Nie do wiary! Zapiski parę godzin po zaszczepieniu AstraZenecą

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Ciechocinek dla wielu okazał się lepszym wyborem niż Bydgoszcz
Ciechocinek dla wielu okazał się lepszym wyborem niż Bydgoszcz Dariusz Bloch, archiwum
Napiszę coś szokującego dla tych, którzy codziennie słyszą o kłopotach ze szczepieniem przeciw koronawirusowi. Byłem w czwartek szczepiony, a stało się to mniej niż 10 dni po tym, jak wyraziłem taką wolę. Na szpital Biziela, gdzie zostałem celnie ukłuty, też złego słowa nie mogę powiedzieć.

Rozczaruję tych czytelników, którzy ucieszyli się na myśl, że na mnie doniosą jako na dziennikarskiego celebrytę, który załatwił sobie szczepienie poza kolejnością. Nie byłem szczepiony jako dziennikarz, tylko nauczyciel na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego.

Sam natomiast byłem zdumiony, jak szybko i sprawnie się to odbyło. Wszyscy na UKW mogliśmy się rejestrować do ubiegłego piątku. I jeszcze tego samego dnia pierwsza grupa dostała wiadomość, że zostanie zaszczepiona już w poniedziałek, w szpitalu Jurasza. Były to osoby o nazwiskach rozpoczynają się na litery od A do Ł. Słysząc to, moja żona żartem zapytała, jaką literą rozpoczyna się nazwisko rektora. Odpowiedziałem, że literą W, ale mimo to zrobiło mi się przykro, gdy przez kolejne dni nikt nie odezwał się do mnie i nie zaprosił – w tym wypadku do szpitala Biziela, gdzie mieli być zaszczepieni ci nazwiskami na litery od M do Ż. Pomyślałem, że „Jurasz” może miał jakieś niewykorzystane zapasy AstraZeneki, których pewnie nie ma „Biziel”. Ale zadzwonili i do mnie, w środę, zapraszając na czwartek rano.

Nazajutrz trafiłem do kombinatu szczepieniowego. Wystarczy powiedzieć, że cała operacja w szpitalu trwała godzinę lekcyjną, w tym pół godziny stanowiło profilaktyczne wyczekiwanie po ukłuciu, w moim wypadku wydłużone o kwadrans, gdy zeznałem, iż jestem alergikiem. Dzięki temu przed moimi oczami przewinęło się może 50 szczepionych, spośród których jedna osoba, dama wcale nie wiekowa, po zastrzyku zasłabła i klapnęła pupą o podłogę. Personel szybciutko ją podniósł, położył na kozetce i otworzył okno.
To właściwie koniec wrażeń specjalnych. Może za wyjątkiem przesiadek na krzesłach przed i po szczepieniu. Poczułem się jak w przedszkolu, podczas zabawy w komórki do wynajęcia. W „Bizielu” na szczęście komórki dla nikogo nie zabrakło, choć codziennie kłuje się tam po 300 osób na dwóch stanowiskach: seniorzy fasują Modernę, belfrzy - wspomnianą AstraZenecę.

Nie jest to moje pierwsze doświadczenie ze szczepieniami przeciw koronawirusowi. Dwa tygodnie temu denerwowałem się, zawożąc żonę na szczepienie do Ciechocinka. W tym wypadu chodziło o szczepionkę Pfizera i był to efekt mojego styczniowego dyżurowania przed komputerem jeszcze w nocy - w dniu, w którym ruszyły zapisy na szczepienie dla seniorów. Tak jak wielu innych bydgoszczan, zapisałem żonę do Ciechocinka, bo nic bliżej na Internetowym Koncie Pacjenta nie proponowano, a na infolinię ani do okolicznych przychodni nie sposób było się dodzwonić.

Okazało się jednak, że był to dobry wybór. Data szczepienia była nieodległa i przede wszystkim konkretna, zaś w szpitalu wojskowym w Ciechocinku zastaliśmy iście wojskowy porządek, bynajmniej nie w stylu „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Żołnierka przy bramie wjazdowej kierowała na parking, żołnierz przy głównym wejściu do szpitala kierował do rejestracji. Cały pobyt w szpitalu, łącznie z kwadransem bezpieczeństwa zaraz po szczepieniu, też potrwał godzinę lekcyjną. Dwaj uwijający się w środku lekarze nie byli może zbyt empatyczni, niemniej zachowywali się grzecznie i profesjonalnie. Słowem, i tam szczepiono taśmowo, bez rozczulania się na seniorami, lecz dzięki temu przed salą szczepień nie tworzyły się kolejki.

A objawy poszczepienne? U żony po pierwszej dawce nie wystąpiły żadne. Położyła się po powrocie, lecz głównie z powodu stresu. Ja też się trzymam, w przeciwieństwie do wielu młodszych nauczycieli, którzy po dawce AstraZeneki potrzebowali tygodniowej dawki zwolnienia z pracy. Nie sugeruję, broń Boże, że młodsi nauczyciele symulują albo przesadnie pieszczą się ze sobą. Może po prostu PRL nie zahartował ich tak, jak nasze pokolenie.

Już wiadomo. Jest regionalizacja obostrzeń

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Co to za wypociny i czemu są publikowane na łamie czasopisma? sam styl pisania..masakra..i jeszcze ta uwaga na końcu. Jak Panu nic nie jest po szczepieniu to ciesz się Pan, ale nie wszyscy dobrze je znoszą, a wręcz większość przechodzi je źle.

G
Gość

No to ma Pan już spokój... Ja, 70 nie wiem nic o terminie szczepienia. Nie mogę się dowiedzieć, czy gdzieś odnotowano mój zapis na szczepienie w dniu 25 stycznia, gdyż zwątpiłam, czy gdzieś tam faktycznie moje zgłoszenie jest z a n o t o w a n e. Każde wyjście poza dom, to nerwówka, unikanie znajomych i szzukanie szpary w masce, aby złapać głębszy oddech. Perspektywa na ten rok - żadna. Brawa

dla rządzących naszą ojczyzną za ich umiejętnośc gmatwania informacji i kierowania procesem zapisów grup wiekowych, zawodów wykonywanych, osób towarzyszących i innych bardziej godnych otrzymania szczepionki niż my, staruchy bez koneksji rodzinnych i innych, która nam, starym może pozwoli jeszcze trochę czasu być na tym świecie w peni sił fizycznych i umysłowych, gdyż niektórzy moi równolatkowie nie mają chęci życia w tej bałaganiarskiej sytuacji.

Dodaj ogłoszenie