Jaki będzie PiS drugiej kadencji? Radosław Fogiel: Nie będzie ani rewolucji, ani marazmu

Anna Wojciechowska
Fogiel: Andrzej Duda startuje nie z pozycji kandydata PiS, ale z pozycji bezpartyjnego prezydenta ubiegającego się o reelekcję
Fogiel: Andrzej Duda startuje nie z pozycji kandydata PiS, ale z pozycji bezpartyjnego prezydenta ubiegającego się o reelekcję Sylwia Dąbrowa/Polska Press
- Nie demonizowałbym naszej sytuacji. Są naturalnie polityczne emocje, ale nie powiedziałbym, że mamy ukrop koalicyjny - zapewnia zastępca rzecznika prasowego PiS Radosław Fogiel.

Niemal 8 mln głosów na PiS, rekordowy wynik, a jednak dobrze nie jest? Tak łatwo już nie będzie?
Odnowienie mandatu do samodzielnego rządzenia w kolejnej kadencji nie jest raczej powodem do narzekań. Ale rzeczywiście, w polityce nigdy nie jest łatwo. Jak jest zbyt łatwo, to sytuacja jest podejrzana. Oczywiście, ta kadencja będzie inna, będzie kadencją kontynuacji, weszliśmy w nią z tym samym w dużej mierze rządem, więc nie tak silne jest wrażenie nowego otwarcia czy swego rodzaju restartu. Nie demonizowałbym jednak naszej sytuacji.

Sam prezes Jarosław Kaczyński mówił mało optymistycznie: „zasługujemy na więcej”.
Pierwsze wyniki wyborów nie dawały bowiem pewności, co do samodzielnej większości, a wiadomo, że to było naszym celem. Okazało się jednak, że ją zdobyliśmy i to w sytuacji, gdy wszystkie ugrupowania dostały się do Sejmu. Wiadomo, że gdyby np. Konfederacja nie przekroczyła progu zgodnie z przewidywaniami większości sondaży w trakcie kampanii, rozkład mandatów byłby jeszcze korzystniejszy.

Anty-PiS to odwrócenie się od ośmiu milionów Polaków, którzy poparli nasze działania. Być może lewica to sobie uświadamia

Ale Konfederacja jest w Sejmie i m.in. dlatego nie będzie Wam już tak łatwo forsować wszystkiego. Jest opozycja od prawej strony w sytuacji, kiedy jednocześnie przegraliście Senat. Co jest większym zagrożeniem?
Aktualny Sejm jest bardzo demokratyczny: niemal każdy głosujący ma swoją reprezentację. To dobre z punktu widzenia demokracji, ale oczywiście może nastręczać pewnych trudności w pracy parlamentarnej. Nie traktujemy jednak tego jako zagrożenia dla naszych rządów. Ze stabilną większością w Sejmie można swobodnie rządzić. Senat może dodawać poprawki do projektów ustaw, przedłużać proces legislacyjny, ale koniec końców decyzje podejmuje Sejm. Konfederacji też nie postrzegamy jako zagrożenia, choćby ze względu na szacunek do ponad miliona wyborców, którzy na to ugrupowanie zagłosowali. Liczymy jednak na to, że nie będzie wchodziła w buty totalnej opozycji zajmując się głównie negowaniem tego, co proponuje rząd.

A wydaje się wkładać te buty?
Nie chcę jeszcze ostatecznie przesądzać, ale początki nowej kadencji tworzą wrażenie co najmniej przymiarki tego obuwia. Pojawiają się obawy, że Konfederacji nie chodzi o pracę merytoryczną tylko rzucanie haseł pod publiczkę, haseł często niespecjalnie mających związek z rzeczywistością. I taki gest, jak choćby brak poparcia w głosowaniu dla pani marszałek Sejmu jest tu złym sygnałem.

CZYTAJ TEŻ: Borys Budka: Obóz Zjednoczonej Prawicy przestaje być monolitem

Konfederacja może być o tyle skuteczniejszą opozycją, że jest bliższa Waszym wyborcom?
Pytanie, co oznacza w tym kontekście skuteczniejszą? Skuteczniejszą w blokowaniu naszych działań? To zastanówmy się, co rząd PiS zamierza robić. Będą blokować 500 plus? Obniżki podatków? Trzynastą i czternastą emeryturę? Jeżeli im bliżej do PO niż do wartości prawicowych, to oczekujemy, że to jasno powiedzą.

Osoba Tomasza Grodzkiego dobrze rokuje?
Tu też na razie mamy mieszane uczucia, bo i mieszane sygnały. Z jednej strony w swoim niezwykle spokojnym, żeby nie użyć dalej idących określeń, orędziu marszałek Grodzki rzeczywiście deklarował, że Senat nie będzie miejscem politycznej walki. Z drugiej strony jednak już zapowiedział, że się wybiera do USA, by spotkać się z senatorami, którzy podpisali krytyczny pod adresem rządów PiS list, a zatem senatorami, którzy ustawiali się po jednej stronie sporu politycznego. To jest zaś nic innego, jak kontynuacja wojny, którą mieliśmy przez cztery lata, kontynuacja strategii: ulica i zagranica.

Rozkład sił w Sejmie to jedno. Jednocześnie jednak sama Zjednoczona Prawica przestaje być już wyraźnie tak mocno zjednoczona?
To za daleko idąca teza. Nikt nigdy nie twierdził, że jesteśmy monolitem, nie jesteśmy przecież z jakiegoś powodu jedną partią i naturalne jest, że w ramach obozu ucierają się różne stanowiska i wrażliwości. Zagrożeń dla spójności Zjednoczonej Prawicy jednak nie widzę.

Jednak teraz, po wyborach, koalicjanci PiS podnieśli odważniej głowy. Nie było do tej pory przypadku, by koalicjant nie zagłosował za rządową ustawą, na tyle poważną, że skutkującą koniecznością korekty budżetu. Pod wpływem buntu partii Jarosława Gowina musieliście wycofać projekt dotyczący limitu składek ZUS.
To kwestia momentu. Wybory stanowią swego rodzaju cezurę, po której następuje redefinicja stanowisk. I naturalnie wtedy oczekiwania wybrzmiewają mocniej, ale nie sądzę, by te różnice zdań mogły zachwiać rządem. Czerwoną linią byłaby sytuacja, w której któryś z naszych koalicjantów przyjąłby punkt widzenia naszych politycznych konkurentów.

Dziś Gowin Wam rzucił kłodę pod nogi?
Jest to pewna niedogodność. I oczywiście nie jesteśmy zadowoleni, że ta dyskusja tak mocno wybrzmiewa w mediach, bo to właśnie nakręca spekulacje. Wolelibyśmy omawiać te kwestie w zaciszach gabinetów, ale trudno, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Musimy na przyszłość wypracować sobie lepszą formułę rozwiązywania takich kwestii.

I co teraz, kiedy ustawy nie ma?
Ustawa została wycofana z Sejmu, żeby mogły się odbyć naprawdę szerokie konsultacje społeczne, z udziałem zainteresowanych jej zapisami środowisk.

Gorąco jest teraz w obozie Zjednoczonej Prawicy?
Są naturalnie polityczne emocje, ale nie powiedziałbym, że mamy ukrop koalicyjny.

Umowy koalicyjnej, póki co, nie ma, na co zresztą zwrócił ostatnio uwagę rzecznik partii Gowina Kamil Bortniczuk mówiąc, że poprzednia umowa koalicyjna wygasła. Podobno w nowej ma zabraknąć gwarancji miejsc wyborczych dla koalicjantów?
Rząd dopiero co powstał, ale wstępną wersję umowy mamy. I za niedługo pewnie będzie podpisana wersja ostateczna, ale też żeby była jasność: umowa będzie, ale nie sądzę byśmy się nią publicznie dzielili, bo to jest dokument wewnętrzny.

Zza kulis dochodziły słuchy, że już przy okazji rozmów o nowym składzie rządu Jarosław Kaczyński musiał wyciągnąć na stół straszak w postaci przyspieszonych wyborów, by spacyfikować żądania Zbigniewa Ziobry m.in. te o zmianie szefa rządu?
To naturalne, że w każdych negocjacjach zaczyna się z wyższej półki oczekiwań, by potem mieć z czego schodzić i spotkać się gdzieś wpół drogi. Nie uczestniczyłem w rozmowach czterech liderów, więc nie przytoczę, jakie dokładnie argumenty padały.

To co Wam dziś najbardziej spędza sen z powiek?
Wyzwaniem numer jeden jest na pewno sprawna legislacja w nowej sytuacji parlamentarnej. Mam na myśli przede wszystkim Senat. Ponadto koncentrujemy się na sukcesywnej realizacji tych planów, o których mówiliśmy w kampanii.

