Bydgoskie MZK w ciągu trzech lat straciły ponad 31,5 mln zł, bo bydgoscy drogowcy nie chcieli zapłacić

Wojciech Mąka
Wojciech Mąka
Właścicielem MZK i ZDMiKP jest bydgoski samorząd, a prezydent wyznacza członków rad nadzorczych spółek.
Właścicielem MZK i ZDMiKP jest bydgoski samorząd, a prezydent wyznacza członków rad nadzorczych spółek. Dariusz Bloch
Ponad 31,5 mln złotych nie zapłacił Miejskim Zakładom Komunikacyjnym Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy za lata 2017-2019 - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Z kolei MZK... nie starały się sądownie wyegzekwować tej kwoty.

Zobacz wideo: Rybi Rynek w Bydgoszczy - jakie zmiany nas czekają?

Organizatorem transportu w Bydgoszczy jest Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. To on podczas przetargu wyłania firmy, którym będzie płacił - z miejskich pieniędzy - za kursowanie autobusów. Jednak nic nie jest tak proste, bo przewoźnikowi przysługują też rekompensaty za wykonanie usługi.

W MZK zakończyły się czynności Najwyższej Izby Kontroli. Z wystąpienia pokontrolnego wynika, że w latach 2017-2019 zakładom komunikacyjnym, miejskiej spółce, należały się rekompensaty wysokości w sumie 31,6 mln zł: nieco ponad 5 mln zł za 2017 rok, 12 mln zł za następny i prawie 14,5 mln za 2019.

Sumy "niedopłat" wynikały z audytu przeprowadzonego przez niezależnego eksperta w MZK. NIK wskazuje jednak na nieprawidłowości MZK w tej sprawie - zarząd spółki nie wystąpił do sądu o odzyskanie tych pieniędzy od ZDMiKP. "Działania zarządu spółki ograniczały się jedynie do wystawienia przedsądowych wezwań do zapłaty oraz negocjacji z ZDMiKP, które nie uznało roszczeń spółki" - czytamy w wystąpieniu NIK.

Jako przyczynę braku pozwu o zapłatę - jak czytamy w dokumencie NIK - zarząd firmy przewozowej wskazał "osobliwość sytuacji", która powstała między MZK a wspólnikiem, czyli miastem, także nieuznającym roszczeń MZK. Izba kontroli podkreśla, że z informacji miasta i ZDMiKP nie wynikało, jakoby MZK zweryfikowały wysokość rekompensat niezgodnie z zasadami umowy.

- Były i wezwania przedsądowe, i spotkania z ZDMiKP. ZDMiKP nie uznał wyników audytu, ponieważ nie był on obowiązkowy, umowa na przewozy autobusowe jeszcze się nie skończyła. Audyt obowiązkowo, zgodnie z przepisami unijnymi, trzeba przeprowadzić po zakończeniu dziewięcioletniej umowy. Ta kończy się 31 grudnia tego roku i dopiero po tej dacie ZDMiKP musi powołać audytora, który przeanalizuje jej przebieg w każdym roku. Zawarliśmy porozumienie w tej sprawie i dlatego nie było postępowania sądowego - wyjaśnia Andrzej Wadyński, do 30 września br. prezes MZK, a dziś dyrektor ekonomiczny tych zakładów.

Tomasz Okoński, rzecznik ZDMiKP, mówi: - Kwoty wynikają z audytów ex-post za wskazane lata. Jest już porozumienie w tej sprawie między miastem, MZK a nami. Strony rozliczą wszelkie sporne kwoty po zakończeniu umów.

Związek Zawodowy Pracowników Komunikacji Miejskiej w Bydgoszczy nie wyklucza: będzie chciał, żeby winni nierozliczenia rekompensat z lat 2017-2019 ponieśli odpowiedzialność. - Wystąpienie pokontrolne NIK daje nam przykrą satysfakcję - mówi Andrzej Arndt, przewodniczący związku. - Powiadomiliśmy Izbę o tej sprawie, podejrzewaliśmy, że cos może być nie w porządku. Naciskaliśmy na zarząd, żeby szedł do sądu, ale bez rezultatu, skończyło się na wezwaniach przedsądowych. Dlatego zwróciliśmy się do NIK, bo nikt inny nie reagował. To nie koniec, rozmawiamy z prawnikami, chcielibyśmy, żeby osoby z zarządu i władz miasta poniosły za to odpowiedzialność. Był przypadek w kraju, kiedy prezydent miasta odpowiadał przed sądem za to, że omal nie doprowadził do bankructwa miejscowego zakładu przewozowego.

Na wątpliwości płynące z dokumentu NIK zwraca uwagę Jarosław Wenderlich, przewodniczący klubu radnych PiS i szef komisji rewizyjnej Rady Miasta Bydgoszczy. - Wystąpienie pokontrolne wzbudza uzasadnione wątpliwości w zakresie działań miejskich podmiotów – chodzi przecież o niebagatelną kwotę 31 mln złotych rekompensat, jeżeli do tego doliczyć wysokość zaległości za bilety, która wynosiła na koniec ubiegłego roku ok. 38 mln złotych, to mamy prawie 70 mln złotych środków, które mogłyby trafić na publiczny transport - mówi "Expressowi Bydgoskiemu" przewodniczący klubu PiS. - Sprawa powinna zostać szczegółowo wyjaśniona na sesji Rady Miasta Bydgoszczy, tymczasem radni koalicji głosowali przeciw rozszerzeniu porządku obrad w kwestii MZK.

Przypomnijmy, że miasto jest właścicielem MZK i ZDMiKP. Zgromadzenie wspólników, czyli w praktyce prezydent Rafał Bruski, powołuje radę nadzorczą MZK, a ta wybiera prezesa zarządu firmy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
I tak to właśnie wygląda. Spółka zdycha, mogłaby wyegzekować nalezne jej pieniądze w sądzie ale ma polecenie odgórne od Właściciela Spółki żeby sprawy nie ruszać. Hmm.... tylko że Pan Prezydent nie jest Właścicielem Spółki tylko Miasto czyli mieszkańcy
Wróć na expressbydgoski.pl Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie