Kronika bydgoska. Na Zachodzie bez zmian, czyli ważne jest, by się nie poddawać

Ewa Czarnowska-Woźniak
Ewa Czarnowska-Woźniak
Bydgoski jarmark świąteczny O!Choinka - próba ratowania lokalnej gastronomii
Bydgoski jarmark świąteczny O!Choinka - próba ratowania lokalnej gastronomii Fot. Archiwum Expressu Bydgoskiego/Tomasz Czachorowski
Osobista tragedia sprawiła, że w minionym czasie częściej czytałam rubryki funeralne niż doniesienia newsowe. I już wiem, że pewną pociechę w trudnym czasie przynosi jakość otoczenia. Zresztą, nie tylko wtedy, gdy odchodzą najbliżsi.

Zobacz wideo: Jarmark O! Choinka - Ratujemy Święta w Bydgoszczy

Pamiętają Państwo „Na Zachodzie bez zmian”, szkolną lekturę autorstwa pacyfisty Remarque’a? Może tak, może nie tylko dlatego, że jeden z bohaterów nazywał się (mimo zniemczenia) bardzo swojsko, Kaczyński... Może dlatego, że wymowa tego antywojennego dzieła niepokojąco zbliża nas do tego, co przeżywamy na co dzień. U Remarque’a narratorem opowieści z pierwszowojennego frontu był Paweł Baumer. Mimo młodego wieku, szybko nauczył się (prze)życia w okopach wojennych, wydawało się, że zna wszystkie triki, by nie umrzeć od kuli, choroby czy głodu. A jednak, pewnego dnia 1918 roku, gdy na wielkiej scenie działań wojennych działo się tak niewiele, że oficjalny komunikat propagandowy informował neutralnie, że dziś „na Zachodzie bez zmian”, nasz miły bohater zginął. Jedno życie przy hekatombie? Cóż to znaczy…

Cierpienia po stracie najbliższych

Nasza gazeta od pewnego czasu nabrzmiewa od nekrologów. Nienotowanego zalewu wzruszających pożegnań i podnoszących na duchu wyrazów współczucia. Każde nazwisko to czyjś dramat – niezależnie od tego, czy doprowadziły do niego koronawirus czy inna choroba. Taka, którą teraz covid przykrywa. A przecież boli tak samo, i nie jest ważne, czy na początku tego bólu jest wirus, rak czy wypadek (choć eksperci przestrzegają, że zasłonięci pandemią zapominamy, że ta odejdzie, a „niedocenione” udary, zawały czy nowotwory wrócą ze wzmożoną siłą).

Cóż znaczy śmierć jednego czy drugiego bydgoszczanina, jednej czy drugiej mieszkanki Nakła, Szubina czy Świecia, gdy codziennie komunikaty mówią w skali globalnej o tysiącach ofiar? Cóż po łzach i rozpaczy jednostek, gdy telewizory i ekrany komputerów są pełne wielocyfrowych przerażających danych?…

Sama cierpię po stracie kogoś najbliższego. I już z perspektywy krótkiego czasu po niej zaczynam doceniać, jak ważne jest i było profesjonalne i – choćby zawodowo – życzliwe otoczenie.

Miękki głos i medyczna oraz psychologiczna dyspozycyjność pani pielęgniarki i pani doktor z Domu Sue Ryder. Fachowość i szybkość działania towarzystwa ubezpieczeniowego, a także profesjonalna i wspierająca postawa kilku pań z ZUS. Cierpliwość i pomocność pań z ADM, a nawet urzędu pocztowego z mojego rodzinnego Leśnego (choć już przypisanego mu banku - niekoniecznie)…

Pewnie dałoby się znaleźć jeszcze kilka miłych osób, które na każdym kroku potrafiły się odpowiednio „znaleźć”. Spojrzenie na wiele stron nekrologów z ostatnich tygodni pozwala mi przypuszczać, że osób w podobnym do mojego położeniu jest dziś mnóstwo – więc i tej wdzięczności rozlałoby się sporo.

To dobrze wierzyć, że potrafimy być w tych ciężkich czasach tak wspierający. Dobrze docenić to w mniej ekstremalnych sytuacjach. Wtedy, gdy chodzi jeszcze o życie, a nie już o śmierć.

Bydgoszcz solidarna z restauratorami

I tu przykładnych pokazów wzajemnej pomocy nie trzeba szukać daleko. Opisujemy historie tego, jak często desperacko, choć zwykle bardzo solidarnie walczą dziś o przetrwanie bydgoscy mali przedsiębiorcy. Zwłaszcza ci, z których działalności nie możemy korzystać przez niespójne decyzje rządzących. Przez to, że ich górnolotne deklaracje niepozostawiania małego biznesu na lodzie są tylko frazesami. Mam dla tych wytwórców i usługodawców podziw za kreatywność i elastyczność w podejściu do pracy.

Ale przede wszystkim szacunek za to, że w tej biedzie myślą szeroko, także o innych. Właściciele knajpki o dostawcy towaru, który jeszcze do niedawna był chórzystą operowym, a wzięty muzyk o oświetleniowcu, którego pracy dziś nikt nie potrzebuje, a który musi opłacić rachunki. W tej biedzie właśnie myślą o sobie jako o całości. I nie poddają się.

I może właśnie dzięki temu wzrastają odzew społeczny i przychylność powszechna do tych zabiegów. Dobra, czuła myśl, że umiemy być dla siebie dobrzy wtedy, kiedy jest jeszcze czas.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie