Sztuka trzymania za rękę, chwilę przed końcem - recenzja filmu "Johnny" w reż. Daniela Jaroszka

Alicja Polewska-Matusewicz
Alicja Polewska-Matusewicz
Zdjęcie wykonane na prapremierze filmu w Bydgoszczy. Jednym ze współproducentów jest bydgoska firma Murator Inwestycje.
Zdjęcie wykonane na prapremierze filmu w Bydgoszczy. Jednym ze współproducentów jest bydgoska firma Murator Inwestycje. Alicja Polewska-Matusewicz
Podobno kiedyś wielki aktor sir Laurence Olivier zapytał zdyszanego Dustina Hoffma na (grali w „Maratończyku”), dlaczego tak się męczy biegając, przecież wystarczy zagrać ten wysiłek.

To samo pewnie mógłby usłyszeć Dawid Ogrodnik, gdyby ktokolwiek odważył się temu niesamowitemu aktorowi zadać pytania: po diabła utyłeś 30 kilogramów, niszczyłeś sobie oczy wkładając okulary grubości denka butelki (drobne -17 dioptrii), dewastowałeś stawy biodrowe powłócząc nogą i sepleniłeś jak Jan. Przecież wystarczyło zagrać. Nie!

Tego, co pokazuje w filmie „Johnny” Dawid Ogrodnik nie da się zagrać. Dawid stał się ks. Janem Kaczkowskim, takim jakim on był przez ostatnie lata swojego życia, z wszystkimi blaskami i cieniami. Dawid nim jest! Dawid to Jan 1:1. Tam na ekranie, ale ponoć był nim cały czas w trakcie kręcenia filmu; nie wychodził z roli. Tak potrafią tylko najwięksi, tytani kina i to widać od razu na ekranie.

Podczas polskiej prapremiery „Johnny’ego” (mamy niesamowite szczęście do premierowych prezentacji obrazów, których współproducentem jest bydgoska grupa Moderator Inwestycje) reżyser filmu, Daniel Jaroszek opowiadał, że kiedy pierwszego dnia przyszło ekipie kręcić od razu „na pełnej petardzie” - cytując Jana - zaczęli od sceny umierania pana Józefa. Ten obraz boli, jak bolało odchodzenie tego steranego życiem człowieka. Kamera. Dawid zaczął się modlić. Piotr Trojan, jako Patryk (film jest jego opowieścią o sobie i Janie) złapał pana Józefa za drugą rękę... I zrobiło się coś, czego nikt nie umiałam nawet nazwać. Po 20 minutach - klaps. Dawid wypadł na zewnątrz i się rozsypał, Piotr - płakał, a cała ekipa rosłych facetów miała łzy w oczach, po papierosy sięgnęli ci, którzy od lat nie palili.

Łzawa historyjka? Nic z tego! To jest film twarzy. Niesamowitych, w zbliżeniu, potarganych przez życie. Z wszystkimi emocjami. Zdjęcia (Michał Dąbal) są bliskie, nie ma prawie szerokich kadrów. Także wtedy, kiedy patrzymy na inną śmierć - Hanny (Maria Pakulnis). I znowu wszystko kryje się w ostatnim dotknięciu dłoni, choćby przez sen, na wpół nieświadomie.

Jan też odchodzi z ręką matki (niezwykle subtelna Anna Dymna; ks. Kaczkowski mawiał, że jest Anną Dymną Północy) na czole. Bo wszystko, co możemy dać u kresu to właśnie dotyk i czas. Wspólny.

Jan jest w tym filmie bohaterem centralnym, Patryk - głównym, ale nad nimi jest bohater niewymowny - życie u kresu i to , co my potrafimy u tego kresu zrobić. A najczęściej uciekamy.

Ten film doceniła publiczność podczas festiwalu w Gdyni - Piotr Trojan wyjechał z nagrodą za główną rolę męską. Dla mnie cudem jest pani Jadzia z hospicyjnej kuchni (Grażyna Bułka). Nie miała właściwie nic do zagrania, miała być epizodem, a zbudowała postać. Jan miał umrzeć, a zbudował hospicjum wbrew czerwonemu koledze, jak nazywa abp. Głódzia ojciec (Witold Dębicki jako Ziuk), ateista i człowieka - Patryka, którego poznał, kiedy ten został w ramach przerwy w odsiadce skierowany do hospicjum na prace społeczne.

Daniel Jaroszek wcześniej nie miał do czynienia z filmem fabularnym, kręcił reklamy, ale może właśnie to sprawia, że „Johnny” jest tak świeży w spojrzeniu zza kamery - reżyser nie bał się płynnych przejść między aktorami a autentycznymi postaciami, które odtwarzali - słynna już scena w namiocie Akademii Sztuk Przepięknych na Woodstocku czy sprawdzający smak potraw Piotr Trojan zmieniający się w autentycznego Patryka, a wszystko to dzieje się w restauracji tego drugiego na Helu.

Osobną warstwę stanowi muzyka (Michał Kaush), niepokojąca, nie stroniąca od standardów, jak choćby tych w wykonaniu Dawida Podsiadło.

Znajoma bała się tego filmu, tak niedawno pożegnała bliskie osoby. Popłynęły łzy, ale powiedziała, że dobrze jest powiedzieć sobie: śmierć jest, nie da rady jej pominąć w swoim planie.

„Zamiast ciągle na coś czekać - zacznij żyć właśnie dziś. Jest o wiele później niż ci się wydaje” - ks. Jan Kaczkowski.

To film rodzinny. Może nie na poranek, ale październikowe popołudnie - po spacerze, kiedy rozmawialiście, że za chwilę 1 listopada.

„Johnny” w kinach od 23 września.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Materiał oryginalny: Sztuka trzymania za rękę, chwilę przed końcem - recenzja filmu "Johnny" w reż. Daniela Jaroszka - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na expressbydgoski.pl Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie