Do redakcji „Expressu” wpłynął list podpisany przez „zbulwersowanego nauczyciela akademickiego” Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy.
„Myślę, że społeczeństwo powinno dowiedzieć się o prowadzeniu działalności na szkodę naszej uczelni.” - czytamy w liście.
„Dr Krzysztof Ciechacki, prodziekan Wydziału Inżynierii Mechanicznej do spraw Organizacji i Rozwoju wraz ze swoim kolegą dr. Tomaszem Giętką, pełniącym obowiązki pełnomocnika dziekana do spraw współpracy z przemysłem, mając dostęp do zleceń na prace badawczo-rozwojowe, wyprowadzali je do firmy zewnętrznej Oltech, której właścicielką jest żona pana pełnomocnika”.
[break]
Autor listu twierdzi, że rektor UTP powołał komisję, a ta stwierdziła, że w pewnych obszarach rzeczywiście obaj panowie działali na szkodę uniwersytetu. Rzecznik prasowy UTP przyznaje, że postępowanie wyjaśniające jest prowadzone i jeszcze trwa.
- Część rzeczy potwierdza się - mówi Mieczysław Naparty. - Dlatego rektor zawiesił obu panów w pełnieniu swoich funkcji do końca tego roku. Nadal są nauczycielami akademickimi. Ta sprawa jest bardzo delikatna i wymaga głębokiej analizy, ponieważ trudno rozdzielić posiadaną wiedzę i doświadczenie. Może panowie prowadzili taką działalność nie wiedząc, że jest to niezgodne z prawem. Niczego nie zamiatamy pod dywan, wyjaśniamy wszystkie okoliczności.
Zajmuje się tym, m.in., rzecznik dyscyplinarny, który może uznać, że wszystko było w porządku, albo że złamano zasady i skierować sprawę do komisji dyscyplinarnej lub prokuratury.
Próbowaliśmy skontaktować się z panami doktorami, ale nie ma ich już w spisie uczelnianych kontaktów. Choć autor listu wskazał „Expressowi” link do starej strony, na której publikowano numery telefonów, nie udało się na nią wejść. Powodzeniem, na szczęście, zakończyła się próba skontaktowania w firmą Oltech.
- Nic nie wiem o tym, co się dzieje na uczelni - oświadcza Aleksandra Dylewska, właścicielka spółki Oltech - Badania, Szkolenia, Ekspertyzy. - Współpracowałam czasami z Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym. Była to jednak współpraca z uczelnią, a nie z indywidualnymi osobami. Myślę, że trzeba poczekać na efekty pracy komisji.