Rodzina w ciągu 5 lat przeprowadzała się 6 razy. W obecnie zajmowanym mieszkaniu też jej się nie podoba

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Przeprowadzka to nie tylko zmiana adresu, ale i koszty. Rodzina pana Krzysztofa systematycznie o tym się przekonuje
Przeprowadzka to nie tylko zmiana adresu, ale i koszty. Rodzina pana Krzysztofa systematycznie o tym się przekonuje Anna Kaczmarz
Udostępnij:
Rodzina w ciągu pięciu lat przeprowadzała się sześć razy. W tym siódmym mieszkaniu raczej nie pobędzie długo. Znowu jej się nie podoba. Za ciasno.

Zobacz wideo: Rybi Rynek w Bydgoszczy - jakie zmiany nas czekają?

Małżeństwo, ona i on przed 40-tką, wychowuje troje dzieci. Żona pracuje dorywczo. Mąż-rencista też nie ma stałego zatrudnienia. Trudno określić, skąd konkretnie pochodzą, bo tak często zmieniają miejsce zamieszkania.

- Zaraz po ślubie wynajęliśmy mieszkanie w Inowrocławiu - wspomina pan Krzysztof. - Ofertę, jak później wszystkie inne, znaleźliśmy z ogłoszenia w gazecie. Wszystkie wynajmowaliśmy legalnie. Zawsze my dążyliśmy do spisania umowy z właścicielami, nie oni.

Pierwsza akurat była kawalerka. - Płacilibyśmy prywatnemu właścicielowi 1200 złotych miesięcznie, ale postaraliśmy się o dodatek mieszkaniowy od gminy. Przekazywaliśmy mu 750 zł, bo pozostałą kwotę stanowił właśnie dodatek. Zanim wprowadziliśmy się, musieliśmy wpłacić 3000 zł kaucji, niby zwrotnej. Gdy postanowiliśmy przeprowadzić się z Inowrocławia do Bydgoszczy, właściciel nie chciał jej oddać. Nie zniszczyliśmy mu mieszkania, ale uznał, że je używaliśmy i to według niego wystarczający powód, żeby kaucję zatrzymać.

Kłótnia o kaucję

Młode małżeństwo skierowało sprawę do sądu. - Zakończyła się ugodą - dodaje mężczyzna. - To dlatego, że właściciel domagał się przed sądem od nas kolejnych 3000 zł, ponoć za zniszczenia mienia. Przez ten niecały rok niczego nie zdewastowaliśmy. Zorientowaliśmy się jednak, że zapowiada się długi proces. Ustaliliśmy zatem z właścicielem, że on nie będzie od nas domagał się kolejnej wpłaty, a my zrezygnujemy z ubiegania się o zwrot kaucji.

Para opuściła Inowrocław i zakotwiczyła w Bydgoszczy. - Wtedy już byliśmy z dzieckiem, więc poszukaliśmy dwupokojowego mieszkania - podkreśla czytelnik. - Za wynajem płaciliśmy 1000 zł. Całkiem dobrze nam tam było. Może zostalibyśmy dłużej, ale pojawiły się problemy z wodą. Leciała jedynie ciepła. Zimnej nawet do spłukiwania w toalecie nie było. To stało się uciążliwe. Właściciel kawalerki nie chciał naprawić usterki. Pożegnaliśmy się z nim. Na szczęście kaucję w wysokości 2500 zł, czyli takiej, jaką wpłaciliśmy mu na początku, oddał.

Następny adres młodej rodziny znowu dotyczył Bydgoszczy. - I znów wynajęliśmy dwa pokoje - opowiada pan Krzysztof. - Właścicielce przekazywaliśmy 1000 zł, jak w poprzednim miejscu i kaucja była identyczna. Problem powstał, jak przyszło do pierwszego rozliczenia za media. W bloku nie zamontowano osobnych liczników dla każdego mieszkania, tylko media były rozliczane według jakichś ogólnych zasad. Mieliśmy z żoną płacić po 300 zł miesięcznie za wodę, a za prąd ponad 300 zł co dwa miesiące. To tak, jakbyśmy na prawie cały dzień odkręcali wodę i prawie cały wieczór oraz noc zostawiali włączone światła. Parę miesięcy później zdecydowaliśmy się z żoną wyprowadzić poza miasto. Dobrze, że właścicielka całą kaucję nam zwróciła.
Wkrótce byli już w piątkę. - Urodziło się nam trzecie dziecko - kontynuuje nasz rozmówca. - Rozglądaliśmy się za trzypokojowym mieszkaniem, a jedynie pod miastem były tańsze. Udało się. Sam wynajem kosztował 1350 zł plus kaucja, tym razem wyższa, bo 3000 zł. To i tak była jedna z korzystniejszych ofert na wolnym rynku.

Na opłaty wystarczało, chociaż finansowo było wyjątkowo ciężko. - Żona zajmowała się trójką maluchów. Nie miała możliwości dorobienia. Jedynie ja pracowałem, też tylko dodatkowo, jako ochroniarz. Lekarz nie pozwolił mi podjąć pracy na pełen etat. Całą moją rentę przeznaczaliśmy na wynajem.

Żona i mąż jeszcze później się przenosili. Za każdym razem, jak podkreślają, przeprowadzki były z przyczyn niezależnych - tym bardziej nie z ich winy, ponieważ tą winą obarczali właściciela. Mimo to, najczęściej rozstawali się z nim w zgodzie. Wyjątkiem był epizod w Inowrocławiu.

Każda zmiana miejsca rodziła dodatkowe koszty, także logistyczne. - Mamy parę mebli i woziliśmy je do każdego nowego mieszkania. Braliśmy firmę przeprowadzkową z ogłoszenia. Za transport, już z wniesieniem naszych sprzętów, płaciliśmy 600-900 zł.

24 metry

Przed wakacjami bieżącego roku otrzymali wiadomość, na jaką czekali od dnia ślubu. - Gmina pod Mogilnem, z której oboje pochodzimy, już wcześniej przyznała nam prawo do mieszkania komunalnego, ale prawie pięć lat trwało, aż znalazła dla nas mieszkanie - wyjaśnia mężczyzna. - Dostaliśmy 24 metry kwadratowe, przy czym pokój ma około 18 metrów i dochodzą kuchnia z łazienką. Przedpokoju brak. Wiedzieliśmy, że będzie ciasno, ale zgodziliśmy się przyjąć lokal, bo kamienica, w której on się znajduje, przyzwoicie wygląda, a i opłaty są dla nas do zaakceptowania. Czynsz wynosi 360 zł.

Szybko przestali być zadowoleni. - Dopiero po przeprowadzce odczuliśmy, jak bardzo nam jest ciasno. Tak się nie da funkcjonować, tym bardziej z żywiołowymi dziećmi.

Do pokoju małżonkowie wstawili podwójną kanapę, na której śpią, łóżko dwuosobowe dla dwojga starszych dzieci i leżankę, tzw. jedynkę, dla najmłodszego brzdąca. Pojawił się też stół (raczej stolik) z czterema krzesłami i komody, pełniące role szaf ubraniowych i bieliźniarki. Zabawki są wszędzie. W kuchni są jedynie szafki. Stół kuchenny się nie zmieścił, więc rodzina je śniadania, obiady i kolacje w pokoju. Łazienka to w zasadzie tylko prysznic, zlew plus pralka i kilka misek.

- Przed chwilą złożyłem w urzędzie gminy wniosek o zamianę mieszkania na większe - mówi pan Krzysztof.
- To dlaczego zgodzili się państwo na małe mieszkanie? - pytam.

Mężczyzna tłumaczy: - Lokal od gminy jest jakby naszym punktem zaczepienia. Zazwyczaj trudno jest dostać mieszkanie od gminy, nawet spełniając kryteria. Łatwiej jest zamienić się, mieszkając już w zasobach gminy.
Pan Krzysztof opowiada o tym, jak częste zmiany miejsca zamieszkania wpływają na życie ich, czyli dorosłych, i ich dzieci. - Ja z żoną tego za bardzo nie odczuwamy, ponieważ nie mamy stałej pracy. Nie mogę jej podjąć ze względu na niepełnosprawność, a żona dlatego, że opiekuje się dziećmi. Gorzej, teoretycznie, byłoby właśnie im. Częsta zmiana domu, przedszkola czy w ogóle sąsiedztwa, zwykle odbija się na najmłodszych. U naszej trójki nie zauważyliśmy pogorszenia samopoczucia. Dzieciaki szybko przyzwyczajają się do nowych miejsc. Żaden kłopot.

Możliwe, że kłopot jest, tylko rodzice go nie spostrzegają. Częste zmiany miejsca zamieszkania w dzieciństwie przyczyniają się do mniejszego zadowolenia z życia i gorszego zdrowia psychicznego. Tego rodzaju badania są prowadzone niezwykle rzadko, lecz przedstawiciele Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego je podjęli i takie wnioski z badań przygotowali. - Im częściej badani zmieniali miejsce zamieszkania jako dzieci, tym mniej zadowoleni byli z życia i mieli mniej bliskich kontaktów z innymi ludźmi jako dorośli - zaznaczali autorzy raportu.

Koszty psychologiczne

Mówi się o psychologicznych kosztach zmiany miejsca zamieszkania w okresie późnej dorosłości. - Relacja przywiązania do miejsca dotyczy nie tylko związków z obiektywną przestrzenią miasta, ale i relacji subiektywnych z otoczeniem społecznym i przestrzennym - przekonywali w publikacji „Zagrożenia rozwoju w okresie późnej dorosłości” naukowcy z Instytutu Psychologii z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - W tym znaczeniu przywiązanie do miejsca to składowa tożsamości, wyróżniająca człowieka od innych mieszkańców indywidualnym wzorem zachowania się, wprawą i skutecznością realizacji potrzeb, wyjątkowością wspomnień.

Przeprowadzają się przeważnie ci, którzy nie mają swoich mieszkań. U nas w tej kwestii nie jest źle. Około 85 proc. Polaków ma własne mieszkania - wynika z danych Eurostatu. Zajmujemy pod tym względem szóste miejsce w Europie, zaś ranking wygrywa Rumunia, prawie 96 proc. Drugie miejsce przypada Węgrom, trzecie - Słowacji.

Nie zawsze można natomiast łączyć sytuację materialną ze stabilizacją i posiadaniem mieszkania. To również kwestia podejścia do zmiany otoczenia. Te same dane Eurostatu pokazują, iż największy odsetek wynajmujących mieszka w Szwajcarii, Niemczech i Austrii. Co dziwne, te trzy państwa zajmują jednocześnie wszystkie miejsca na podium w zestawieniu największego dochodu gospodarstwa domowego i to dokładnie w tej kolejności.

Pakowanie walizek

Skoro zmiana adresu powodem stresu, to w Polsce mamy wielu zestresowanych, czasem na własne życzenie. Zakup lub wynajem większego mieszkania, poszukiwanie atrakcyjniejszej lokalizacji oraz sytuacja rodzinna bądź zawodowa stanowią najczęstsze czynniki, skłaniające do tejże zmiany. Na platformie Homebook zapytano rodaków, jak często się przeprowadzają. - Najwięcej, bo 22 procent respondentów, ostatni raz przeprowadziło się ponad dwa lata temu, 18 proc. z nich podczas ostatniego roku, zaś 16 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat - wymieniali autorzy opracowania. - Jednocześnie 15 proc. ankietowanych deklaruje zamiar przeprowadzki w najbliższych miesiącach.

Nie trzeba byłoby szukać mieszkań do wynajęcia na wolnym rynku, gdyby gminy zapewniały mieszkania komunalne tym, którzy spełniają kryteria. Mieszkańcy wybranych rejonów w kraju muszą mieć pokłady cierpliwości. - Większość gmin nie zaspokaja potrzeb mieszkaniowych ludności, a rekordowy czas oczekiwania na lokal z zasobu komunalnego wynosił 20 lat - informuje Najwyższa Izba Kontroli.

- Obym z rodziną szybciej dostał większe mieszkanie - kończy pan Krzysztof. - Nie uśmiecha nam się życie w piątkę na 24 metrach przez 20 lat.

PS. Na prośbę bohatera, jego imię zostało zmienione.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Garmin

Garmin Venu Czarny (0100217313)

1 859,00 zł899,00 zł-52%
miejsce #2

Amazfit

Amazfit GTR 3 Czarny

1 117,80 zł569,00 zł-49%
miejsce #3

Garmin

Garmin Fenix 6 Srebrny (0100215800)

2 987,14 zł1 680,00 zł-44%
Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Rodzina w ciągu 5 lat przeprowadzała się 6 razy. W obecnie zajmowanym mieszkaniu też jej się nie podoba - Gazeta Pomorska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Czego ma dowodzić ten artykuł? Tego jak roszczeniowe jest społeczeństwo żyjące tylko w celu otrzymania zasiłku?!

Ty się nie podoba, tam się nie podoba... To nie czekać na mannę z nieba tylko wziąć los w swoje ręce i choć trochę wysiłku włożyć w to, żeby żyło się im lepiej...

A co mają powiedzieć osoby, ktore tyrają za najniższą krajową, na zasiłki się nie kwalifikują, bo przekraczają próg dochodowy, a z miesiąca na miesiąc pieniędzy w portfelu coraz mniej bo podwyżki koszmarne..

Człowiek niestety dochodzi do wniosku, że lepiej zostać etatowym zasiłkowcem i czekać aż MOPS da bo przecież się NALEŻY!
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie