Znów się nie udało… PGE Narodowy klątwą polskich żużlowców

Cezary Konarski
Cezary Konarski
Grand Perix Polski na PGE Narodowym w Warszawie.
Grand Perix Polski na PGE Narodowym w Warszawie. Szymon Starnawski
Udostępnij:
Wielkie święto żużla znów bez pełnej satysfakcji dla polskich kibiców. Ponownie nie usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego po turnieju Grand Prix Polski na stadionie PGE Narodowym. Mało tego, żaden z piątki Biało-Czerwonych nie awansował do finału zawodów.

Zakochani w żużlu polscy kibice od 2015 roku nie mogą doczekać się zwycięstwa polskiego żużlowca w turnieju Grand Prix na stadionie PGE Narodowym w Warszawie. Po trzech latach (w poprzednich dwóch sezonach zawody odwoływano z uwagi na pandemię koronawirusa) wreszcie miało się udać, w końcu po sukces miał sięgnąć polski żużlowiec. Przecież w międzyczasie Bartosz Zmarzlik zdobył dwa tytuły mistrza świata i po wygranej w pierwszym w tym sezonie turnieju w Chorwacji był zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w Warszawie.

Zaczęło się wyśmienicie, polski mistrz kapitalnie rozpoczął weekend z Grand Prix na PGE Narodowym. Wygrał kwalifikacje, wydawało się, że jest na najlepszej drodze, by sięgnąć po triumf w stolicy.

- Chcę dobrze pojechać, bo nigdy w Warszawie nie awansowałem do finału, może wreszcie to się zmieni – mówił przed zawodami Bartosz Zamrzlik. Dodał też coś bardzo ważnego: - W Warszawie zawsze miałem problem z dopasowaniem sprzętu, popełniałem sporo błędów na trasie, ale każdy rok jest przecież inny. Nie wolno stracić czujności i ponieść się emocjom. Podchodzimy do zawodów w pełni skoncentrowani i przygotowani, jako team Zmarzlik postaramy się pojechać jak najlepiej. Nie mogę doczekać się turnieju, bo to wszystko, co dzieje się tego dnia w Warszawie, atmosfera, oprawa, jest przeogromnym przeżyciem.

Polski mistrz świata rozpoczął od zwycięstwa, ale w dwóch kolejnych wyścigach był drugi. Jednak, gdy kapitalnie wystrzelił spod taśmy startowej w 15. biegu wydawało się, że nikt go już nie zatrzyma na PGE Narodowym. Tymczasem w zamykającej serię zasadniczą 20. gonitwie Bartosza Zmarzlika pokonał Max Fricke. Nie była to jednak wyraźna przegrana, dlatego należało mieć nadzieję, że żużlowiec Stali Gorzów bez problemu poradzi sobie w półfinale i po raz pierwszy w Warszawie awansuje do finału.

Rzecz jasna, nie zapomnieliśmy o pozostałych Polakach. Oprócz Bartosza Zmarzlika do półfinałów awansowali jeszcze Maciej Janowski i Paweł Przedpełski. Patryk Dudek i startujący z tzw. dziką kartą Maksym Drabik nie liczyli się w stawce zawodników walczących o czołowe lokaty.

Ilość nie poszła jednak w jakość. W pierwszym z półfinałów długo wydawało się, że demony przeszłości przepędzi Bartosz Zmarzlik, który w czterech ostatnich turniejach na PGE Narodowym odpadał w półfinałach. W 21. wyścigu Polak jechał za plecami coraz szybszego w zawodach Maksa Fricke. Trzymał się blisko Australijczyka, ale zamiast pilnować premiowanej awansem do finału drugiej lokaty, za wszelką cenę starał się wyprzedzić rywala. Zapłacił za to dużą cenę, bo gdy bardzo zbliżył się do przeciwnika i musiał zwolnić, by w niego nie wpaść, sytuację wykorzystał Fredrik Lindgren. Szwed, który w Warszawie wygrał w 2017 roku nie zmarnował okazji. Wyprzedził Bartosza Zmarzlika, który po raz piąty z rzędu musiał w stolicy przełknąć gorycz porażki w wyścigu półfinałowym.

- Wszystko było ok, tylko popełniłem fatalny błąd w półfinale i tyle, nie ma co komentować - mówił Bartosz Zmarzlik - To był tzw. jeździecki błąd, źle wjechałem w łuk. Fakt, że były tam potężne dziury, ale to nie tłumaczy tego, co się stało. Pociągnęło mnie, całe szczęście, że się nie wywróciłem, bo mogło być znacznie gorzej.

Po raz drugi w Warszawie do finałowej gonitwy nie awansował żaden z Polaków. Koalicję Skandynawów pokonał Max Frcke, zawodnik I-ligowego Stelmetu Falubazu Zielona Góra. Za nim finiszowali Leon Madsen (Dania), Fredrik Lindgren (Szwecja) i Mikkel Michelsen (Dania). Niespodziewane rozstrzygnięcia warszawskiego turnieju sprawiły, że liderem klasyfikacji generalnej pozostał Bartosz Zmarzlik.

Rafał Dobrucki, trener reprezentacji Polski po turnieju powiedział:

- Zawody mogły się podobać, było sporo fajnych wyścigów. Czy to klątwa Stadionu Narodowego? Chyba tak trzeba powiedzieć. Trochę pechowo potoczyły się półfinały dla naszych żużlowców, ale to jest sport i tak bywa. Wszyscy czujemy duży niedosyt, to była trochę loteria i trzeba było precyzyjnie trafiać z ustawieniami. A błąd Bartka w półfinale? Cóż, był bardzo szybki, tor był po równaniu, szeroka nie za bardzo nosiła i chyba nie miał się gdzie zmieścić. Wydaje mi się, ze zareagował trochę za nerwowo, przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy.

Max Fricke:

- To dla mnie jeszcze nierealne, że wygrałem turniej Grand Prix na tym niesamowitym stadionie przed tak wieloma ludźmi. Naprawdę musiałem poświęcić kilka chwil, szczególnie po zawodach, by naprawdę poczuć atmosferę i ten tłum kibiców. To zdecydowanie jedno z tych wspomnień, których nigdy nie zapomnę. Nie ścigałem się zbyt wiele razy na krytych stadionach, może raz lub dwa razy, ale dawno temu. Wiedziałem, że będzie trudno, ale czułem się komfortowo na swoich motocyklach. Cały zespół wykonał niesamowitą pracę również podczas piątkowych kwalifikacji. Kiedy wychodziłem ze startu, czułem, że miałem sporą prędkość.

Paweł Przedpełski:

- Fajnie być w półfinale, ale po zawodach żałowałem, że nie wybrałem trzeciego pola startowego. Cóż, mądry Polak po szkodzie. W dużej mierze decydował start, a poza tym w Grand Prix zawodnicy walczą mocno w każdym wyścigu. Szkoda, ale jedziemy dalej. Przede mną jeszcze sporo rund, więc będę walczył. Ciarki są na prezentacji, to bardzo fajne uczucie dla takich chwil warto ścigać się. Dobrze mi się jeździło, tor jest krótki, wszyscy jesteśmy w kontakcie.

Grand Perix Polski na PGE Narodowym w Warszawie.

Znów się nie udało… PGE Narodowy klątwą polskich żużlowców

Tomasz Gaszyński (menedżer Maksa Fricke):

- Po pierwszej rundzie w Goričan było ciężko, ale w teamie wzięliśmy się do roboty i są efekty naszej współpracy. O zwycięstwie Maksa zadecydowało wiele czynników. Dziś te klocki poukładaliśmy w jedną całość i stąd taki wynik. Cele mamy jasno określone, małymi kroczkami dążymy do jak najlepszego wyniku w tym sezonie, przed nami jeszcze osiem takich kroków. A wygrane z Bartkiem Zmarzlikiem? Cóż, udało się dwa razy, to bardzo mobilizujące, bo on jest najlepszy na świecie. Każde zwycięstwo z nim jest bardzo cenne.

Wyniki 2022 ORLEN Warsaw FIM SGP of Poland

1. Max Fricke (Australia) 16 (0,3,3,1,3,3,3) – 20 pkt. do klasyfikacji GP, 2. Leon Madsen (Dania) 14 (3,3,0,3,1,2,2) – 18, 3. Fredrik Lindgren (Szwecja)16 (2,0,3,3,u,2,1) – 16, 4. Mikkel Michelsen (Dania) 11 (3,2,1,2,0,3,w), 5. Bartosz Zmarzlik (Polska) 13 (3,2,2,3,2,1) – 12, 6. Maciej Janowski (Polska) 11 (3,3,1,0,3,1) – 11, 7. Tai Woffinden (Wielka Brytania) 9 (2,1,0,3,3,0) – 10, 8. Paweł Przedpełski (Polska) 9 (2,1,3,1,2,0) – 9, 9. Robert Lambert (Wielka Brytania) 8 (1,2,2,2,1) – 8, 10. Jack Holder (Australia) 7 (0,2,3,0,2) – 7, 11. Jason Doyle (Australia) 6 (2,3,0,1,w) – 6, 12. Patryk Dudek (Polska) 6 (1,w,1,1,3) – 5, 13. Maksym Drabik (Polska) 5 (0,1,2,2,0) – 4, 14. Daniel Bewley (Wielka Brytania) 5 (1,1,2,0,1) – 3, 15. Martin Vaculik (Słowacja) 4 (0,0,0,2,2) – 2, 16. Anders Thomsen (Dania) - 2 (t,0,1,0,1) – 1, 17. Jakub Miśkowiak (Polska) 1 (1).

Czołówka klasyfikacji generalnej:

1. Bartosz Zmarzlik – 32 pkt., 2. Leon Madsen – 30, 3. Mikkel Michelsen – 30, 4. Maciej Janowski – 29, 5. Fredrik Lindgren – 24, 6. Max Fricke – 22, 7. Robert Lambert – 18, 8. Anders Thomsen – 15, 9. Jason Doyle – 15, 10. Tai Woffinden – 14.

Indywidualnym mistrzem świata na żużlu w sezonie 2021 został Rosjanin Artiom Łaguta.

Bartosz Zmarzlik wicemistrzem świata na żużlu. W ostatnim tu...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Znów się nie udało… PGE Narodowy klątwą polskich żużlowców - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie