Zobacz wideo: Małe miejscowości bez szczepień przeciw covid-19?
Zapisy o MOF Bydgoszczy znalazły się w przyjętej przez Sejmik Strategii Rozwoju Województwa do 2030 roku, dokumencie, który będzie kluczowy dla kierunków rozwoju całego regionu na najbliższe lata. Bydgoski MOF, sprawdzony już w bojach w ramach Stowarzyszenia Metropolia Bydgoszcz może śmiało spoglądać naprzód. Wszystkie rządowe dokumenty opierać się będą bowiem na ustaleniach Strategii. Jedyną wątpliwością jest obecność w MOF gminy Rojewo, która – choć należy do SMB, jest jednocześnie położona w powiecie inowrocławskim.
- Zasięg nowych Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych może być taki sam jak granice bydgoskiego MOF lub mniejszy, ale nie może być większy – tłumaczy zawiłości nowych założeń Łukasz Krupa, wiceprzewodniczący Sejmiku Kujawsko-Pomorskiego. - Gmina Rojewo jako jedyna jest w sytuacji, kiedy może zdecydować czy chce być w bydgoskim MOF czy w inowrocławskim. Włodarze gminy sprawdzą, co jest dla nich bardziej korzystne i zapewne tak wybiorą.
Duże pieniądze dla nowych ZIT
O ile jednak MOF Bydgoszczy i Torunia ma zapewniony dostęp do unijnych środków na ZIT o tyle MOF-y Grudziądza, Inowrocławia czy Włocławka, miast prezydenckich, ale nie wojewódzkich, takiej pewności nie mają. Zostały stworzone niejako „na wszelki wypadek”. Podobnie zresztą jak Stołeczny Obszar Funkcjonalny, w którym znalazły się Bydgoszcz i Toruń. To „furtka” dla ekstra środków, które mogłyby się pojawić na cele integrujące obie stolice regionu, na przykład na kolej czy drogi.
- Ta decyzja to przełom, o wpisanie do dokumentów wojewódzkich bydgoskiego MOF walczył prezydent Rafał Bruski. Podkreślaliśmy przy każdej okazji, że ZIT w obecnej formule były fikcją. Owszem, pozyskiwaliśmy jako gminy, które podpisały porozumienie ZIT pieniądze sprawnie, technicznie wszystko odbywało się bez zarzutu. Natomiast wypełnianie głównego zadania, a więc integracji terenów ZIT, było fikcją, samorządy wykorzystywały środki np. na modernizację szkół czy ścieżki rowerowe. Teraz mamy szansę realizować projekty, które będą jeszcze bardziej scalać obszar metropolii bydgoskiej – ocenia Łukasz Krupa.
To Cię może też zainteresować
Osiem lat walki o Bydgoszcz
Zadowolenia z obrotu sytuacji nie kryje Piotr Cyprys, prezes Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska.
- O uznanie, że Bydgoszcz ma swój własny obszar funkcjonalny walczyliśmy od 2012 roku. Doskonale pamiętam naszą pierwszą wizytę w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, gdy wśród przedstawicieli samorządów byliśmy jedyną stroną społeczną, trochę na to spotkanie się wprosiliśmy. Co ciekawe, już wtedy przedstawiciele marszałka ostro walczyli o to, by od razu uznać, że w województwie istnieje jeden Bydgosko-Toruński Obszar Metropolitalny. Protestowaliśmy, opierając się na opracowaniach, analizach i dokumentach, które wskazywały coś zupełnie innego.
Osiem lat temu SMB przypomniało o wrogich działaniach toruńskich polityków, które wprost uderzały w interesy Bydgoszczy. O ile wyznaczenie największej specjalnej strefy ekonomicznej po wschodniej stronie Torunia nie miało jak się okazało większego znaczenia wobec dynamicznego rozwoju Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego, to już fatalne wyznaczenie autostrady (nie między miastami, a po wschodniej stronie Torunia) do teraz jest boleśnie odczuwane nad Brdą.

Toruń pręży się i nadyma
Bydgoscy politycy zadowoleni z niewątpliwego sukcesu nie chcą zaogniać sytuacji, ale podkreślają z przekąsem, że – dotąd właściwie bez wyznaczonych granic – świeżo wyznaczony, toruński MOF gwałtownie "spuchł". Gdy zdecydowano, że Bydgoszcz będzie miała swój MOF, trzeba było szybko wyznaczyć go również dla Torunia. I ten pośpiech na mapie widać. O ile związki Torunia z gminami powiatu toruńskiego są oczywiste, to już umiejscowienie w toruńskim MOF Chełmna czy Będkowa, które są w tzw. piątym, a więc najsłabszym kręgu oddziaływania budzi spore wątpliwości i skojarzenia z toruńską gigantomanią. Dla porównania, w skład MOF Bydgoszczy wchodzą samorządy znajdujące się co najwyżej w trzecim kręgu oddziaływania (są to Żnin, Kcynia i Pruszcz).
