Zobacz wideo: Nowa jadłodzielnia WSG w Bydgoszczy
Jak wyglądały Pana początki, jako zawodnika?
To był 1967 rok. Byłem wtedy w podstawówce. Trenowałem jednocześnie boks i judo. I wtedy przyszedł marzec 1968. Ogólnopolska zadyma. W Bydgoszczy też były "czerwone" demonstracje aktywistów PZPR. Pewnego dnia z dawnej Belmy przez miasto szedł tłum ludzi. Głosili hasła typu: "Młodzież z partią". Więc obrzuciliśmy ich błotem. Oni zaczęli nas gonić, a w pewnym momencie, żeby uciec, musiałem uderzyć jednego z nich. W odwecie dostałem w plecy kijem od flagi. Ale w ten sposób rodzice się dowiedzieli, że trenuję boks, zabronili mi dalej chodzić na treningi.

Jak wspomina Pan swoich dawnych mistrzów?
Jako zawodnik miałem dwóch trenerów. Ryszard Władimirow uczył mnie podstaw judo, wytrwałości, wpajał zasady Bushido (kodeks honorowy japońskich samurajów – dop. aut.). Wspaniały trener, który zaraził treningiem judo kolejne pokolenia bydgoszczan. Drugim był legendarny japoński trener Hiromi Tomita, który ukształtował polskie judo na całe lata - następni tylko go naśladowali. Pamiętam, gdy go zobaczyłem po raz pierwszy jako junior Kadry Narodowej, zobaczyłem jego technikę i to, jak podrzuca 130 kg (ważąc samemu 70 kg). Już wiedziałem, co trzeba robić dalej.
Teraz przechodzi Pan na emeryturę. Co Pan zostawia po sobie?
Trudno powiedzieć... Na pewno mojego wychowanka, wspaniałego zawodnika, a obecnie trenera judoków AZS - Krzysztofa Żurawskiego, któremu życzę dalszych sukcesów.
Ryszard Pujszo: Każdy trener ponosi również porażki, ważne, by wyciągać z nich wnioski i walczyć dalej.
W ostatnich latach wyszkolił Pan wielu zawodników, w tym medalistów. Jakie są Pana ostatnie sukcesy?
To Natalia Jasińska, studentka UKW, zawodniczka brazylijskiego Jiu Jitsu - wielokrotna medalistka mistrzostw Polski, medalistka mistrzostw Europy. To też oczywiście Artur, mój syn, a oprócz tego student WSG, multimedalista Judo, ADCC, brazylijskiego Jiu Jitsu, a ostatnio reprezentant Polski na mistrzostwach świata, a później mistrzostwach Europy w Sambo (sztuka walki łącząca techniki judo z regionalnymi odmianami zapasów - dop. aut.).
Były jakieś porażki?
Każdy trener ponosi również porażki, ważne, by wyciągać z nich wnioski i walczyć dalej. W moim przypadku to była Marta - wspaniała studentka, miała ambicję i niesłychany talent do walk MMA, talent na miarę pasa – nie tylko KSW, ale również UFC. Niestety, to ja nie sprostałem zadaniu, mam nadzieję, że kiedyś Marta mi wybaczy.
Nie szkoda odchodzić?
Szkoda, ale świat się zmienia, nasza uczelnia też… Przychodzą młodsi, z nowymi pomysłami, lepsi - naturalna kolej rzeczy.
Jakie ma Pan plany na najbliższy czas?
Jeszcze trzy "moje" dziewczyny – Natalia, Kanu i Agata – studiują, więc trenujemy i dokształcamy się razem. Artur powoli wraca do formy. Znaleźliśmy wspaniałego sponsora - Agrochem Puławy. Poświęcamy się dla Sambo, które przypomina moje stare judo. Igrzyska Olimpijskie w Paryżu już za 3 lata. A na razie jestem doradcą trenera Kadry Narodowej w Sambo.
