Czasem niebo, czasem piekło - czyli kilka twarzy Kamila Durczoka (felieton)

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:

Kiedy umiera człowiek znany, media grzeją się od wspomnień. Zwykle cieplutkich, bo w końcu wiadomo, że o zmarłych tylko dobrze... Zwykle, bo oczywiście gdy zanurkujemy w świat anonimowych kompleksiarzy w necie, to ta reguła nie obowiązuje i robi się tam mocno bagiennie. I niby człowiek powinien już do tego nawyknąć, ale jakoś trudno. Bo gdy tak czytam pożegnania po śmierci pana Durczoka, to jednak jest wyjątkowo. I jeśli chodzi o sztuczność laurek, i skalę hejtu.

A dla mnie historia pana Kamila to kilka opowieści w jednej. Tragiczna przypowieść o człowieku o kilku twarzach, z których paradoksalnie jedna wynikała z drugiej.

Twarz pierwsza to ten dziennikarz od szalonej kariery lat 90. Twarz - symbol też dla mediów tamtych lat. Bo z dzisiejszej perspektywy - przekaziorów bardzo profesjonalnych, ale też bardzo zbiedniałych i bardzo podoklejanych politycznie - wydają się one cudnie kolorowe. Bo owszem, była w tym dzikość kapitalizmu wczesnego ale też realna siła czwartej władzy i narodziny kilku megagwiazd, do których pan Durczok należał na pewno i na pewno zasłużenie. To w TVP wyrósł na giganta, tam lud go ukochał i tak doczekał transferu do TVN.

Twarz druga to twarz gwiazdora TVN, który od 2006 roku ciągnie stację na szczyt. Flagowy prezenter, król debat, do tego facet, który wygrał z nowotworem. Właściwie nie można już zajść wyżej, trzeba by zmienić zawód... Z takiej perspektywy wierzy się pewnie, że nie można przegrać. I ludzie z taką perspektywą radzą sobie różnie. Pan Durczok poradził sobie słabo. Choć oczywiście nie wiem, ile jest prawdy w gębie korpopotwora, którą nosił od 2015 roku. Na ile sam ją sobie wymalował, a na ile mu ją domalowano.

I tu mamy twarz trzecią – ofiary medialnego skandalu, jakiego w Polsce nie było. Bo takie strzały znaliśmy tylko z angielskich tabloidów, polskie były zbyt mięciutkie. Pan Durczok dostał piąchą w nos po zarzutach o mobbing i molestowanie, ale pastwiono się też obleśnie nad jego całkiem już prywatnymi sprawami. I jasne, jest symbolem zmian, bo po jego aferze w świecie korpo doszło do antymobbingowej rewolucji, ale jest też – przynajmniej dla mnie – ofiarą mediów, bo po ich ataku nigdy już nie był brany tak do końca na serio. A to śmierć w jego profesji.

Czwarta twarz to portret upadania. Średni flirt z Polsatem, klęska portalu regionalnego, kolejne wtopy, od pijackiego rajdu po sprawę o podrobienie podpisu żony. Smutna historia człowieka, który bardzo nie chce się zauważyć, że w jego dotychczasowym świecie nie ma już dla niego miejsca.

Cóż, gdyby Kamil Durczok miał taką pozycję w CNN czy FOX, jaką miał w TVP i TVN, oglądalibyśmy już pewnie ze dwa filmy o nim i jeden serial na dokładkę... No a teraz jakiś magik zabierałby się za coś znacznie poważniejszego. Bo niby to typowa opowieść o niebie i piekle, ale za to jej bohatera znali wszyscy.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Czasem niebo, czasem piekło - czyli kilka twarzy Kamila Durczoka (felieton) - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie