale trudno też dziwić się powódce, że aby nauczyć i wdrożyć wychowanków do obowiązujących zasad, uciekała się do wyżej opisanych metod”.

Od wtorku 1 sierpnia aż do końca lipca 2018 r. w sklepach Lidla obowiązuje specjalny stały rabat na zakupy wielu podstawowych produktów, w tym owoców i warzyw, środków czystości oraz artykułów dla dzieci z tzw. dużych rodzin.Od 1 sierpnia do końca lipca 2018 r. – przez cały rok - wszyscy posiadacze Karty Dużej Rodziny mogą korzystać w sieć sklepów Lidl ze specjalnego rabatu na szczególnie ważne dla rodzin grupy asortymentowe.

Lidl przez rok daje stałe rabaty na zakupy dla rodzin

Był taki moment (gdy zarzuty o znęcanie się pani Renaty nad wychowankami uznano za nieprawdziwe), że gmina chciała zawrzeć z Wiszniewską ugodę. Poza odszkodowaniem zaproponowano jej pracę w ośrodku dla bezdomnych mężczyzn.- Odebrałam to jako złośliwość. Mam prawie 60 lat, praca w takim miejscu byłaby ponad moje siły - tłumaczy Wiszniewska. Nie kryje, że przeżyła załamanie nerwowe. W maju 2015 r. głośnym echem odbiła się jej „napaść” na ówczesną wiceprezydent Bydgoszczy Elżbietę Rusielewicz. To ona na wniosek dyrektorki MOPS zdecydowała o dyscyplinarnym zwolnieniu Wiszniewskiej za znęcanie się nad podopiecznymi.

- Chciałam jej pokazać uniewinniający wyrok i uświadomić, że zniszczyła mi życia - wspomina pani Renata. Usłyszała, że ma zostawić ten dokument w sekretariacie i… - Puściły emocje - tłumaczy. Za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego zapłaciła tysiąc złotych grzywny, a śledztwo warunkowo umorzono. - Ja publicznie ją za to przeprosiłam, mnie nikt nie powiedział „przepraszam”- zauważa.

- W wyroku sądu nie ma nakazu przeprosin - słyszymy od Renaty Dębińskiej, szefowej MOPS.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
B.rdel na kółkach w tych urzędach, zrujnować życie komuś, a później nie czują nawet jakichkolwiek wyrzutów jako ludzie,aby przeprosić... uczciwości i ludzkości w urzędnikach doszukiwać się nie można sąd nie nakazał przeprosić- proste, zero człowieczeństwa. Nikt nie może czuć się bezpiecznie w takim układzie gdzie urzędnicy mogą wszystko.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie