Premiera Netflix: "Miłość jest jak opadające płatki kwiatów", czyli melodramat bardzo japoński (recenzja)

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Materiały prasowe
Udostępnij:

Zawsze starzejemy się za szybko. Przynajmniej wszyscy mamy takie wrażenie… I jasne, jedni starzeją się źle, drudzy dobrze, a jeszcze inni śmiesznie, ale generalnie ewoluujemy sobie rok po roku. Zmieniamy swoje przyzwyczajenia, aktywności, latami leczymy się z wad, które w końcu okazują się nie do wyleczenia, więc godzimy się na życie z nimi w bolesnej przyjaźni. Ale jak byśmy się zachowali, gdyby nasze życie miało przelecieć jak na dopalaczu? Gdybyśmy mieli zestarzeć się tak szybko, że nie byłoby czasu na nagromadzenie tych wszystkich wspomnień i doświadczeń? Bo choć - jak śpiewał poeta - ważne są tylko te dni, które jeszcze przed nami, to dobrze wiemy, że z każdym rokiem coraz ważniejsze robi się to, co za nami.

Starość to jedna z bohaterek filmu "Miłość jest jak opadające płatki kwiatów" – japońskiej premiery Netfliksa – i to zdecydowanie najciekawszą. Oglądamy jednak tak naprawdę melodramat – i to tak napakowany wzruszeniami, że ten, kto lubi takie klimaty, oczęta będzie miał zapuchnięte od płaczu z dobry tydzień. Tyle, że ta ekranizacja bestsellerowej powieści pana Keisuke Uyamy to produkcja bardzo japońska, z podkręconym, mangowatym sposobem realizacji czy gry aktorskiej, co nie dla każdego odbiorcy z naszego kąta Europy będzie strawne.

Tak więc poznajemy najzwyklejszych młodych ludzi, jakich każdego dnia mijamy na każdej zwykłej ulicy. On marzył o tym, żeby zostać fotografikiem, ale po krótkim stażu pękł i zarobkuje w barze karaoke. Ona to fryzjerka, której nasz niedoszły fotografik jest pierwszym klientem. Zaczyna się nieporadny romans, w archaicznym stylu – bo oboje są wbrew pozorom bardzo tradycyjnymi Japończykami. Dziewczyna dowiaduje się jednak, że ma niezwykle rzadką chorobę genetyczną, która sprawi, że błyskawicznie się zestarzeje. Po pierwszej wspólnej nocy postanawia więc zniknąć z życia chłopaka. I tu zaczyna się ta bardziej dramatyczna część, bo obserwujemy głównie walkę brata dziewczyny i jego narzeczonej o zdrowie, a potem o godną starość chorej siostry. Co całą rodzinę wyczerpuje emocjonalnie, ale i finansowo.

Zacznijmy od plusów – jeśli przywykniemy do całej japońskiej poetyki tej produkcji, to odkryjemy w niej pewne smaczki - choćby podkręcone zdjęcia pokazujące nastroje. A dla fanów melodramatów na smutno, ten film może nawet być atrakcją. Parę refleksji na temat młodości i starości, czy też inaczej – efemeryczności naszego życia - też się znajdzie, szczególnie, jeśli spojrzymy na film bez szydery. W pewnym momencie miałem wrażenie, że ta produkcja odjedzie w rejony dramatu społecznego i debaty o kosztach mocno starzejącego się społeczeństwa japońskiego – gdzie z jednej strony mamy wielki szacunek dla seniorów, z drugiej, brutalnie pisząc, ogromne koszty coraz dłuższej starości dla wszystkich generacji. Jednak okazało się, że to tylko parę wycieczek, i w sumie słusznie, bo w końcu starość głównej bohaterki trwa bardzo krótko.

Minusy? Też styl tej produkcji, ta mangowatość, która sprawia, że jak ktoś się dziwi, to całą buźką, a jak się denerwuje, to tak, że nikt tego nie przegapi. Na początku to śmieszy, później można przywyknąć, szczególnie, że różnica między telenowelową częścią pierwszą, a znacznie cięższego kalibru częścią drugą jest wyraźna. Żeby jednak nie było za słodko – symbolika i wszystko inne nie jest tu przesadnie wyszukane… No a do tego w całej historii nie ma – poza samą chorobą – niczego zaskakującego. Prosta, trochę zwykła, trochę piękna, trochę tragiczna historia. Tyle, że w sumie tak, jak w życiu, to w prostocie takich historii tkwi ich siła.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Tylko u nas Paweł Deląg w Instahistoriach!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie