Zdolni, bo zdalni - czyli jak się zmieni nasza praca po pandemii (felieton)

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Jesień, więc wszystko się zaczyna. I opadanie listków, i ciemności o świcie, i dyskusje w firmach o pracy zdalnej, bo jak jesień, to chorych przybywa. Ale w tym roku jakby inne nieco te dyskusje, bo mniej tyczą zachorowań, a bardziej pracy zdalnej tak w ogóle. Bo wiadomo, że razem z pandemią pewne rzeczy przeminą, a pewne zostaną z nami na stałe - jak choćby zmiana systemu pracy ludu roboczego. Bo praca zdalna już zmieniła i nas, i nasze firmy.

Swoją drogą ciekawie się te tegoroczne dyskusje obserwuje w klimatach socjo i psycho, bo mam wrażenie, że ludzie dzielą się dziś na dwa plemiona. Na tych, co wolą pracować w domu, bo albo dziatki maleńkie, albo do pracy daleko, albo życie społeczne zapewniają sobie poza pracą znakomicie. Drugie plemię to ci, którzy wolą biuro – bo warunki do pracy w domu kiepskie, bo do roboty w miarę blisko, bo tak naprawdę to w tej pracy realizują się też jako istoty społeczne. Choćby na tych parunastu papieroskach dziennie.

I dziś w wielu firmach szefowie wsłuchują się uważnie w to, co każdemu konkretnemu pracownikowi w duszy gra. I może ta możliwość różnych rozwiązań i elastyczność to właśnie recepta na pracę przyszłości, która ma być lżejsza, łatwiejsza i przyjemniejsza, a do tego kreatywniejsza? Już widać, że przerzutka na zdalność stała się standardem choćby dla lekko chorych – bo kiedyś taki delikwent albo łaził z katarkiem i zarażał, albo znikał na zwolnieniu.

Najzabawniejsze jest zresztą to, jak niewiele minęło od czasów, kiedy nikt się w dusze pracowników nie wsłuchiwał, a nowoczesne i nowomodne było zamykanie ludu w zespołach najchętniej na całą dobę. Pamiętacie te wszystkie wyjazdy integracyjne i gry motywacyjne? I znowu – dla połowy to była radocha szalona, dla połowy przekleństwo. Bo nic tak nie boli jak przesada... Do dziś wspominam choćby naszego bilarda integracyjnego z czasów kapitalizmu wczesnego, którego – oczywiście w godzinach wolnych – zorganizował nam pan prezes. Nagrodą była ulubiona whisky prezesa, więc przynajmniej wiadomo było od razu, kto wygra. Wszyscy próbowali szybko odpaść, a potem solidarnie obserwowali zmagania tego nieszczęśnika, który awansował do finału i robił wszystko, żeby przegrać i nie wyjść przy tym na niemotę. W sumie więc zintegrowaliśmy się wtedy w cierpieniu. Z małą nadzieją na to słynne whisky, ale prezes zabrał butlę do domu.

I jasne, wiem dobrze, że irytuję tu tych, którzy zdalnie nie pracują wcale, a wcale. Drodzy rodacy! Wszystko przed wami. Ja też nie wyobrażałem sobie, że dziennikarze będą pracować zdalnie z zacisza domowego, bo w końcu istotą tej roboty było gadanie z ludźmi na żywca i w okolicznościach przyrody różnych. I co? I okazuje się, że byłem w mylnym błędzie, jak mawiał pan klasyk Lech.

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Materiał oryginalny: Zdolni, bo zdalni - czyli jak się zmieni nasza praca po pandemii (felieton) - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie