MKTG SR - pasek na kartach artykułów

"Rozbite lustro" recenzuje Ewa Czarnowska-Woźniak

Ewa Czarnowska-Woźniak
Ewa Czarnowska-Woźniak
Rodoreda wydaje się przekonywać czytelnika, że zażde uniesienie, każdy zachwyt i każda radość są ulotne, i trzeba później za nie zapłacić rozpaczą, bólem i samotnością.
Rodoreda wydaje się przekonywać czytelnika, że zażde uniesienie, każdy zachwyt i każda radość są ulotne, i trzeba później za nie zapłacić rozpaczą, bólem i samotnością. Fot. Materiały Wyd. Marginesy
„Rozbite lustro to powieść, w której każdy zakochuje się, w kim nie powinien, a ten, komu brak miłości, chciałby ją otrzymać za wszelką cenę: na godzinę lub choć na chwilę”. Tak Merce Rodoreda, wybitna przedstawicielka literatury katalońskiej XX wieku, streszcza treść jednej ze swych najbardziej popularnych powieści.

Zdanie to zamieszcza w kilkudziesięciostronicowym posłowiu, które jest cennym utworem samym w sobie. Czytelnicy zwykle porzucają posłowia, nad tym jednak warto się zatrzymać, bo staje się swoistym przewodnikiem teoretycznoliterackim po twórczości Rodoredy. Frapującym, bo pozwala raz jeszcze zajrzeć do świata przedstawionego w tej niezwykłej sadze, historii kilku pokoleń mieszkańców Barcelony. Rodoreda w posłowiu tłumaczy, jak odkładała sobie latami w głowie różne impresje, skojarzenia, odczucia czy układające się w tytuły słowa - na kiedyś, do przyszłej książki o jakiejś rodzinie. Widok jakiegoś domu, twarz przypadkowej kobiety, ogród, światło... To wszystko miało się kiedyś złożyć na los jakichś ludzi. I się złożyło.

To też może Cię zainteresować

W historię młodziutkiej, pięknej Teresy, córki handlarki rybami, która zakochała się w latarniku. Owoc tej miłości, Jesus, nie miał szansy na życie u boku rodziców, ale Teresa nie straciła go z oczu, choć na swoje życie miała zupełnie inny plan. Wydana za starego bogacza umiała zadbać o wychowanie syna. Małżeństwo z wyrachowania przyniosło oczekiwany skutek: fortunę i doświadczenie, które pozwoliły później wejść młodej wdowie na salony. I - jak pędy wawrzynu porastającego bujnie ogród willi kupionej w prezencie przez drugiego męża, nieszczęśliwie zakochanego za młodu - pozwoliło krzewić kolejne pokolenia, kolejne gałęzie koneksji, relacji, związków. Wszystkiego, co z przemijaniem czasu, musi zostać wystawione na ostateczną próbę. Rodowi Valladura nic nie zostaje oszczędzone. Choroby, śmierci, wojny. A między nimi dramaty i porażki, arcyboleśnie przekonujące, że nic nie jest dane raz na zawsze. Każde uniesienie, każdy zachwyt i każda radość są ulotne, i trzeba później za nie zapłacić rozpaczą, bólem i samotnością.

O „Rozbitym lustrze” Rodoredy mówi się - chyba nie bez powodu - że to katalońskie „Downton Abbey”.

Bogata wyobraźnia autorki pozwoliła zapełnić wyrazistymi postaciami nie tylko snobistyczne salony, ale i ich zaplecze. To i tych schowanych „pod schodami”. Dostawców, kucharki, ogrodników. Kochających i cierpiących równie mocno, jak ich mocodawcy. I często przenikający do ich świata, by choć na chwilę poczuć się jego częścią.
Rodoreda w fascynujący sposób pozbierała ułamki swoich pomysłów. „Powieść to są słowa” - tłumaczy. Ona układa je tak, że szumi w głowie: światłem załamującym się w lutrze, firanką drżącą na wietrze, zapachem powietrza, nieskończoną rzeką wyrazistych detali, które pozwalają się czytelnikowi odnaleźć w tym świecie. Ja w nim przepadłam.
Merce Rodoreda, Rozbite lustro, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2024.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Zofia Zborowska i Andrzej Wrona znów zostali rodzicami

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera