Wycięli korupcję razem z nadzieją

Piotr Schutta
Piotr Schutta
Lekarze nie mają złudzeń - spadnie liczba pobrań narządów od zmarłych dawców, umrze więcej ludzi, którym przeszczep mógłby uratować życie. Dlaczego? Przez jednego doktora i jedną wypowiedź Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości.

Lekarze nie mają złudzeń - spadnie liczba pobrań narządów od zmarłych dawców, umrze więcej ludzi, którym przeszczep mógłby uratować życie. Dlaczego? Przez jednego doktora i jedną wypowiedź Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości.

<!** Image 2 align=none alt="Image 45968" sub="W Polsce dializuje się kilkanaście tysięcy osób z niewydolnością nerek. Przeszczep jest dla nich nadzieją na lepsze życie. Brakuje jednak dawców.Na zdjęciu Maria Deja dializowana w Szpitalu Uniwersyteckim w Bydgoszczy, przy aparaturze Gabriela Szczepańska. ">- Nikt nigdy nie będzie już pozbawiony życia przez tego pana - ogłosił przed kamerami Zbigniew Ziobro, jednoznacznie komentując ubiegłotygodniowe aresztowanie Mirosława G., kardiochirurga z Warszawy. Czy minister zdawał sobie sprawę, że taką wypowiedzią funduje polskiej medycynie transplantacyjnej „reklamę” najgorszą, jaką można sobie wyobrazić?

Załamani lekarze i pacjenci

W Polsce przeszczepia się ponad tysiąc narządów rocznie, głównie nerek. Aż 95 proc. z nich pochodzi od zmarłych dawców (dla porównania dawcy żywi stanowią w USA ok. 50 proc., w Skandynawii 40 procent). Każdego roku umiera w naszym kraju kilkadziesiąt osób, nie doczekawszy się na przeszczep. Rosnąca od ponad 10 lat liczba pobrań od zmarłych, w ubiegłym roku po raz pierwszy zatrzymała się. Zdaniem ekspertów, to, m.in., efekt skandali korupcyjnych w służbie zdrowia i brak rzetelnych informacji na temat transplantologii.

Spektakularne aresztowanie 47-letniego kardiochirurga Mirosława G., podejrzewanego o zabójstwo i łapownictwo na wielką skalę, wstrząsnęło polską medycyną transplantacyjną. Na konferencji prasowej, podczas której Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, chwalił się sukcesem swego biura, padło wiele mocnych stwierdzeń pod adresem aresztanta i kilka półprawd na temat przeszczepiania narządów w Polsce. Między innymi taka, że 30-procentowa umieralność pacjentów po przeszczepach serca, jaką miał na swoim oddziale doktor G., to niespotykanie wysoki wskaźnik. Niedoinformowany szef CBA nie wyjaśnił, iż jest to średnia krajowa. W rezultacie w eter popłynęła czytelna sugestia: doktor G. traktował swoich pacjentów jak towar.

<!** reklama left>- W Polsce odsetek pacjentów, którzy żyją dłużej niż rok po przeszczepie serca wynosi ok. 70 procent. A więc umieralność na poziomie 25-30 procent jest normą. Doktor G. znany był z tego, że podejmował się zabiegów w ryzykownych sytuacjach, kiedy inni lekarze nie widzieli szans na powodzenie. Chylę czoło przed takim lekarzem, nawet jeśli udało mu się uratować dwie osoby z pięciu - mówi prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds. transplantologii, nie kryjąc rozgoryczenia aferą w warszawskim szpitalu MSWiA. W styczniu 1966 roku pod wodzą prof. Jana Nielubowicza brał udział w pierwszej w Polsce udanej transplantacji nerki, która na ówczesne polskie warunki była niczym lot na Marsa.

Na podstawie dowodów z podsłuchu, kardiochirurgowi postawiono 20 zarzutów, z których aż 16 dotyczy korupcji. Ale najmocniej został przez ministra Ziobrę zaakcentowany zarzut zabójstwa rolnika spod Sieradza, Jerzego Gołębia. Zdaniem prokuratorów, ten pacjent w ogóle nie powinien być poddany przeszczepowi ze względu na zły stan zdrowia, a ponadto, gdy po operacji ordynator G. nie otrzymał łapówki, chory został podobno na jego polecenie odłączony od respiratora. O cynizmie doktora G. miał świadczyć fakt nakłaniania rodziny rolnika, by sprzedała krowę na łapówkę. W telewizyjnych „Wiadomościach” materiał o aferze zatytułowano: „Doktor śmierć”.

Kilka dni później dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się odnaleźć syna Jerzego Gołębia, który stwierdził, iż doktor nie chciał za operację ani grosza i niczego nie sugerował. Mówił co prawda o krowie, ale w kontekście znalezienia przez rodzinę funduszy na dalszą opiekę nad chorym ojcem. Syn zapamiętał, że po zgonie jego ojca lekarz był załamany.

<!** Image 3 align=right alt="Image 45968" sub="- Kiedy powstaje szum wokół transplantacji, odbija się to na liczbie pobrań narządów - mówi Andrzej Marciniak, koordynator ds. przeszczepów">Dzisiaj załamani są wszyscy - pacjenci oczekujący na przeszczep, bo, według nich, wzrośnie nieufność społeczeństwa do transplantologii; anestezjolodzy, którzy wiedząc, jak trudno w Polsce przekonać rodzinę zmarłego do przekazania jego narządów, nie mają złudzeń, iż teraz będzie to graniczyć z cudem; wreszcie chirurdzy, porażeni łatwością, z jaką już przed procesem został osądzony i potępiony Mirosław G., mimo iż taki autorytet jak profesor Religa przyznał, że również odłączyłby respirator.

- W historii polskiej medycyny nie zdarzyło się dotąd, by oskarżono lekarza o świadome spowodowanie zgonu pacjenta. Po raz pierwszy od 15 lat zacząłem myśleć poważnie o wyjeździe z kraju - przyznaje dr Zbigniew Włodarczyk, jeden z najlepszych w Polsce specjalistów w dziedzinie transplantacji nerek. W 2003 roku kierowana przez niego Klinika Transplantacji i Chirurgii Ogólnej Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy była najaktywniejszym ośrodkiem w kraju.

- Zawsze, kiedy powstaje szum wokół transplantacji, odbija się to na liczbie pobrań narządów do przeszczepień. Tak było po ostatnich aferach łapówkarskich z udziałem bydgoskich lekarzy - mówi Andrzej Marciniak, koordynator Poltransplantu ds. transplantacji nerek, zajmujący się tzw. kojarzeniem dawcy z biorcą. Jest w województwie kujawsko-pomorskim pierwszą osobą, która dowiaduje się o potencjalnym dawcy.

W Polsce narządy do przeszczepień pochodzą głównie od zmarłych dawców, u których stwierdza się komisyjnie śmierć mózgu. Mimo że polskie prawo nie przewiduje konieczności pytania o zgodę na pobranie rodziny zmarłego, lekarze anestezjolodzy o tę zgodę pytają zawsze.

- Z szacunku dla zmarłego i jego rodziny - anestezjolog, dr Dorota Arszyńska-Łopatka, ma za sobą dziesiątki takich rozmów. Czasem słyszy: „Nie, bo nie”. A czasem udaje jej się taktownie wytłumaczyć, że odpowiedzialny za funkcje życiowe organizmu mózg jest martwy i że ciepła i zaróżowiona skóra to tylko pozory życia.

Będą podejrzenia o handel

- Zwłaszcza, kiedy nagle ginie w wypadku młody człowiek, jego najbliżsi nie mogą uwierzyć w śmierć mózgu - dodaje dr Arszyńska-Łopatka. Nie ma złudzeń - jej zdaniem sprawa Mirosława G. spowoduje, że zgodę wyrazi mniej osób.

- W 2006 roku w 9 przypadkach rodziny odmówiły nam wykorzystania narządu. A mogliśmy uratować 18 osób więcej - dodaje ze smutkiem Andrzej Marciniak. Rok wcześniej w całym kraju na 669 zgłoszeń potencjalnych dawców, aż 61 rodzin nie zgodziło się na pobranie organów od zmarłego.

- Skutki ostatniej afery nie będą może natychmiastowe, ale na pewno widoczne. Ludzie nie będą godzić się na pobrania, podejrzewając nas o handel narządami - przyznają transplantolodzy.

- Handel jest jednak niemożliwy. Nie wyobrażam sobie tego technicznie - mówi Andrzej Marciniak.

Na znalezienie biorcy nerki koordynator ma najwyżej 35 godzin, serca - 3 do 4 godzin. Po tym czasie narząd nie nadaje się do użytku. Każdy pozyskany organ zgłaszany jest natychmiast do Poltransplantu, gdzie znajduje się centralna lista biorców, zakwalifikowanych do przeszczepu. W przypadku nerek, koordynator otrzymuje gotową listę około 10 biorców, wytypowanych przez komputer na podstawie kryterium zgodności tkankowej. Im większa zgodność, tym wyższe miejsce na liście. Często jednak zdarza się, że narząd trafia do osoby z końca listy, ponieważ z różnych względów, głównie zdrowotnych, chorzy z wyższych miejsc nie są w danej chwili gotowi do przyjęcia przeszczepu.

- Z każdej akcji sporządzam później protokół doboru biorcy, w którym piszę, dlaczego ktoś z wyższego miejsca nie otrzymał nerki - tłumaczy Marciniak.

Z sercem jest inaczej. Poltransplant nie przekazuje gotowej listy z nazwiskami, lecz daje narząd, wybierając jeden z czterech istniejących w Polsce ośrodków transplantacji serca. Organ wędruje tam, gdzie znajduje się pacjent pilny, czyli taki, któremu pozostało najmniej czasu na przeżycie. Reszta należy do działającego na miejscu koordynatora, który bierze pod uwagę grupę krwi i wielkość serca, a następnie gotową propozycję przekazuje lekarzowi kierującemu zespołem przeszczepowym. To on podejmuje ostateczną decyzję o operacji, uzgadniając ją z szefem kliniki i konsultując z zespołem innych lekarzy.

<!** Image 4 align=left alt="Image 45975" sub="Dr Andrzej Adamowicz z Kliniki Transplantacji i Chirurgii Ogólnej CM UMK opiekuje się pacjentami po przeszczepieniu nerki, m.in. Eryką Juszkiewicz (73 l.), która przeszła zabieg w lipcu 2006 roku">W Internecie na stronach stowarzyszeń ludzi po przeszczepie trwa dyskusja na temat przypadku doktora G. Wpisują się osoby zawdzięczające mu życie i rodziny tych, których operował. Niektórzy skarżą się na chamskie maniery doktora, inni piszą o jego troskliwości. Wydaje się, że obrońców lekarza jest więcej niż przeciwników. Bank informacji na temat korupcji wśród lekarzy gromadzi też CBA, udostępniając darmową linię telefoniczną. Podobno skorzystało z niej już pół tysiąca osób. Kilkanaście sygnałów dotyczy podobno kardiochirurga z MSWiA.

- Wiem jedno - mówi Jolanta z Łodzi, była pacjentka Mirosława G., gdy jeszcze pracował w Krakowie pod bokiem sławy polskiej transplantologii, prof. Dziatkowiaka. - G. uratował mi życie. To on namówił mnie na przeszczep, mimo że byłam przeziębiona i po świeżej ekstrakcji zębów. Uświadomił mi, że to moja ostatnia szansa. Żyję. Jestem 13 lat po przeszczepie. Nie było mowy o żadnej łapówce.

Andrzej: - Miałem trzy dni życia. W ciągu dwóch dni znalazło się serce. Minęło 10 lat. Żyję. Cieszę się, że trafiłem na G.

- Doktor G. ma opinię człowieka bardzo trudnego w kontakcie, dlatego od dwóch lat nie prowadzi już pacjentów. Powszechnie znana jest też jego chorobliwa ambicja i pracoholizm. Ale nigdy nie uwierzę, że mógł zabić pacjenta - mówi Tadeusz Bujak, prezes Stowarzyszenia Transplantacji Serca, 11 lat po przeszczepie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie