Zobacz wideo: Wakacyjne pokazy fontanny multimedialnej przed Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy
Pod skargą na uchwałę Rady Miasta Bydgoszczy z 2019 roku podpisali się prezesi siedmiu bydgoskich spółdzielni mieszkaniowych: Pomorskiej SM, SM "Zjednoczeni", Międzyzakładowej SM "Dom", Fordońskiej SM, SM "Budowlani", Bydgoskiej SM, SM "Nad Wisłą". Skarga właśnie trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Chodzi o pieniądze za deszcz
Powodem skierowania skargi jest przyjęty przez radnych zapis zawierający cennik opłat za odprowadzenie deszczówki do miejskiej sieci kanalizacyjnej, ale nie tylko.
W tej chwili na podstawie uchwały "za deszcz" obowiązują takie ceny:
- w 2020 roku - 4,36 zł brutto za metr sześcienny;
- w 2021 roku - 4,80 zł;
- w przyszłym roku stawkę RM określiła na poziomie już 5,27 zł za metr.
- W ocenie skarżących opłata wprowadzona zaskarżona uchwała ma charakter daniny publicznej. Przenoszona jest bowiem obowiązkowo na wszystkie osoby fizyczne, prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej korzystające z nieruchomości na terenie miasta Bydgoszczy - czytamy w uzasadnieniu skargi podpisanej m.in. przez Zbigniewa Sokoła, prezesa Fordońskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Płacą, ale bez umowy
W tej chwili w Bydgoszczy dochodzi do kuriozalnej sytuacji, w której nie wszystkie spółdzielnie - mając wątpliwości prawne - podpisały z Miejskimi Wodociągami i Kanalizacją umowy, ale MWiK i tak wystawia im faktury za deszczówkę. Spółdzielnie je płacą, ale z "zastrzeżeniem prawa zwrotu" pieniędzy.
Prezesi spółdzielni zwracają uwagę na to, że w uchwale opłatom nie podlegają wody opadowe i roztopowe, które są zagospodarowywane na terenie danej nieruchomości i nie są odprowadzane do sieci kanalizacyjnej. W uzasadnieniu skargi czytamy: „Faktycznie możliwość uniknięcia opłaty jest iluzoryczna. Tak skonstruowany mechanizm uniknięcia opłaty w żadnym razie nie świadczy o dobrowolności korzystania z usługi (...). W praktyce bowiem możliwość uniknięcia opłaty nie jest wynikiem swobodnego procesu decyzyjnego, lecz zależy od możliwości przystosowania nieruchomości do samodzielnego zagospodarowania wód opadowych. Inwestycje takie zawsze łączą się z wysokimi kosztami i dużym nakładem pracy, a nadto nie zawsze możliwe jest ich przeprowadzenie."
Z dachu też...
Uchwała z 2019 roku wlicza w powierzchnie objęte opłatą także dachy, mimo, że wcześniejszy przepis z 2017 roku dachów budynków nie wymieniał. Zastrzeżeń spółdzielnie mają więcej. Np. zobowiązani do płacenia nie mają możliwości zweryfikowania metod przeprowadzenia kalkulacji i naliczania opłat oraz stosowania zwolnień, nie ma tez możliwości negocjowania umów z MWiK.
- Rada Miasta Bydgoszczy przekroczyła swoje kompetencje kreując nieznaną ustawie opłatę lokalną - twierdzą prezesi podpisani pod skargą.
W innych miastach kraju opłaty też przed sądami
Podobną uchwałę zaskarżono do WSA w Gdańsku. Sąd uznał, że „opłata ta ma cechy narzuconej mieszkańcom nieruchomości daniny publicznej ustanowionej przez gminę".
W Bydgoszczy spółdzielnie uznają, że uchwała z 2019 roku powinna być wyeliminowana z obrotu prawnego, m.in. dlatego, że nie wiadomo, na jakiej podstawie naliczono ceny. Uchwała nie podlega także ocenie żadnego organu regulacyjnego, nie tak jak w przypadku cen za wodę i ścieki - tu propozycje trafiają najpierw pod lupę Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Jeżeli wynik oceny projektu taryfy jest negatywny, WP odmawiają jej zatwierdzenia.
Zgodnie z prawem, WSA wystąpi teraz do władz Bydgoszczy z wnioskiem o odpowiedź na skargę.
