Na razie sza... o naszej premier, gdy wokół idiotyzmy ścigają się z kłamstwami w zawrotnym tempie. Tylko Macierewicz z Błaszczakiem mogą uratować Europę, a kto ocali świat? O tym za chwilę, ale spokojnie, to też zadanie dla Polaka.
Takie rzeczy, jak knucie, spiskowanie, kpina, drwina, czyli nie jakaś tam burżuazyjna i wysmakowana ironia, przychodzą mi łatwiej niż wielu koleżankom i kolegom. Paradoksalnie, wszystkie złe cechy charakteru pozwalają mi spokojniej znosić PiS i jego zwolenników, choć wiem, jakie to trudne dla ludzi, przywiązujących wagę do porządku rzeczy i zupełnie niepotrzebnego, bo coraz bardziej przygnębiającego, według mnie, racjonalizowania otaczającego nas świata. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Sprawa, którą dziś chciałem poruszyć, nie jest nowa, ale jako egoista najpierw sam musiałem się nią nacieszyć. Otóż w bliżej nieznanej mi „Gazecie Trybunalskiej” przeczytałem: „W czasach, gdy krwawy półksiężyc zagląda do okien milionów bezbronnych istnień, a lewackie i pseudodemokratyczne środowiska usiłują dokonać gwałtu na chrześcijańskiej Europie, potrzeba człowieka, który się temu przeciwstawi”. Stanowczo i zgodnie z doktryną Kościoła - proponuje autor publikacji, wskazując ojca Rydzyka jako najlepszego kandydata „nie tylko dla naszej ojczyzny, ale także dla całego świata”, który nie musiałby nawet zostać najpierw kardynałem”.
Naszemu narodowi, a przynajmniej części jego dumnych obywateli - do których trudno mnie zaliczyć - wstawanie z kolan nie zajęło zbyt wiele czasu, pora więc już, aby wreszcie reszta Europy, ba, całego świata ugięła przed nami swoje sztywne kolana i dotąd krnąbrny kark. Pewnie stąd ten śmiały pomysł na wykorzystanie wybitnych zdolności najbardziej popularnego zakonnika w Polsce. Zapewne też dlatego nasza pani premier dwa dni po tragedii w Manchesterze grzmi z sejmowej trybuny, że albo będzie po naszemu, albo Europa jeszcze nie raz będzie opłakiwać swoje dzieci. Niełatwo być Polakiem.