[break]
- Stwierdziłem, że muszę coś z tym długiem zrobić: albo będę do końca życia pracować na odsetki i koszty komornicze, albo wyjadę z Polski i zbankrutuję - tak poseł Paweł Skutecki tłumaczy swoją decyzję o ucieczce z Polski.
Wpadł w długi, bo nie wypalił mu biznes. Skutecki wydawał wtedy miesięcznik wnętrzarski, był producentem telewizyjnym, prowadził szkolenia i zatrudniał kilkunastu ludzi. Krach firmy przyszedł wraz z kryzysem gospodarczym. - Spadły zamówienia na reklamy i zacząłem gonić w piętkę - wspomina. Nie mógł ogłosić upadłości, bo prowadził jednoosobową działalność gospodarczą.
Melony i ananasy
- Gdybym działał pod szyldem spółki handlowej, mógłbym upaść w Polsce, a nie na obczyźnie - zauważa.
Zanim Skutecki zgłosił w angielskim sądzie wniosek o upadłość konsumencką, przez rok kroił ananasy i melony w fabryce sałatek. - Musiałem przedstawić dowody na to, że to w Wielkiej Brytanii jest moje centrum życiowe, więc przekazywałem sądowi umowy o pracę i najem mieszkania, pokwitowania wypłat, stanu konta i sklepowe rachunki - wylicza. Musiał też wpłacić 800 funtów wpisowego, by sąd miał za co procedować i opłacić syndyka. Do wniosku o swoją upadłość dołączył pełną listę wierzytelności na pół miliona złotych. Musiał też wydać syndykowi cały swój majątek, czyli własnościowe mieszkanie w kamienicy przy Nowym Rynku w Bydgoszczy. Syndyk miał 12 miesięcy na to, by je zlicytować i pieniądze ze sprzedaży podzielić wśród wierzycieli Skuteckiego: firmy, banki, ZUS i skarbówkę, ale... nie zdążył.
Niespodzianka
- Podobno syndyk zwrócił się do polskiego sądu o wycenienie mojego majątku przez rzeczoznawcę, a że to się przeciągało, to po 12 miesiącach mieszkanie wróciło do mnie - tłumaczy Skutecki.
O takich, jak on mówi się „w czepku urodzony”, bo nie dość, że poseł ma teraz angielski wyrok o zwolnieniu go z długów wobec polskich wierzycieli, to odzyskał mieszkanie. O tym, że jego majątek ocalał, dowiedział się wiosną ubiegłego roku, po powrocie do Polski. - Z urzędu miejskiego przyszło do mnie wezwanie do zapłaty podatku za tę nieruchomość, więc zajrzałem do ksiąg wieczystych, a tam niespodzianka: nadal jestem jej właścicielem - opowiada poseł. Rozliczył się ze wspólnotą. - Została mi do zapłacenia jeszcze jedna rata zaległego czynszu - mówi, dodając że mieszkanie wymaga gruntownego remontu, na który go nie stać. - Mój adwokat zajął się czyszczeniem hipoteki i uprzedza, że dotarcie do wszystkich wierzycieli, którzy się tam wpisali, może potrwać lata.
Czekaj tatka latka
Wierzyciele Skuteckiego ze zdumieniem przyjęli wiadomość, że ich dłużnik wrócił z emigracji i wystartował do sejmu z listy Kukiza. Nie krył, że jest już pełnoprawnym bankrutem, zwolnionym z długów, a tych, którzy mieli jakieś wątpliwości, wysyłał do swego toruńskiego adwokata.
Mój adwokat zajął się czyszczeniem hipoteki odzyskanego od syndyka mieszkania i uprzedza, że to potrwa. - poseł Paweł Skutecki
Na nieszczęście dla kandydata na posła drugie miejsce na bydgoskiej liście partii Kukiza przypadło pani Joannie, jego wierzycielce. - Paweł Skutecki, a właściwie Eudemos spółka z o.o., którą zarządzał, jest mi winna kilkanaście tysięcy złotych za kampanię promocyjną „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”- twierdzi kobieta. Z akt KRS wynika, że Skutecki był członkiem zarządu tej spółki od 25 maja 2011 do 13 marca 2013 r., a nierozliczone faktury pani Joanny pochodzą z maja 2012 r.
- Spółka Eudemos co najmniej od lutego 2012 r. jest niewypłacalna, więc Paweł Skutecki i drugi członek zarządu, Tomasz M., winni byli złożyć wniosek o upadłość - twierdzi pani Joanna i przypomina, że w świetle Kodeksu spółek handlowych za niedopełnienie tego obowiązku grozi odpowiedzialność karna.
Pani Joanna wynajęła prawnika, a ten wystąpił do sądu z tzw. subsydiarnym aktem oskarżenia przeciw zarządowi Eudemosu. - Wtedy panowie Tomasz M. i Paweł Skutecki przedstawili uchwałę wspólników z początku 2012 r., mającą świadczyć o tym, że już wtedy Skuteckiego odwołano z zarządu tej spółki, choć jego nazwisko zniknęło z KRS rok później.
- Tak było. Jako naczelny IKP nie chciałem być wydawcą, więc w zarządzie pozostał prezes Tomasz M., który wyłożył pieniądze na reaktywację pisma - wyjaśnia poseł i przekonuje, że pani Joanna bez powodu się go czepia.
List do Kukiza
- Mogłam podnieść publicznie sprawę długów kandydata na posła jeszcze przed wyborami, ale ograniczyłam się do zainteresowania tym Pawła Kukiza. Napisałam do niego list, ale mi nie odpowiedział - mówi pani Joanna.
Niedawno sąd uznał, że nie jest ona osobą bezpośrednio pokrzywdzoną i oddalił jej pozew. - Chciałam wytoczyć Skuteckiemu sprawę cywilną, ale był za granicą. Wywalczyłam za to sądowy nakaz zapłaty długu od jego wspólnika, Tomasza M. Problem w tym, że on też jest niewypłacalny, a spółka Eudemos, zarejestrowana w wieżowcu przy ul. Bernardyńskiej w Bydgoszczy, to wydmuszka. - Ten problem już mnie nie dotyczy - informuje Skutecki. Za tydzień ujawnimy, czego chce od innego bydgoskiego posła toruńska agencja windykacyjna.
