Spis treści
Pani Bogumiła z Bydgoszczy była z mężem na Półwyspie Helskim: „Za obiad, dwie porcje ryby, frytek i surówki, zapłaciliśmy 200 zł, czyli po 100 zł za zestaw. Cena kosmiczna, a nie powiem, byśmy najedli się do syta. Owszem, jedzenie było ładnie podane, ale cena nas zszokowała. Słyszałam w jednym barze, jak klientka prosiła o rybę bez panierki, ale jej odmówiono, tłumacząc, że sprzedają wy łącznie panierowaną. Zwykła zachłanność! Wiadomo, że ryba w panierce waży więcej to i dla nich wyższy zysk.
5 minut na dmuchańcu w Inowrocławiu za 30 zł
Jakaś mama oburzała się na Facebooku, że w majówkę musiała w Inowrocławiu zapłacić 30 zł za 5 minut zabawy dziecka na dmuchańcu. Ktoś się tak wpisał pod postem: „Chyba ich porąbało, też bym chciała zarabiać 30 zł za 5 minut, nie mam nawet tyle za godzinę”.
Gofry w Sopocie z kleksem śmietany po 30 zł?
Pan Adam z Torunia był w Sopocie z dziewczyną: „Gofr z kleksem śmietany i odrobiną polewy czekoladowej za 30 zł? "Nadmuchany powietrzem, chłodny i budzący wyrzuty sumienia, że tyle pieniędzy poszło. Co za wyzysk!”

Garstka kapusty kiszonej za 15 zł?
- Następny „majówkowicz” pokazał paragon grozy za dwie osoby też z Sopotu. Ryba wiadomo, tania nie jest, ale jedna pozycja wyróżnia się szczególnie: 15 zł za porcję kiszonej kapusty. Ponoć było jej tak niewiele, że przez kapustę widać było talerz.
- Z kolei pani Kinga zwierzyła się gazecie.pl, że kupiła dwie zapiekanki i nuggetsy w jednej z zakopiańskich restauracji. Była to dla niej zaskakująco kosztowna decyzja, ponieważ za te trzy pozycje zapłaciła 43 złote, a zapiekanki to były tylko bułka i ser: „Zakopane jest piękne i drogie, że hej!”
- Inna turystka pokazała na edziecko.pl paragon z parku rozrywki w Krynicy Morskiej. Zabrała tam dwoje dzieci: „Jako ich opiekunka musiałam zapłacić za bilet także dla siebie, choć z atrakcji i tak przecież nie korzystałam. Za każde dziecko zapłaciła 49 zł, bilety ulgowe, a za siebie normalny - 59 zł. Gdybym wiedziała wcześniej, to wcale bym tam nie poszła. To chore, żeby płacić za nic”.
- Innej kobiecie przy okazji przypomniało się, jak była kiedyś z klasą w Biskupinie: „Też kazali opiekunom zapłacić za wstęp. Wycofali się dopiero, jak im zaproponowałam, żeby sami zaopiekowali się dziećmi podczas tej wycieczki, a my na nie poczekamy, w końcu byłam w Biskupinie już wiele razy i nie muszę kolejny”.
64 zł za autostradę?
Pan Krystian pochwalił się zdjęciem paragonu z przejazdu autostradą A2. Jak pisze auto-swiat.pl, mężczyznę zszokowały kwoty, które musiał zapłacić na dwóch bramkach, czyli 32 zł za jedną, więc łącznie 64 zł.
Pan Rafał z Grudziądza wybrał się z żoną i dziećmi w Kołobrzegu: ”Pierwszy szok przeżyliśmy, gdy po sześciu godzinach przyszedłem odebrać samochód z parkingu blisko sławnej latarni morskiej. Musiałem zapłacić aż 90 zł”.
Koszty firm także windują ceny
Warto dodać, że również w przypadku paragonów grozy musi być druga strona medalu. Od ostatniej majówki mocno wzrosły koszty prowadzenia firm, m.in. w branży gastronomicznej. Mowa tu np. o:
- wysokich cenach produktów,
- wyższych rachunkach za energię,
- składkach na ubezpieczenia społeczne,
- sporej składce zdrowotnej,
- podwyżkach płacy minimalnej na umowie o pracę i stawki godzinowej.
Przekłada się to na ceny.
Dlaczego buteleczka napoju musi kosztować 10 zł?
- Na samym jedzeniu zarabiamy niewiele, biorąc pod uwagę wzrost kosztów. Staramy się to nadrabiać na napojach, na czymś musi być bicie - powiedział nam niedawno jeden z lokalnych przedsiębiorców gastro. - Dlatego klienci nie powinni się dziwić, że mała butelka napoju kosztuje 10 zł. Inaczej pójdziemy w torbami.
