Raz do roku trzeba zahamować. I spojrzeć do tyłu [FELIETON: CAŁY TEN POP]

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Jak kiedyś mawiali ludzie bywali, nie patrz w przeszłość, bo się potkniesz o teraźniejszość. A wtedy to już przyszłości żadnej mieć nie będziesz. Dziś nikt nie musi już tak smędzić, bo generalnie modne jest właśnie patrzenie w przyszłość, tylko i wyłącznie. A ci, co się do tyłu oglądają, robią za tetryków, wsteczników i leśnych dziadków. Ale jest taki moment w roku, kiedy to patrzenie w przeszłość ogarnia przenikliwie wszystkich, nawet tych najbardziej do przodu.

Bo w okolicach 1 listopada hamujemy i zastanawiamy się, kogo w naszym świecie zabrakło w minionym roku. I jasne, żegnamy zwykle ludzi bliskich nam prywatnie, ale nie tylko.

Bo w czasach, kiedy kultura pop ogarnia całe nasze życie, ludzi pop kultury zaczynamy traktować cieplej niż figurki z telewizora. Trochę jak rodzinę. Bo jak traktować aktora serialowego, który od paru dekad towarzyszy nam przy obiedzie? Albo wokalistę, którego co dnia słuchamy przy goleniu? I pewnie 1 listopada każdy taką listę prywatną sobie zrobi.

Ja na pewno pożegnam kilku aktorów, też takich, których czasami ciepło-złośliwie nazywamy “królami drugiego planu”, choć i na ten pierwszy wychodzili skutecznie. Pożegnam więc pana Ryszarda Kotysa, który zagrał setki ról, a pewnie wiele osób zapamięta go z końcówki kariery, jako Paździocha, i pana Zygmunta Malanowcza, którego z kolei najbardziej pamiętamy z kariery początku, czyli “Noża w wodzie”. Pożegnam pana Krzysztofa Kiersznowskiego i panów Krzysztofa Kowalewskiego i Wiesława Gołasa, których śmierć zamyka epokę tych wielkich komedii sprzed lat, które jakoś ciągle nie chcą się zestarzeć. No i pana Jeana-Paula Belmondo, który urósł znacznie ponad francuskie kino.

Powspominam sportowców – i pana Maradonę, i pana Szurkowskiego, megagwiazdy świata i Polski w czasach, kiedy pop kultura nie produkowała jeszcze gwiazd taśmowo. Powspominam pana Henryka Jerzego Chmielewskiego, który dał nam Tytusa, najpopularniejszy polski komiks na wieki wieków. Dzieło, z którego popularności zresztą Papcio Chmiel skorzystał tak sobie, bo naprawdę zarabiać zaczął na nim dopiero, jak skończył się PRL.

Pożegnam gigantów - Siergieja Kowalowa i naszego Jana Lityńskiego, którego śmierć miała wyjątkowo symboliczny wymiar, bo zginął ratując psa spod lodu, tak jak całe życie pomagał innym nie patrząc na konsekwencje. Pożegnam wielu muzyków, ale zwłaszcza Jerzego “Dudusia” Matuszkiewicza, superjazzmana, ale też serialowego kompozytora, którego utwory były z nami zawsze – od “Stawiam na Tolka Banana”, przez “Janosika” i “Czterdziestolatka”, po “Alternatywy 4”.

I wielu innych żegnam też, choć wiem, wiem, w przyszłość trzeba patrzeć, bo nowe gwiazdy już świecą na horyzoncie. Ale jakoś w listopadzie z tym patrzeniem trudniej.

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Materiał oryginalny: Raz do roku trzeba zahamować. I spojrzeć do tyłu [FELIETON: CAŁY TEN POP] - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie