Byłem dobrym agentem

Jacek Kiełpiński
Dwie twarze profesora Janusza Kryszaka z Instytutu Literatury Polskiej UMK w Toruniu. Przez lata utożsamiany z opozycją demokratyczną, okazał się tajnym współpracownikiem SB. Zajmując się twórczością emigracji politycznej, nie widział niczego złego w pracy dla policji politycznej PRL. Jak udało mu się to wszystko łączyć i nie zdradzić przez ponad 20 lat?

Dwie twarze profesora Janusza Kryszaka z Instytutu Literatury Polskiej UMK w Toruniu. Przez lata utożsamiany z opozycją demokratyczną, okazał się tajnym współpracownikiem SB. Zajmując się twórczością emigracji politycznej, nie widział niczego złego w pracy dla policji politycznej PRL. Jak udało mu się to wszystko łączyć i nie zdradzić przez ponad 20 lat?

<!** Image 2 align=right alt="Image 45383" sub="Który z tych dwóch panów był tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie „Krzysztof”? Podpowiadamy - ten z prawej, czyli prof. Janusz Kryszak. Obok stoi aktor Sławomir Maciejewski, który do Janusza Kryszaka upodobnił się dla żartu i to tylko na kilka godzin podczas benefisu profesora w marcu 2002 roku. ">- Pan widzi, jakie szaleństwo jest teraz, wirówka nonsensu, która się rozkręciła. Prasa musi mieć co tydzień nowego agenta - profesor Janusz Kryszak zapala papierosa, zakłada nogę na nogę. Jest jak zwykle spokojny. Twarz nieprzenikniona. Teraz dopiero, po tylu latach znajomości, przez myśl przechodzi, że ta słynna mina profesora może być wynikiem... szkolenia.

I profesor nie przeczy. - Nauczono mnie pewnych rzeczy, technik postępowania. Ja zawsze miałem kamienną twarz. Byłem dobrym agentem, proszę wziąć to pod uwagę.

Zaczęło się w pociągu

Wszystko zacząć się miało w 1967 roku, gdy student piątego roku filologii polskiej na toruńskim UMK, podróżując pociągiem z kolegami, pochwalił się najnowszym numerem paryskiej „Kultury” i tomikiem Czesława Miłosza „Gucio zaczarowany”.

- Głupi byłem, rozentuzjazmowany. Jakiś pan do mnie podszedł, powiedział, że pojedzie ze mną na komendę do Bydgoszczy. A tam: albo ze studiów wylecę, albo proces za kolportaż nielegalnej literatury. Wtedy nie było żadnej opozycji jeszcze - profesor rozpoczyna opowieść o swym „osaczeniu”, będącym początkiem agenturalnej działalności.

I tę historię większość współpracowników z uczelni przyjmuje z pewnym zrozumieniem, wielu potrafi wybaczyć nawet, że wybrał karierę naukową i dostęp do nielegalnej wówczas literatury, bo między innymi wydawanymi na Zachodzie książkami przyszły agent był przez SB wynagradzany. Gorzej odbierane są inne fakty z dwudziestodwuletniej pracy agenta o pseudonimie „Krzysztof”. Chodzi, po pierwsze, o pieniądze. Stałe, comiesięczne wypłaty pobierane do samego końca komuny. Jeszcze w marcu 1990 roku tajny współpracownik „Krzysztof” zainkasował gażę od Służby Bezpieczeństwa, która właśnie przestawała istnieć. Kiedyś wziął też zegarek.

<!** reklama left>- Bo różne prezenty dawano - tłumaczy profesor. - Zegarek zresztą podły. Po miesiącu wyrzuciłem, źle chodził. Robicie żarty sobie - powiedziałem im. Traktowałem to z dużym dystansem.

W pobieraniu wynagrodzenia za pracę agenta były TW nie widzi nic złego. Krótko mówiąc: dobra praca, to i dobre wynagrodzenie. A jakie to były kwoty?

- Trudno powiedzieć, to inne pieniądze były - zastanawia się chwilę. - Powiedzmy, połowa pensji.

Janusz Kryszak nie ukrywa, że funkcjonowanie w dwóch światach, posługiwanie się dwiema twarzami przychodziło mu dość łatwo. Ta gra go wręcz bawiła.

- Bawiła mnie i rozśmieszała. Mam dystans do świata, patrzę na człowieka jak na fenomen, który się pojawił nie wiadomo po co. Bawiło mnie jak łatwo... Manipulowanie ludźmi, obserwowanie jak rozchodzi się informacja, którą puściłem, a po jakimś czasie staje się faktem. Uczy to dystansu - podkreśla.

Donos? Jaki donos?!

Były agent nie kryje, że „zadaniowano” go, czyli polecano ingerować w rzeczywistość zgodnie z celami Służby Bezpieczeństwa. Przykład?

- Sami oficerowie prosili, by na nich puścić plotkę, na SB. Chociażby, że będzie trzech panów z SB na wszystkich imprezach literackich na „Maju Poetyckim” - wspomina. - Chodziło o to, by ludzie ostrożniej mówili.

I plotkę taką TW „Krzysztof” puścił. Zapewnia zarazem, że impreza z tego powodu nie ucierpiała. - Przecież ja prowadziłem tę imprezę - przypomina Janusz Kryszak - więc jej nie zepsułem.

Dziś Janusz Kryszak zapewnia, że nie wie, dlaczego wszyscy uznawali go przed laty za jeden z filarów opozycji demokratycznej.

- Nie kreowałem się na to - zapewnia. - A że zajmowałem się akurat takimi rzeczami, którymi się nie zajmowano... Emigracją, że o tym mówiłem. To pewnie dlatego.

To niedomówienie trwało do niedawna. Napis na tablicy upamiętniającej wydarzenia 1 i 3 maja 1982 roku na Rynku Staromiejskim w Toruniu, gdy ZOMO użyło siły, sformułował... prof. Janusz Kryszak.

- Bo się do mnie zwrócono. Bo mam ten talent, że potrafię lapidarne formuły wymyślać, to wymyśliłem - wyjaśnia. Nie komentuje zarazem tkwiącej w tym fakcie sprzeczności i tego, że nabrał tych, którzy w tamtych dniach dostawali ZOMO-wskimi pałami. - Widocznie byłem dobrym agentem, skoro przez 20 lat nie potrafili mnie rozszyfrować.

Najdelikatniejszy w sprawie Kryszaka jest fakt, że to on uznawany był przez lata za najlepszego ucznia, wręcz za syna, przez Artura Hutnikiewicza, profesora legendę, jeden z filarów nauki polskiej. Dziś przy prywatnym biurku prof. Hutnikiewicza zasiada Janusz Kryszak, który próbuje przekonywać, że Mistrz znał jego tajną działalność.

- Rozmawiałem z nim o tym. Powiedziałem, jak zostałem osaczony, a profesor powiedział: Niech pan uważa, co pan mówi - wspomina i zapewnia, że zawsze na słowa uważał, choć nie ma pewności, czy nikomu nie zaszkodził.

Oburza się zaś na sam dźwięk słowa „donos”. - Jakie donosy?! Jakie donosy?! Publicznie profesor mówił. Profesor z niczym o czym myślał się nie ukrywał.

Zarazem twierdzi, że nie pamięta, czy o poglądach profesora pisał w „informacjach” przekazywanych SB. - Nie wiem. Żebym ja zobaczył te teczki... Nie pamiętam, jakie teksty ogłaszałem, własnej biografii nie pamiętam...

Bliscy uczniowie prof. Hutnikiewicza znają słynny zapis w jego nieopublikowanych dotąd dziennikach. Na początku lat 80. ktoś ostrzegł go, że jego najbliższy uczeń jest agentem SB. Profesor Hutnikiewicz nie uwierzył i skomentował, że musiała to być prowokacja „esbecka” mająca na celu skłócenie środowiska naukowego. Prof. Kryszak też zna tę notatkę.

- Że chcieli nas skłócić, on w to nie uwierzył - mówi, nie dostrzegając sprzeczności z tym, co powiedział chwilę wcześniej, że profesor o współpracy ulubionego asystenta z SB wiedział. - Może profesor nie pamiętał już - dorzuca Janusz Kryszak. - Profesor traktował to wszystko tak z góry trochę. Nawet jak panowie z SB przychodzili do instytutu (filologii polskiej UMK), to profesor prosił mnie, żebym był świadkiem. Pytali w czym mogą pomóc. Profesor mówił, że nie potrzebuje pomocy.

To był inny świat

Janusz Kryszak przyznaje ostatecznie, że coś pejoratywnego w określeniu „agent SB” dostrzega: - Ja się dziwię histerii wokół tego - dodaje. - Mówiłem publicznie to samo, co mówiłem także panom z SB, przekonując do pewnych rzeczy. To była naiwność, że ich przekonam. Trzeba pamiętać, że to często koledzy ze studiów byli, na wódkę się z nimi chodziło, wiedziało się, gdzie oni pracują, normalnie się rozmawiało. PRL to też była Polska w końcu. Trzeba było mieć świadomość, że mamy pewne ograniczenia, ale taki był układ światowy. To był inny świat, ale moje państwo. Tu nie ma dyskusji żadnych. Bo jeśli jest rzeczą złą sam fakt współpracy z tajnymi służbami, a PRL było państwem przestępczym, to proszę mi wytoczyć sprawę sądową. Skoro tak to jest teraz postrzegane, że to było coś złego, współpraca z państwem była zła, to dobrze, to dziękuję bardzo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie