Odszedł Lutek, wszędobylski reporter

Odszedł Lutek, wszędobylski reporter

Katarzyna Pietraszak

Express Bydgoski

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Wczoraj nad ranem zmarł Lech Lutogniewski. Uchodził za jednego z najbardziej kontrowersyjnych dziennikarzy w regionie.
Odszedł Lutek, wszędobylski reporter

Wczoraj nad ranem zmarł Lech Lutogniewski. Uchodził za jednego z najbardziej kontrowersyjnych dziennikarzy w regionie.


Biały lub czarny garnitur, koszula, mucha pod szyją, kapelusz i charakterystyczne gardłowe „r”. Zapach tytoniu waniliowego. Krążył po mieście zawsze białym samochodem z napisem „Lech Lutogniewski. Reporter”. Znany był z niekonwencjonalnych happeningów. Przed laty, gdy Wielki Piątek przypadał 1 kwietnia, zorganizował swój pogrzeb. Z bydgoskiego Starego Rynku pod blok, w którym mieszkał, przejechał na lawecie i białej trumnie przy akompaniamencie orkiestry. Potem pod domem rozpalił ognisko i częstował słoną rybą i wodą. Innym razem, gdy wystawiano średniowieczne narzędzia tortur, zakuwał się w dyby i paradował ubrany w worek po ziemniakach. Odsłaniał swoje tablice i popiersia, nadawał ulicom nazwy. Był wszędzie, gdzie działo się coś ważnego. - Zawsze szczycił się tym, że przyjechał gdzieś wcześniej niż służby ratownicze. Gdy przed laty przy jednej z ulic doszło do eksplozji, też był pierwszy. Śmiałem się później z niego, że to ja byłem pierwszy, bo nagrałem dźwięk wybuchu. To była barwna postać - wspomina dziennikarz Radia Gra, Maciej Wilkowski.


Lech Lutogniewski, nazywany w branży „Lutkiem”, słynął także z zamiłowania do nowinek technicznych. Aparaty fotograficzne, dyktafony, kamerki - kochał to. W zdobywaniu informacji o najświeższych wydarzeniach w mieście pomagał mu zestaw CB, z którym się nie rozstawał. Tylko w nocy, gdy spał, pomagał mu dyktafon, który włączał się i rejestrował policyjne komunikaty.


Na konferencjach prasowych dociekliwy. Łapał za słówka i wytykał błędy. Gdy kujawsko-pomorska policja zorganizowała międzynarodową konferencję poświęconą zagrożeniom terrorystycznym, „Lutek” wszedł na nią z bronią. Podczas niedawnej konferencji zorganizowanej przez radnego Wojciecha Nowackiego, który złożył doniesienie do prokuratury w związku z targowiskiem, też nie szczędził krytyki. - Wszystko dobrze, panie radny, ale pomylił pan prokuratury i złożył zawiadomienie nie do tej, do której powinien - wytykał.


- Prawdziwy reporter. Dla mnie niedościgniony wzór - mówi dziennikarz Andrzej Gawroński. - Bydgoszcz bez „Lutka”? Nie wyobrażam sobie. To tak, jakby miasto nie miało ratusza.


Przedwczoraj tryskał humorem i kopcił po konferencji ze związkowcami „Zachemu”. Zmarł w poniedziałek nad ranem w szpitalu. Prawdopodobnie na zawał serca. Miał 53 lata.

Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

też ski (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Hrabią był i basta

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Wideo