Trwa zwycięski pochód armii grzybiarzy przez podbydgoskie lasy. Jacy to ludzie?

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Dariusz Bloch
Na grzyby mogę chodzić w kapciach. W sezonie daje to jednak tyle samo radości, co utrapienia. Od świtu przed domem majaczą mi ludziki, uzbrojone w koziki, wiadra, kosze i reklamówki. Mój pies zanosi się histerycznym szczekaniem, a ja rejestruję leśne typy malownicze.

SPONTANICZNA RODZINKA PIĘĆSET PLUS. Przyjeżdżają na skraj lasu zwykle jakimś nieco strupieszałym, ale pakownym autem, z którego wysypuje się tata, mama i dwoje, czasem i troje potomstwa w różnym wieku. Nim ruszą między sosny, przez dłuższą chwilę czynią przygotowania logistyczne. Trzeba przecież pamiętać o tym, że dzieci muszą mieć colę do chłodzenia i chipsy do uzupełniania energetycznych wydatków. Trzeba też wrzucić do plecaka pelerynki, chusteczki higieniczne i zwitek papieru toaletowego na wszelki wypadek. Potem następuje fasowanie grzybiarskiego ekwipunku i hajda! Ten typ jest na trasie najgłośniejszy. Co chwilę słychać nawoływania w stylu: „Jasiu, a gdzie ty jesteś!? Miałeś się trzymać blisko mamusi!...”. Trwa też nieustanna wymiana informacji o znaleziskach: „Ja już mam dziesięć podgrzybków!”, „Tato, a co to jest za grzyb?”. Po pewnym czasie ekscytację zastępuje marudzenie - „Mnie już nogi bolą, chcę do samochodu!” - uśmierzane paroma łykami coli i płatkami chipsów. Po reprezentantach tego typu w lesie pozostaje najwięcej śmieci.

KOMPANIA KARNA. Jej kadrową podstawą jest również rodzina, lecz zwykle mniejsza, składająca się z męża i żony, czasem z jednym dzieckiem. Dominującą rolę odgrywa w niej dowódca - samiec alfa o skłonnościach do tyranii. Dowódca dysponuje niezłym autem, nierzadko SUV-em, którym odważnie wjeżdża w środek lasu, nawet gdy nie prowadzą przez niego drogi dopuszczone do ruchu. Sam łamie przepisy, ale od innych surowo egzekwuje ich przestrzeganie. „Nie mogą państwo zachowywać się ciszej!?” - strofuje napotykane na szlaku Spontaniczne Rodzinki Pięćset Plus. - „To pana pies? Proszę natychmiast wziąć go na smycz!”. Swej kompanii dowódca dyktuje tempo i kierunek marszu. Nie toleruje sprzeciwu. Po odebraniu instrukcji jego żołnierze chodzą milczkiem, w skupieniu. Dzięki temu nie są dla lasu bardzo uciążliwi.

SAMOTNY WILK
. Zwykle nieduży, przygarbiony, ma naturalne predyspozycje do zanurzania się w młodniki i przeczesywania ich niczym wilk, z nosem blisko ziemi. Napotkanej konkurencji wysyła dzikie, nienawistne spojrzenia. Zazwyczaj pojawia się w lesie najwcześniej, by zgarnąć grzybną pulę przed innymi. Dźwiga ze sobą przepastne plastikowe wiadra. Nie kończy roboty, zanim ich nie wypełni. Wiele Samotnych Wilków w południe można już spotkać na miejskim targowisku lub w zaimprowizowanym punkcie handlowym przy markecie. Im więcej sprzedadzą poporcjowanych trofeów, tym bardziej szklą się im oczy, a ich mowa staje się mniej wyraźna.

SKRZĘTNA GOSPODYNI. Pojawia się w lesie później niż Samotny Wilk, bo wpierw musi zadbać o dom. Do celu dociera rowerem albo małym, wysłużonym autem. Przezornie ubiera się w fartuch i wkłada kalosze. Ma ulubione miejsca i w nich potrafi się kręcić w kółko przez dwie godziny. Rezultaty tego krążenia często są zaskakujące. Skrzętne Gospodynie są niczym kozy na trawniku - czyszczą ściółkę do ostatniego grzyba. Wchodzić po nich do lasu nie ma sensu. Nic się nie znajdzie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie