Kto jest większy niż ja? Recenzja "Dziewczyny we mgle" Donato Carrisiego

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Skąd się bierze zło? W sztuce wysokiej głównie z nienawiści czy chorej ambicji, ale w realnym życiu powodem najczęściej są pieniądze.

Skąd się bierze zło? W sztuce wysokiej głównie z nienawiści czy chorej ambicji, ale w realnym życiu powodem najczęściej są pieniądze. I inne marności doczesne. Podobno, tak przynajmniej uważa jeden z bohaterów „Dziewczyny we mgle”, sporej ciekawostki na naszych ekranach. Bo nie dość, że to ekranizacja powieści popularnego u nas autora kryminałów z wyższej półki, Donato Carrisiego, to jeszcze przez niego samego zmajstrowana. A Carrisi tym się różni od typowych włoskich autorów, że mroczny i klimatyczny jest wyjątkowo.

I w jego opowieści zło bierze się z różnych źródeł, też z pychy - kiedy dochodzimy do wniosku, że naszymi decyzjami możemy krzywdzić innych, póki cel przed nami świetlany. Przez pychę zresztą też zwykle wszystko wyłazi na jaw, bo przecież “największym grzechem diabła jest próżność”... Smutna lekcja, aktualna nie tylko w zimowej scenerii włoskich Alp, ale i w kraju naszym kochanym. “Dziewczyna we mgle” to jednak film głównie o manipulacji. Bo manipulują tu wszyscy. Cyniczny inspektor kręci i mediami, i przestępcą – ale i media, i przestępca nie pozostają mu dłużni. No a pycha sprawia, że skoro uważamy się za wielkich manipulo, to nie przychodzi nam do głowy, że zawsze możemy trafić na jeszcze większego magika.

Tak więc przenosimy się do miasteczka we włoskich Alpach. Kiedyś był tu popularny kurort, ale turyści jakoś zniknęli i w miasteczku został tylko trup hotelu, zajęty przez komornika. Pewnego wieczoru młoda dziewczyna wychodzi z domu i znika. Do miasteczka przybywa inspektor Vogel, który zaczyna misterną grę z tym, kto najwidoczniej dziewczynę uprowadził – a jej narzędziem są media, które szczują i prowokują.

Co jest najsmaczniejsze w tym filmie? Chyba czarny klimat, duchota małej, zamkniętej społeczności, żyjącej w pięknych okolicznościach przyrody. Społeczności, która uwierzyła, że udało jej się przegnać zło na wieki wieków. A zło, jak to zło, tylko się przyczaiło. Mocno podkręcony jest oczywiście motyw tabloidyzacji mediów, które albo nie cofną się przed niczym, albo reagują głupio i stadnie, ale - bądźmy szczerzy – to już motyw mocno zgrany.

Co zgrzyta? Nie do końca wygrane są pewne motywy, na przykład przynależności ludzi z miasteczka do ortodoksyjnego katolickiego bractwa. Trochę za dużo tu też zakończeń, bo akcja w finale zawija i co chwila wyskakuje jakiś diabełek z pudełka. Ale mimo wszystko to kawałek ciekawego, klimatycznego, poprawnie skonstruowanego kina, na pewno ożywczego dla filmowego kryminału, przytłoczonego angielskim i amerykańskim rytem.

No i aktorzy... Toni Servillo w roli inspektora – manipulanta jest idealny. Chętnie obejrzałbym go ponownie. A Jean Reno w małej, ale ciekawej rólce, jest nieco inny niż zwykle. I też warto go posmakować.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Kto jest większy niż ja? Recenzja "Dziewczyny we mgle" Donato Carrisiego - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie