Sprawa sprzedaży terenów ROD Chemik trafiła - jak informują działkowicze - aż do ministerstwa infrastruktury, które ma podjąć decyzję o niemożności takiej transakcji, sprawa jednak się przeciąga. jak mówi Renata Włazik, działaczka społeczna z Łęgnowa, problem polega na tym, że tereny nie są własnością działkowiczów, więc są w dyspozycji syndyka.
Nie ma pomp
W Łęgnowie - tak jak na działkach - pojawił się oprócz skażenia wód podziemnych kolejny problem: stojąca na gruntach woda. ROŚ Chemik już prawie pływa...
Jak wyjaśniają mieszkańcy, to woda z pozachemowskich odstojników, a nie znika, bo od ubiegłego roku nie działa stacja pomp. O pomoc poproszono m.in. wydział zarządzania kryzysowego bydgoskiego Urzędu Miasta.
WZK napisał alarmujące pismo do spółki Centrala z siedzibą w Warszawie, która kupiła odstojniki. Wskazano konkretną prawdopodobną przyczynę - na wysokości ul. Toruńskiej 390. - na działce tej znajdują się odstojniki wodne po byłym ujęciu wody dla Z.Ch. Zachem, w których gromadzi się woda, powodując podniesienie poziomu wód gruntowych w okolicy - pisze do nowych właścicieli Adam Dudziak, dyrektor WZK. Zwraca uwagę, że pompy utrzymujące bezpieczny poziom wody pracowały w tym miejscu do września 2019 roku. Po ich wyłączeniu poziom wód wzrósł o 30 cm, powodując zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców Łęgnowa.
Do prokuratury
Co zrobią nowi właściciele tego terenu, nie wiadomo. Nieoficjalnie mówi się, że faktycznie obszar ten kupili, ale... pomp juz na nim nie było.
Mieszkańcy Łęgnowa zawiadomili o wszystkim prokuraturę.
Czy zalewanie domów to wyłącznie sprawa braku pomp, nie wiadomo. Mają na to odpowiedzieć badania geologiczne.
Rząd czeka na syndyka
Tymczasem z działań bydgoskich posłów lewicy wynika, że czynniki rządowe problem skażenie terenów na dawnym obszarze Zachemu. O pomoc apelował z mównicy sejmowej Krzysztof Gawkowski. Interpelację w tej sprawie skierował do ministra klimatu także Jan Szopiński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I co? Ani nic...
- Pytałem między innymi o termin podjęcia prac dotyczących usunięcia z gleby i z wód gruntowych szkodliwych substancji chemicznych na terenach po byłych Zakładach Chemicznych „Zachem” SA oraz o szacowany koszt tych prac i ich źródło finansowania - komentuje bydgoski poseł. - Treść odpowiedzi nie napawa, niestety, optymizmem i może świadczyć o tym, że ministerstwo klimatu nie przykłada należytej wagi do tego problemu.
Szopiński zwraca uwagę, że poinformowano go, iż realne działania związane z usunięciem z gleby i z wód podziemnych szkodliwych substancji chemicznych zostaną podjęte dopiero po zakończeniu postępowań administracyjnych toczących się wobec syndyka masy upadłości „Infrastruktura Kapuściska S.A.” – następcy prawnego „Zachemu” oraz innych podmiotów z tym związanych?
Zbyt wolno
- Przecież przy obecnej efektywności działań w tej sprawie może to oznaczać nawet kilka lub kilkanaście lat - ocenia poseł. - Nie wiadomo także, w jakim stopniu ministerstwo nadzoruje lub koordynuje te działania formalno-prawne. Zbyt wolno, moim zdaniem, następuje również „ustalanie stanu faktycznego” zakresu skażenia środowiska, pomimo tego, że jest to piąty rok działalności rządów tej koalicji, a dotychczasowe wyniki badań są dosłownie przerażające. Brak jest na dziś wiedzy o koniecznym zakresie i metodologii prac naprawczych, szacunkowych kosztach oraz o konkretnych źródłach finansowania inwestycji.
