Pani premier w specjalnym orędziu do narodu poruszającymi słowami opisała swoje nieustające spotkania ze zwykłymi Polakami, poszkodowanymi przez wymiar sprawiedliwości. W drodze na Nowogrodzką potykała się o ofiary poszkodowane przez sądy, na domiar złego czuła na sobie spojrzenia triumfującej kasty, której prominentni przedstawiciele obżerali się kradzionymi kiełbasami, paradowali w zrabowanych dżinsach, a ich żony w futrach z chronionych gatunków zwierząt.
Na zrujnowanych przez 8 lat rządów PO i PSL trotuarach stolicy resortowe dzieci, ocza-dzone muzyką z podprowadzonych z Media Marktu (uwaga: lokowanie produktu) przez kauzyperdów pendrive’ów (nośników pamięci, nie zawsze narodowej) sprawiły, że nawet zawsze miła perspektywa obejrzenia wraz z rodziną filmowego evergreena „Gowin sam w domu” nie ucieszyła pani premier tak, jak zwykle.
Tymczasem wciąż spacerujący przed Pałacem Prezydenckim komuniści i złodzieje domagali się trzeciego i czwartego weta, wychodząc z założenia, że skoro prezydent awansem uniewinnił Kamińskiego, to na zapas mógłby zawetować kolejne przygotowane przez PiS ustawy, oszczędzając społeczeństwu wyczerpujących bólów stawów oraz ubeckich złogów.
- Jak spojrzeć w oczy Mariuszowi, którego sprawę będzie rozpatrywał Sąd Najwyższy w starym, jak to możliwe, składzie - pytała sama siebie premier, nie oczekując odpowiedzi, gdy wokół coraz śmielej skazani prawomocnie sędziowie z Koszalina rozkładali swoje stragany z półmiskami pełnymi ryb, przyjętymi w formie łapówek od rybaków z nadmorskich czworaków.
„Jedynie słowa otuchy od przenikliwego i uśmiechniętego tajemniczo posła Suskiego i SMS-y od zawsze wesołego Zbyszka Ziobry o szykowanej fali aresztowań i tortur paralizatorami wobec coraz brutalniej spacerujących, a także zestaw sposobów odwołania prezydenta Dudy mogłyby być zapowiedzią wyjścia z kryzysu po czarnym poniedziałku. Naciskom, podszeptom nie ulegniemy” - napisała w swoim pamiętniku pani premier.
Ciąg dalszy nastąpi.