I tak się trudno rozstać...

I tak się trudno rozstać...

Zdjęcie autora materiału

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Przecinanie pępowiny to, jak wiadomo, zabieg trudny. Ba, mam wrażenie, że z generacji na generację coraz trudniejszy.
I to nie dlatego, że rodzice nie chcą żegnać swoich dzieciaczków, wyfruwających z gniazd - wręcz przeciwnie, to dzieciaczki mają spore problemy z rozstawaniem się z rodzicami. Bo życie ciężkie, pełne wyzwań, perspektywy marne, a, jak to gdzieś wyczytałem, w domu czeka cudowny rodzic „wszystko w jednym”: opiekun, terapeuta, kucharz, bankomat...

Problem uciekania od dorosłości to zresztą przypadłość globalna i analizowana już na dziesiątki sposobów przez różnych mądrali.
No i pogłębiająca się nieznośnie, im realnie cięższy jest start pokolenia, które - jak w Polsce - zdaje sobie sprawę, że okaże się być może pierwszą generacją, która będzie miała gorzej, niż ich rodzice.
Ale akcja „Lolo” dzieje się we Francji, choć relacje tamtejszej matki z dorosłym synem są cudnie uniwersalne. Oczywiście ta niemożność przecięcia pępowiny to tylko jeden z motywów filmu, bo mamy tu parę innych ciekawych prztyczków. Choćby obsesje wielkomiejskich kobiet sukcesu czy nawet klasowość w egalitarnym, nowoczesnym społeczeństwie dobrobytu. Klasowość wyznaczaną nie przez urodzenie czy posiadane dobra, ale miejsce pracy, zamieszkania, rozrywki i generalnie styl życia.

Poznajemy więc pewną paryżankę, samotnie wychowującą dwudziestoletniego syna. Pani jest w swoim chłopcu zakochana na zabój - wszak to młody wrażliwiec, artysta, który wymaga wsparcia i opoki. No a chłopak, cwaniura, zamierza z tej opoki korzystać jak długo się da, bo cóż może go wspanialszego spotkać? Pani jest szychą w świecie mody, ma modnych znajomych, mieszka w modnej dzielnicy i w ogóle jest światowa. W czasie urlopowego wypadu poznaje informatyka z prowincji, ani urodziwego, ani majętnego, a już na pewno nie modnego. Tyle, że poczciwego, zakładającego, że generalnie ludzie są dobrzy. Co oczywiście różnym typkom daje okazję do wykorzystywania jego naiwności. No i o dziwo pan z panią zaczyna się świetnie dogadywać. No ale synek, czyli tytułowy Lolo, nie zamierza dzielić się mamą z jakimś facetem. A parę sposobów na eliminowanie takich intruzów ma w zanadrzu.

Powiedzmy sobie szczerze, „Lolo” to nie jest komedia, na jakiej zarykujemy się ze śmiechu. Mówiąc szczerze śmiejemy się z rzadka i półgębkiem, trochę jak na filmach późnego Allena. I trochę tego klimatu w filmie Julie Delpy - która zresztą gra tu główną rolę - na pewno jest. No i jest też sporo słabostek, postacie są - mam wrażenie - niewykorzystane, a akcja momentami robi się z lekka monotonna... Za to satyra na współczesną międzypokoleniową patologię relacji rodzice - dorosłe dzieci, jest naprawdę smaczna. No i ten francuski komediowy klimacik... Co by nie gadać, w takich filmach jak „Lolo” nawet słone żarty na granicy wulgarności brzmią zupełnie inaczej, niż w hollywoodzkich produkcyjniakach.CP

Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Wideo