Jestem przekonany, że PiS będzie jedną z najdłużej funkcjonujących partii na polskiej scenie politycznej

Wygląda to w praktyce na nerwowe poszukiwanie pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych? Ich realizacja jest dziś zagrożona?
Nie mam takiego poczucia. To nie są rzeczy, które urodziły się wczoraj, więc jesteśmy przygotowani również na różne trudności na drodze ich realizacji i damy radę.

Sam prezes Kaczyński mówił, że „dotrzymywanie słowa, w tym czteroleciu, które jest przed nami, może być trudniejsze niż w tym, które jest za nami”.
To była ocena polityczna, biorąca pod uwagę sytuację w parlamencie. Poza tym trudniejsze nie oznacza „niemożliwe”, będzie nas to tylko mobilizowało do cięższej pracy. Pieniądze są zapewnione na wszystko.

CZYTAJ TEŻ: Sejm: Skandal w trakcie głosowania ws. nowych członków KRS. Posłanka PiS: "Trzeba anulować, bo przegramy" [WIDEO]

I kryzysu gospodarczego wciąż się nie boicie?
Generalnie uważam, że ludzie bojaźliwi podejmują gorsze decyzje. My jesteśmy świadomi cyklów koniunktury gospodarczej i zdajemy sobie sprawę, że jakieś spowolnienie może się czaić na horyzoncie. Nie zakładamy jednak, że ten kryzys w nas uderzy, bo wiemy, że mamy mocne podstawy gospodarcze, kontrolę nad własną walutą czy choćby dużą konsumpcję wewnętrzną i piątkę Kaczyńskiego, która w opinii wielu ekonomistów ma cechy pakietu stymulacyjnego.

Ekonomiści mówią, że dzisiaj trzeba raczej oszczędzać, niż sięgać po pieniądze z Funduszu Solidarnościowego, który miał być przeznaczony dla osób niepełnosprawnych, czy też próbować odgórnie wymuszać, ile polscy przedsiębiorcy powinni płacić pracownikom.
Fundusz solidarnościowy to pieniądze na rzecz ludzi słabszych z punktu widzenia społecznego, gorzej sytuowanych, a zatem również osób starszych czy chorych. Taka od początku była idea tego funduszu. A do mądrości wychowanków Leszka Balcerowicza na temat np. wysokości płac nie przywiązywałbym się za bardzo. Realizacją demonizowanego przez nich programu 500 plus udowodniliśmy, że się mylą zasadniczo.

A nie gracie dziś przede wszystkim na rozbicie antyPiSu? Czy przed wyborami prezydenckimi nie to jest Wasz główny cel polityczny?
Powiedziałbym inaczej: dziś rzeczywiście wyzwaniem dla PiS jest zwycięstwo Andrzeja Dudy i zwołujemy wszystkie ręce na pokład na rzecz reelekcji pana prezydenta.

To jest faktycznie być albo nie być dla „Dobrej Zmiany”?
Na pewno prezydent jest ważnym elementem Dobrej Zmiany. To, że w Pałacu zasiada człowiek, który nie chce być hamulcowym reform, a raczej umożliwia ich realizację jest bardzo cenne, ale nie można tego rozpatrywać w kategorii być albo nie być. Ostatecznie to parlament jest kluczowy.

Wyraźnie puszczacie oko do lewicy. Tu upatrujecie szansę na rozbicie bloku antyPiS?
Jest za wcześnie, by wyciągać wnioski, kto z kim zawrze sojusze. Warto zwrócić uwagę na to, co faktycznie znaczy antyPiS: to odwrócenie się od ośmiu milionów Polaków, którzy poparli nasze działania i nasz program. Być może lewica uświadamia to sobie. A jeśli mówimy np. o kulturze politycznej, to tak się składa, że podczas przemówienia marszałka seniora niewybredne okrzyki padały ze strony PO, a nie ze strony lewicy, która potrafiła zachować powagę. Generalnie jednak my do wyborów idziemy z Andrzejem Dudą nie oglądając się na to, co na opozycji.

Prezydent Duda potrzebuje więcej głosów niż PiS.
Oczywiście. Zwróćmy jednak też uwagę, że teraz startuje nie z pozycji kandydata PiS, ale z pozycji bezpartyjnego prezydenta ubiegającego się o reelekcję. Jeśli chodzi o szczegóły strategii, to nie będziemy ich z oczywistych przyczyn zdradzać.

Liczycie, że w realizacji waszych socjalnych obietnic pomoże lewica?
Sytuacja parlamentarna jest inna, więc pewne sprawy będą inaczej w tej kadencji wyglądać. Czy akurat w lewicy upatrujemy szansy na unormowanie sytuacji politycznej? Zobaczymy. Być może to PO, zainspirowana przez lewicę, zerwie z tradycją totalnej opozycji. My pokazaliśmy jednak, że potrafimy funkcjonować również w warunkach opozycji totalnej.

Co ma być treścią drugiej kadencji Waszych rządów? To będzie bardziej polityka ciepła woda w kranie czy powrót do rewolucji, którą odpuściliście przed wyborami?
Ani nie będzie rewolucji, ani nie będzie marazmu. Z jednej strony będzie kontynuacja tego wszystkiego, co zostało rozpoczęte przez ostatnie cztery lata. Od początku podkreślaliśmy na przykład, że reforma sądownictwa to proces….

Nie, jechaliście po bandzie, a potem wyciszaliście i się pod presją UE trochę wycofywaliście? Będzie drugie podejście?
Nie zgadzam się z takim opisem sprawy. Będzie kontynuacja reformy. Jaka konkretnie - zobaczymy. Kontynuowane będą również, co oczywiste, programy społeczne, bo to kwestia naszej wiarygodności, jak też polityka gospodarcza, która daje podstawy stabilnego rozwoju. Hasłem na tę kadencję jest, tak jak zapowiadaliśmy: budowa polskiego modelu państwa dobrobytu.

Zatem jednak trochę ciepła woda w kranie. Inne były hasła na sztandarach przed pierwszą kadencją.
Biorąc pod uwagę model rozwojowy przyjmowany przez większość klasy politycznej w ostatnim trzydziestoleciu, hasło budowy polskiego modelu państwa dobrobytu jest dość przełomowe. Uznaliśmy, że dziś, po tych czterech latach, możemy już tak planować nasz rozwój, aby w końcu wyrwać się z tego paradygmatu, że jedyne, co ma do zaoferowania Polska, to tania siła robocza. Stąd nasza propozycja podniesienia płacy minimalnej, która, jak wierzymy, pociągnie za sobą podwyżkę płac w całej gospodarce. Jesteśmy przekonani, że w perspektywie kilku nadchodzących lat zarobki na poziomie 1000 euro w Polsce są realne.

To może jest tak, że PiS się na naszych oczach niepostrzeżenie zmienia? Tworzenie odrębnego ministerstwa klimatu było jeszcze niedawno nie do pomyślenia w szeregach PiS.
PiS na pewno się zmienia, bo kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Ewolucja jest czymś naturalnym, ba, nawet czymś pozytywnym. Gdyby nie ona, nie wykształcilibyśmy sobie chociażby, jako gatunek, przeciwstawnego kciuka i z pewnością bylibyśmy dziś w zupełnie innej sytuacji. PiS pozostaje jednak partią ideową i jednocześnie mocno stąpającą po ziemi, jeśli chodzi choćby o sprawy gospodarcze. Powołanie ministerstwa klimatu pokazuje natomiast, że nie jesteśmy zasklepieni w stereotypach.

CZYTAJ TEŻ: Nowi posłowie 2019 LISTA Nazwiska wszystkich posłów. Kto dostał się do Sejmu? Podział mandatów w Sejmie

Nowi posłowie 2019: Lista wszystkich posłów. Nazwiska. Kto d...

Cztery lata temu byliście zasklepieni?
Przede wszystkim cztery lata temu mieliśmy inną sytuację polityczną, dziś dynamika jest taka, że pojawiają się nowe wyzwania. Jest też trochę tak, że zaskoczeni naszymi obecnymi działaniami mogą być głównie ci, którzy postrzegali PiS bardzo wąsko i schematycznie. Nie jest prawdą, że ochrona środowiska, klimatu to tematy, które przynależą wyłącznie partiom lewicowym. Tak jak można realizować konserwatywną politykę gospodarczą czy społeczną, tak można realizować konserwatywną politykę ekologiczną. Przypominam, że nasza frakcja w Parlamencie Europejskim już od kilku lat organizuje w Brukseli konferencję poświęconą ekologii i ochronie przyrody. To nie są dla nas tematy nowe, to są tematy, które w powszechnym odbiorze nie kojarzą się z prawicą.

Rzeczywiście nie kojarzę, by kiedykolwiek wcześniej PiS wysuwał te sprawy na pierwszy plan.
Co nie znaczy, że nie było takich działań, i to nie tylko w Ministerstwie Środowiska, ale też na przykład w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, nie wspominając o przełomowym programie Czyste Powietrze. Nie możemy pozwolić na zrabowanie części dyskursu politycznego przez lewicę. Niezmienna jest u nas natomiast polityka przywracania godności Polakom.

Jeszcze niedawno w PiS kpiono, że w rządzie Donalda Tuska ministrem finansów jest Jacek Rostowski, mający podwójne obywatelstwo. Dziś w rządzie Mateusza Morawieckiego ster finansów przejmuje człowiek również z podwójnym obywatelstwem, wykształcony za granicą.
Po owocach ich poznacie. To zupełnie inne przypadki. Obecny minister Tadeusz Kościński pochodzi z emigracji andersowskiej - taki ma życiorys i trudno z tego czynić zarzut.

To PiS czynił z takich rzeczy zarzut.
To nadmierne uproszczenie. My zwracaliśmy uwagę, że Jacek Rostowski nagle wpada do Polski, by zostać ministrem, wpada kompletnie oderwany od polskich realiów, nie posiadając nawet numeru PESEL. Obecny minister finansów większą część swojego życia zawodowego spędził w Polsce, jest zaufaną osobą premiera Mateusza Morawieckiego. To jak porównywanie gruszek z jabłkami.

Nawet wśród waszych sympatyków to jednak symboliczne.
Powtarzam, to kategorie nieporównywalne. Cechą wspólną psa i żyrafy jest to, że mają cztery nogi. Zasadnicze różnice jednak rzucają się w oczy.

Podobnie jak zwraca uwagę, że minister rządu PiS chwali się, że przyłożył się do wypromowania Grety Thunberg.
Dowiedziałem się, zapewne jak większość, że ta dziewczynka była na szczycie z wpisu ministra na Twitterze. Cóż, rozumiem, że w przypadku tego typu wydarzeń jak szczyt klimatyczny istotna jest też otoczka medialna i pewnego rodzaju ekocelebryci są ważni. To nie zmienia jednak naszego stanowiska w tych sprawach.

PiS drugiej kadencji to już ma być inny PiS?
To ma być ten sam PiS twardo zakorzeniony w wartościach, walczący o polskie interesy, ale równocześnie dostosowujący narzędzia do zmieniającej się rzeczywistości i otoczenia politycznego. Nasza generalna diagnoza, że dotychczasowy model rozwoju nie był dobry, że trzeba skończyć z postkomunizmem, od lat 90. nie zmienia się. Jest tylko wzbogacana. Nie jesteśmy jednak skamieliną i widzimy zachodzące zmiany. To jest kwestia zbalansowania tych rzeczy.

Wasi twardzi sympatycy wyczuwają balansowanie raczej ku strategii rządów Donalda Tuska.
Mogę zapewnić, że rząd PiS będzie się zajmował ciężką pracą, a nie harataniem w gałę.

Akurat tego to nie wiadomo, jako że ministrem sportu jest sam premier.
Który na pewno udowodnił, że dobrze sobie radzi w ping-ponga. Ale poważnie mówiąc, to oczywiście sytuacja tymczasowa, już niedługo zostanie powołany minister sportu.

Pozycja premiera Mateusza Morawieckiego wyraźnie w tym rozdaniu wzrosła. To taki świadomy zamysł prezesa Kaczyńskiego?
Na pewno premier, który przedłuża swoją misję, nabiera większej wagi politycznej, ale my się skupiamy na tym, że jesteśmy przede wszystkim jedną drużyną. I na wspólnej robocie.

Taka to drużyna, że jej lider nie może sobie pozwolić na konieczną operację, bo drużyna może się rozsypać?
To pytanie z tezą, z którą się nie zgadzam. Rzeczywiście pan prezes mówił, że czeka z operacją na koniec kampanii. Dziś to już jednak tylko kwestia osobista, kiedy ona ostatecznie się odbędzie. Nie wiązałbym kwestii zdrowotnych naszego lidera z kondycją partii.

One już są związane. To fakt. Prezes sam kiedyś mówił, że przyjdzie taki czas, że będzie musiał się trochę wycofać, ale PiS wyraźnie na taki scenariusz nie jest gotowy.
To jest kwestia odległej przyszłości. Nikt by sobie tego nie życzył poza wrogami PiS.

Siła Prawa i Sprawiedliwości wydaje się być oparta faktycznie na autorytecie jednego człowieka. Miesiąc przerwy w podejmowaniu decyzji i wszystko mogłoby się posypać?
To nie tak. Poza oczywiście istotną rolą kierownictwa partii, gdzie nikt nie neguje wagi doświadczenia i autorytetu prezesa Kaczyńskiego, PiS jest też silnym organizmem instytucjonalnym, zarówno siłą swoich członków, struktur, jak i tym, jak jest zorganizowane.

I nie rozpadłaby się, gdyby prezes się wyłączył z podejmowania decyzji?
Nie chce odpowiadać na to pytanie, bo ono samo zawiera z góry błędną tezę, że PiS by się rozpadł, a ja miałbym się odnosić tylko do tego, w jakim czasie, po miesiącu czy nie. Partia jest silna. I kropka.

Tylko siłą lidera?
Nie tylko, jak już mówiłem.

Wyobraża Pan sobie scenariusz, w którym ktoś przejmuje kierownictwo PiS i jest w stanie utrzymać jedność?
Nie sądzę, by prezes miał jakieś zadania, które miałyby mu uniemożliwić kierowanie partią.

Bo inaczej byłby to koniec PiS?
Jestem przekonany, że PiS będzie jedną z najdłużej funkcjonujących partii na polskiej scenie politycznej. Z czynnym udziałem wszystkich, którzy są zaangażowani w ten projekt.

Jest plotka, że zaangażowany w ten projekt Jacek Kurski ma zostać ministrem sportu.
Pierwsze słyszę.

Kurski zostanie na czele TVP?
To jest decyzja Rady Mediów Narodowych.

W której decyduje PiS. Prezes jest zadowolony z TVP?
Najważniejsze w telewizji jest chyba to, żeby większość widzów była zadowolona. Z pewnością pomaga w tym choćby fakt, że wrócił na przykład Teatr Telewizji czy też są transmisje wielu wydarzeń sportowych, dotychczas nieobecnych na antenie.

A jak ocenia sferę informacji i publicystyki?
Prezes Kaczyński, co nie jest tajemnicą, zwykle pracuje do późna. Jeśli ma czas, to ogląda różne programy informacyjne. Trudno powiedzieć, czy mu się podobają, czy nie, bo zawsze są lepsze i gorsze materiały. To nie jest sytuacja zero jedynkowa.

Jacek Kurski sprawdził się jako prezes TVP?
Myślę, że jak dotąd, realizuje te zadania, które powinien realizować prezes telewizji. Nie mam w tej chwili żadnych informacji, żeby Rada Mediów Narodowych miała w planach jakieś ruchy w sprawie zmian kierownictwa TVP.

Podsumowując, ma być dziś pewność, że uda Wam się utrzymać ster rządu do końca kadencji?
Jak najbardziej, jestem o tym przekonany. Nie zostaje się politykiem, żeby było łatwo.

Rząd znosi kolejne ograniczenia.

Wideo

Materiał oryginalny: Jaki będzie PiS drugiej kadencji? Radosław Fogiel: Nie będzie ani rewolucji, ani marazmu - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

polski suweren to urodzony niewolnik i ma to czego chciał na co zasłużył. szkoda kraju kolejny raz sprzedanego przez błękitną krew. dobrze że na tym świecie został mi tylko palec wystukujący coś tam coś tam na kompie. reszta jest już w świetlanej przyszłości. na pewno nie solidarnych zdrajców

p
podatnik

Niezorientowanym przypominam, o czym ten funkcjonariusz mówi ano mówi, o PRLu bis, który to w dniu 23 listopada 2019 to bardziej kolonia niewolnicza niż kraj, stworzony przy stole zwanym okrągłym i podczas pijackich libacji w Magdalence pod polityczną mafię, kolesiów, przekrętów, złodziejstwa i niespotykaną arogancję władzy! Bardziej miejsce dla kombinatorów, gdzie zwykły człowiek jest niczym, a przestępców się chroni. Zwykły człowiek nie odczuwa że to "jego kraj", gdzie miliony młodych, zdolnych, wykształconych, kreatywnych ludzi wyjechało za przysłowiowym chlebem? Gdzie przyzwoity człowiek nie ma szans na pracę, bo ją po znajomości dostają kolesie, gdzie na badania czy operację czeka się kilka lat. I na koniec gdzie w 2009 r. człowiek Prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego Piotr Kownacki jako prezes PKN Orlen zarabiał dziennie 31.000,00 PLN słownie trzydzieści jeden tysięcy złotych a maksymalna emerytura powstańca, który walczył za Warszawę wraz z kombatanckimi dodatkami wynosi 1.500,00 PLN słownie jeden tysiąc pięćset złotych miesięcznie!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3