Po latach ten obraz powrócił w trochę innym wydaniu. Już jako dorosły człowiek, dziennikarz, mam wątpliwą przyjemność śledzenia w internecie obrad sesji Rady Miasta. To niekończąca się opowieść. Zniechęcenie przychodzi już w momencie zapoznawania się z długą listą punktów do zrealizowania, które przewiduje sesja. A potem, z każdą minutą jest już tylko gorzej. Niektóre sesje przeciągały się niemiłosiernie i trwały po kilkanaście godzin. Dlatego cieszą mnie nowe przepisy, które mają ograniczyć m.in. długość wypowiedzi bydgoskich radnych. Podczas sesji będą mieli trzy minuty na przedstawienie swojej opinii i minutę na ewentualne uzupełnienie wypowiedzi. Być może dzięki temu transmisje będą łatwiejsze do przetrawienia. Pytanie tylko, czy radni - często reagujący bardzo emocjonalnie - będą potrafili przestrzegać nowych zasad?
