„Trzeba uniezależnić etykę od religii”. O miejscu tych dwóch przedmiotów we współczesnej szkole rozmawiamy z Krystianem Karczem

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
"Moim zdaniem, to, co proponuje minister Czarnek, jest jeszcze gorszym rozwiązaniem. Ono może doprowadzić do tego, że rodzice i uczniowie będą utożsamiać religię z etyką" mówi Krystian Karcz - etyk w Szkole Podstawowej Da Vinci w Poznaniu i założyciel facebookowej strony "Uczę filozofować".
"Moim zdaniem, to, co proponuje minister Czarnek, jest jeszcze gorszym rozwiązaniem. Ono może doprowadzić do tego, że rodzice i uczniowie będą utożsamiać religię z etyką" mówi Krystian Karcz - etyk w Szkole Podstawowej Da Vinci w Poznaniu i założyciel facebookowej strony "Uczę filozofować". Archiwum prywatne Krystiana Karcza
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Lekcje religii są coraz mniej atrakcyjnym przedmiotem dla współczesnych uczniów. Postuluje się, by wynieść katechezę poza szkolne mury i uczynić szkołę w pełni świecką. O tym, czy etyka mogłaby zastąpić lekcje religii i dlaczego powinna stać się w świadomości Polaków jednym z ważniejszych przedmiotów, porozmawialiśmy z Krystianem Karczem – nauczycielem etyki w Szkole Podstawowej Da Vinci w Poznaniu i twórcą facebookowej strony „Uczę filozofować”.

Obecnie dziecko bądź rodzic może wybrać, czy chce uczestniczyć w zajęciach religii, etyki, czy nie uczestniczyć w żadnych z tych zajęć. To dobre czy złe rozwiązanie?
To rozwiązanie ma pewien optymistyczny rys, o którym warto powiedzieć. Gdybyśmy wszyscy jako obywatele zawiązali między sobą kontrakt społeczny, że masowo podpisujemy deklaracje uczestnictwa w zajęciach etyki, to szkoła, która miałaby bardzo dużo chętnych osób, musiałaby w odpowiedni sposób zorganizować te lekcje. Możemy powiedzieć, że wszystko jest w naszych rękach, ale z różnych powodów nic się nie zmienia. Wiedza o tym, czym są lekcje etyki, jest zbyt mała – mówi Krystian Karcz, który uczy tego przedmiotu w poznańskiej Szkole Podstawowej Da Vinci w Poznaniu i jest twórcą strony „Uczę filozofować” na Facebooku.

To może lepszym rozwiązaniem byłoby to, co proponuje minister edukacji. Uczeń musiałby wybrać: albo będzie chodził na religię, albo na etykę, z trzeciej opcji rezygnujemy. Co Pan o tym myśli?

Moim zdaniem to, co proponuje minister Czarnek, jest jeszcze gorszym rozwiązaniem. Ono może doprowadzić do tego, że rodzice i uczniowie będą utożsamiać religię z etyką. Trudno jest coś więcej powiedzieć na ten temat, ponieważ nie znamy szczegółów. Jeśli takie rozwiązanie faktycznie zostałoby wdrożone, to nie wiemy, czy uczeń musiałby wybrać: albo religia, albo etyka, czy mógłby na przykład uczęszczać na oba te przedmioty.

Jeżeli młody człowiek będzie musiał wybrać albo jeden, albo drugi przedmiot, to częściej wybierze religię. Jest dużo hamulców społecznych, które utrudniają wypisanie się z tych zajęć. Mam na myśli na przykład powiązanie lekcji religii z sakramentami. Dzieci muszą chodzić na te zajęcia, bo inaczej nie pozwoli się im przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej.

Później jest bierzmowanie i znowu trzeba chodzić na te zajęcia, a nawet jak młodemu człowiekowi nie zależy na przystąpieniu do sakramentów, to zależy rodzinie. Miałem kiedyś taką uczennicę, gimnazjalistkę. Któregoś razu przyszła do mnie i mówi tak: „Teraz chodzę i na religię, i na etykę, ale od przyszłego roku chciałabym zrezygnować z tych pierwszych zajęć, bo nie czuję się tam dobrze. Powiem o tym rodzicom”.

I powiedziała?

Tak. Przyszła do mnie na początku kolejnego roku szkolnego i mówi: „Moi rodzice najpierw się zgodzili, żebym zrezygnowała z religii, ale po tygodniu powiedzieli, żebym jednak tego nie robiła, bo babcia się załamie, jak się dowie”.

No tak, ale są też tacy rodzice, którzy akceptują wybór dziecka, może dla tej społeczności rozwiązanie, które proponuje minister Czarnek, wcale nie byłoby takie złe?

Po propozycji zmian zaproponowanych przez ministra Czarnka pojawił się duży brak zaufania do nauczycieli etyki. Za każdym razem, gdy przeglądamy media społecznościowe i widzimy informacje o lekcjach etyki, możemy znaleźć dużo argumentów „przeciw”. Pojawiają się głosy rodziców, którzy obawiają się, że będzie to jakiś ksiądz lub osoba, która ukończyła katolicką uczelnię.

W jaki sposób powinniśmy więc rozwiązać problem związany z organizacją zajęć religii i etyki?

Moim zdaniem jedyne dobre rozwiązanie tego problemu jest takie, że lekcje etyki powinny być przedmiotem obowiązkowym, ale realizowanym w ramach jednej godziny tygodniowo. Obecnie lekcje religii w większości szkół odbywają się w formie dwóch godzin.

Można by na przykład wprowadzić obowiązkowe lekcje etyki z elementami religioznawstwa. Wtedy mamy sytuację, w której wszyscy uczniowie otrzymują niezbędne kompetencje do funkcjonowania we współczesnej rzeczywistości. Mam na myśli umiejętność logicznego, krytycznego myślenia – takiego, które sprawia, że nie uwierzy się w fake newsy, kształtowania własnych wartości, wyrażania sądów moralnych, poszukiwania sensu własnego życia i otwartego mówienie o swoich poglądach, a także szanowania opinii innych, wymieniania się nimi, a nawet prowadzenie dyskursu. A więc spotykam kogoś, kto ma inne poglądy niż ja, i razem czegoś się od siebie uczymy.

Nie wyobrażam sobie, żebyśmy gdzieś dalej doszli jako społeczeństwo bez kształcenia takich umiejętności. Właśnie dlatego według mnie etyka powinna być zajęciami obowiązkowymi z elementami religioznawstwa, nauczana w oparciu o podstawę programową, którą opiekuje się Ministerstwo Edukacji i Nauki. Bardzo ważne jest to, by zajęcia były organizowane państwowo i to państwo nad nimi czuwało, a nie przedstawiciele danej religii, jak to ma miejsce teraz w przypadku kościoła katolickiego.

Zapewne cała ta dyskusja związana jest też z tym, że religię i etykę stawia się w opozycji: „jeśli nie jedno, to drugie”. Myśli Pan, że właśnie w taki sposób powinniśmy patrzeć na te zajęcia?

Rzeczywiście tak jest, ale wystarczy spojrzeć na rozporządzenie, które reguluje lekcje etyki. Nosi tytuł „Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach”. To jest czynnik, który bardzo mocno wiąże zajęcie etyki z zajęciami religii.

Warto powiedzieć o tym, że na lekcje etyki można uczęszczać już od wydania tego rozporządzenia, chociaż wiele osób nie ma o tym pojęcia. Ze wspomnianego już przeze mnie rozporządzenia wynika, że uczeń ma możliwość uczestniczenia i w lekcjach religii, i w lekcjach etyki.

Jednak problem polega na tym, jak powszechnie postrzega się te dwa przedmioty. Często spotykam się z myśleniem, że jak jest się katolikiem, to chodzi się na lekcje religii, a jak jest się niewierzącym, to chodzi się na lekcje etyki. To tak nie działa, dlatego że lekcje religii i – tu trzeba zawsze podkreślić, że jest to katecheza katolicka – są prowadzone w formie kursu dla katolika, który ma powiedzieć mu m.in. o tym, jakie święta są związane z jego religią, jak się je obchodzi, co trzeba zrobić, żeby móc przystąpić do poszczególnych sakramentów, czyli jak być dobrym wyznawcą swojej religii.

Tak naprawdę jest tam bardzo mało etyki, a można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że w ogóle jej nie ma. Co prawda na lekcjach religii rzeczywiście mówi się o moralności, ale te tematy są rzadko, a jak już są, to uczniowie po prostu poznają stanowisko Kościoła Katolickiego. Jest to rodzaj wychowania chrześcijańskiego w tym sensie, że po prostu osoba, która jest katolikiem, przychodzi na zajęcia i ma notować, co jest dobre, a co złe. Z pewnością nie są to lekcje etyki. A jeśli jest inaczej, to za sprawą bardzo dobrego nauczyciela religii, który prowadzi swój przedmiot jak etykę, bo znam i takich nauczycieli. Należą się im słowa uznania.

Czego uczy się na lekcjach etyki? Mam wrażenie, że wciąż wiele osób niewiele wie o tym przedmiocie.

Na lekcjach etyki uczymy się filozofowania. Wystarczy spojrzeć na małe dziecko, które wciąż zadaje pytania: „A dlaczego?”. Nauka nam pokazuje, że jest to tak samo podstawowa umiejętność, jak pisanie, czytanie czy liczenie. Nam jest trudno to zrozumieć, bo jesteśmy przyzwyczajeni do pruskiego modelu nauczania, gdzie każdy przedmiot ma przynosić jakąś konkretną, mierzalną umiejętność. A etyka to dziedzina, która w jakimś sensie wymyka się takiemu sposobowi myślenia.

Z jednej strony na tych zajęciach wyrażamy sądy moralne, uczymy się, jak obiektywnie określić, czy coś jest dobre, czy złe. Z drugiej strony wchodzimy w dyskusję z drugą osobą – mamy szansę posłuchać, co ma do powiedzenia, odpowiedzieć jakimś argumentem i nie traktować tego jak bitwy na śnieżki, ale jako konfrontację różnych poglądów.

A jak wyglądają lekcje etyki prowadzone przez Pana?

Najczęściej wyglądają tak, że przedstawiamy historię osoby, która staje przed dylematem lub rozważamy jakiś problem społeczny. Oczywiście wszystko w zależności od wieku uczniów. W najstarszej klasie rozmawiamy o tym, czy powinno się zaostrzyć prawo aborcyjne, czy wręcz przeciwnie, lub czy należy dopuścić możliwość dobrowolnej eutanazji. Z kolei w młodszych klasach zastanawiamy się, czy jak na przykład znajdziemy na korytarzu kartę piłkarską, to możemy ją sobie wziąć, czy nie jest to w porządku.

To są bardzo ważne zajęcia, które kształtują potrzebne w życiu kompetencje. Trzeba potrafić czytać, pisać, liczyć, ale trzeba też umieć samodzielnie myśleć, stawiać ważne pytania, wyrażać sądy wartościujące, uczestniczyć w dyskursie i rozmawiać. O podobnych rzeczach mówię na mojej facebookowej stronie „Uczę filozofować”.

Wspomniał Pan o tym, że etyka jest bardzo ważnym przedmiotem. Myślę sobie, że jest tak też z tego względu, że uczy poszukiwania sensu własnego życia, z czym wielu młodych ludzi ma dziś problem. Takie przedmioty, jak religia czy właśnie etyka, mogłyby młodego człowieka zbliżać do takich poszukiwań, tymczasem wciąż traktuje się je po macoszemu. Jak Pan myśli, dlaczego?

To jest bardzo złożony problem. Tak jak już wspomniałem, w polskich szkołach wciąż obowiązuje model pruski, który bardzo dobrze się zadomowił. Uczniowie od najmłodszych klas mają wdrukowane, które przedmioty są ważne, a które nie.

Kolejną kwestią są finanse. Jeśli nauczyciel ma się pojawić, to trzeba mu zapłacić. Do tego dochodzi problem ze znalezieniem nauczyciela – a to tylko wierzchołek góry lodowej. Zwykle wygląda to tak, że układając plan lekcji, dyrektor zakłada, jakie przedmioty będą znajdować się w ramówce. Wiemy, że na pewno umieszczone zostaną tam wszystkie obowiązkowe lekcje: język polski, matematyka itd. Zakłada się, że w każdej klasie będzie religia, bo zawsze była. A kiedy okazuje się, że te lekcje znajdują się w środku dnia, to uczniowie siłą rzeczy na nie chodzą, bo mieliby okienko.

Kiedy jest już ułożony plan, to dopiero wtedy szkoła się pyta: „To kto pójdzie na zajęcia etyki?”. Może zdarzyć się tak, że zgłoszą się uczniowie, ale będzie ich na przykład dziesięciu, więc trzeba etykę ustawić w planie tak, żeby różne klasy miały tę lekcję o tej samej godzinie. Czyli ktoś będzie musiał czekać, a w planie pojawią się okienka.

To jest kilka osób, więc za chwilę okaże się, że trzeba znaleźć nauczyciela, który przyjdzie pracować na zaledwie kilka godzin, co z wiadomych względów jest bardzo trudne. Najlepiej zaproponować etat, który po zapowiadanych zmianach wyniesie 22 godzin lekcyjnych. Kiedy już uda się znaleźć nauczyciela, to uczniowie będą zniechęceni, że zajęcia odbywają się tak późno, więc kilka osób zapewne się wykruszy. Sposób organizacji zajęć etyki to po prostu błędne koło.

Powiedział Pan sporo o problemach związanych z organizacją lekcji etyki. Ja bym chciała spojrzeć na nie z trochę innej strony. Wydaje mi się, że w związku ze zmianami, które zachodzą w świadomości wielu Polaków, zajęcia religii stopniowo stają się coraz mniej popularne. Myśli Pan, że w związku z tym lekcje etyki mogą stać się szansą we współczesnej szkole?

Myślę, że mogłoby tak być. Ważne jest to, by dać lekcjom etyki odpowiednie miejsce w szkole, by dyrektorzy uwierzyli, że jest to ważny przedmiot i zaplanowali dla niego miejsce. Poza tym powinno się więcej mówić o tym, jak wyglądają te zajęcia. Należałoby przekazać taką wiedzę także rodzicom, by zdawali sobie sprawę, że nie są to lekcje na zasadzie: „naucz się, co jest dobre, a co złe”, tylko: „powiedz mi, a ja powiem tobie i zobaczymy, będziemy poszukiwać”. To jest dobra droga i dobre miejsce dla lekcji etyki. Myślę, że ważne jest też uniezależnienie tych zajęć od religii.

Etyka może być tak samo atrakcyjna dla ateisty, jak i dla katolika. Naturalne konsekwencje dla nich zawsze są takie, że poglądy każdej z tych osób będą bardziej logiczne, racjonalne i nauczymy się w tym wszystkim razem odnajdywać i ze sobą rozmawiać. Będziemy lepszymi wersjami samych siebie, wspólnie i z osobna.

Wypieramy z naszej świadomości, że jest pandemia KOMENTARZ

Wideo

Materiał oryginalny: „Trzeba uniezależnić etykę od religii”. O miejscu tych dwóch przedmiotów we współczesnej szkole rozmawiamy z Krystianem Karczem - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie