WORD-y oblewają, by zarobić na kursantach? Nowe procedury w egzaminach na prawo jazdy

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Między wynikami egzaminów wewnętrznych w ośrodkach szkolenia kierowców (OSK) a państwowymi jest ogromna przepaść. Jak ją zmniejszyć? Odpowiedź nie jest prosta.

- Mamy duży szacunek dla niełatwej pracy właścicieli i instruktorów ośrodków szkolenia kierowców, ale sam proces szkolenia wymaga weryfikacji - uważa Andrzej Gross, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy. - Przede wszystkim widoczna jest ogromna dysproporcja między zdawalnością egzaminów praktycznych w WORD-ach, które wynoszą nieco powyżej 30 procent, a tymi w ośrodkach szkolenia, które kończą się niemal 100-procentowym sukcesem. Nie zdają tylko ci, którzy z jakichś przyczyn nie stawiają się na egzaminy. Te liczby procentowe powinny być zbieżne, a nie są i to bardzo. I nikt tego nie weryfikuje, nie chce się zająć problemem kompleksowo.

To Cię może też zainteresować

Mówią, że chcą zarobić

Powszechny stereotyp mówi o tym, że WORD-y robią wszystko, by jak najwięcej zarobić na kursantach, czyli jak najczęściej ich oblewać, by musieli podchodzić do kolejnych egzaminów, co kosztuje.

WORD-y robią wszystko, by jak najwięcej zarobić na kursantach, czyli jak najczęściej ich oblewać? To nieprawda!

A to - zdaniem dyrektora Grossa - nieprawda. Ośrodki egzaminacyjne przeszły od swego powstania ogromną ewolucję, która dostosowała je do standardów europejskich, całkiem podobnych do tych obowiązującym w Anglii czy Niemczech.

Trzeba rozmawiać

- O tym, że trzeba szukać rozwiązań tego problemu, mówi się od lat, spiera i wyraża opinie. Tylko na razie niewiele z tego wynika - przekonuje Marek Staszczyk, dyrektor toruńskiego WORD-u, prezes Stowarzyszenia Dyrektorów WORD-ów. - Od lat wskazujemy na bardzo wiele problemów, które mają wpływ na poziom szkolenia kierowców, ale też na niuanse, jak choćby na przygotowanie osób z różnymi dysfunkcjami.

Bywa tak, że na egzamin stawia się człowiek cierpiący na epilepsję czy zaburzenia psychiczne, które mogą ujawnić się pod wpływem stresu. Egzaminator musi ten fakt zgłosić dyrektorowi. Ten wysyła do starostwa powiatowego, które nadzoruje proces szkolenia i wydawania uprawnień komunikacyjnych, wniosek o zbadanie kursanta. Cóż z tego, skoro starosta odpisuje zwykle, że nie ma podstaw prawnych do takiej czynności.

- Takich niedogranych spraw jest mnóstwo - zapewnia Marek Staszczyk. - To jest problem systemowy, któremu może zaradzić tylko poważna dyskusja i wypracowanie konkretnych rozwiązań.

Dyrektor zwraca uwagę, że dysproporcje w zdawalności egzaminów państwowych przez absolwentów poszczególnych szkół jazdy (OSK) są ogromne, ale są takie ośrodki i instruktorzy, którzy trzymają bardzo wysoki poziom i ci są co roku wyróżniani przez toruński WORD.

Trudna sprawa

- Aby jak najbardziej zbliżyć się do realiów egzaminu państwowego, swego czasu zatrudniłem w swoim ośrodku szkolenia w charakterze instruktora przeprowadzającego wyłącznie egzaminy wewnętrzne byłego policjanta wojewódzkiej „drogówki”. Miał być srogi i taki był, i większość egzaminów kursanci oblewali - opowiada Jerzy Kociszewski, wiceprezes stowarzyszenia Kierowca.pl, bydgoski szkoleniowiec z ogromnym stażem. - Oblewali przede wszystkim dlatego, że nie egzaminował ich znany instruktor i musieli przesiąść się do innego auta. Tym samym wzrósł poziom stresu. Ale ten pomysł nie sprawdził się, bo doszło do nieporozumień między nim a pozostałymi instruktorami, którzy zarzucali mu, że nie respektuje wyników ich szkolenia, że kwestionuje umiejętności dobrze przygotowanych kursantów.

Zdaniem pana Jerzego, kursanci byli dobrze przygotowani, ale wymienione czynniki decydowały o niepowodzeniu. I podobnie jest na egzaminach państwowych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Materiał oryginalny: WORD-y oblewają, by zarobić na kursantach? Nowe procedury w egzaminach na prawo jazdy - Gazeta Pomorska

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Adam
2 marca, 6:53, Gość:

O poziomie szkolenia świadczy ilość wypadków i nie przestrzeganie prostych przepisów ruchu drogowego .

Kursanci nie potrafią włączyć kierunkowskazu przy zmianie pasa ruchu

2 marca, 12:43, Gość:

Nie którzy nie powinni uzyskać uprawnień bez badań u psychiatry. Dotyczy przeważnie młodych kierowców szalejących w starych złomach typu BMW.

A co ty na fakt, że egzaminatorzy i instruktorzy też powodują wypadki, kolizje i są karani mandatami?

M
Mateusz

Haha. Każdego egzamitora na upartego można oblać. Nikt w życiu prywatnym nie jeździ jak na egzaminie. Co do egzaminów wewnętrznych to moja żona podchodziła dwa razy tylko nikt tego nie odnotowuje. Egzamin państwowy oblała z jazdy 3 razy. Ostatecznie wyjechaliśmy do Anglii i tam zdała bezstresowo za pierwszym razem. Dwa lata minęły i jeździ po całej Europie bez kolizji. Są niemoty to fakt ale i tak to fabryka kasy gdzie żądzi statystyka. Każdy egzaminator łatwo może stworzyć legalnie taką atmosferę aby oblać każdego...

A
Adam45

No jakiś POpaprniec na formum pomorskim się dorwał , zakład ,że to pracownik Szczurka lub Dulkiewicz...

G
Gość
2 marca, 12:00, Iza:

Słyszałam o tym, że egzaminatorzy celowo jeżdżą na egzaminie tak długo- aż na czymś złapią i obleją z wielką satysfakcją. Czy to prawda -nie wiem, egzamin dopiero przede mną. Ale wiem jedno: przez takie opowieści mój stres jest duży już teraz, jeszcze przed ukończeniem kursu, więc nie chcę nawet myśleć jak bede się trząść w dniu egzaminu. Dzięki wielkie wszystkim opowiadaczom! Być może wcale nie będę zdawać, bo po co.. i tak obleję 100000 razy.

2 marca, 17:40, Gość:

Kler to śmieci i pasożyty pisowskie chcą kasy i dostępu do odbytu nieletnich oto wielka tajemnica wiary amen dajcie [wulgaryzm] i kase a zbawienie będzie wasze haha

Ja głosuję na Biedronia to najwybitniejszy żyjący polak i prawdziwy mężczyzna a duda to pisowskie szambo

G
Gość
2 marca, 7:42, Tomek.:

Mam okazję obserwować pracę egzaminatorów bo sam uczestniczę w kursie na egzaminatora. Trzeba być i zobaczyć poziom osób zdających aby zrozumieć pewne rzeczy. Osoby te nie potrafią wskazać ,gdzie sprawdzamy poziomy płynów, światła a już nie wspomnę o placu manewrowy i prostych zadaniach. Najeżdżanie na linie, słupki, ruszanie z miejsca, wzniesienie. Egzaminatorzy nie muszą tutaj ręki do niczego przykładać są kulturalni i wyrozumiali A jak ktoś się nie dotyczył,wyszkolił to najlepiej winy szukać u innych. Trzeba być zobaczyć i można stwierdzić sam się przekonałem i wtedy można mówić o czym kolwiek.

Zgodzę się z owa wypowiedzią w 100% . Może nie jestem instruktorem ani egzaminatorem natomiast nie każdemu jest pisane pozostanie kierowcą . To się czuje czy jest się odpowiednio przygotowanym do egzaminu czy też nie oczywiscie stres robi swoje , natomiast jak nie jest się mameja to bez problemu się zdaje. Czekając parę lat temu w Wordzie na swoją kolej podczas rozmów ludzi można było usłyszeć że np. 10 raz oblewają na łuku i to jeszcze pobierając dodatkowe lekcje na takowym,tak więc no niestety nie każdy kierowca się urodził . A bycie nim na siłę niestety później na ulicach wychodzi

G
Gość
2 marca, 6:53, Gość:

O poziomie szkolenia świadczy ilość wypadków i nie przestrzeganie prostych przepisów ruchu drogowego .

Kursanci nie potrafią włączyć kierunkowskazu przy zmianie pasa ruchu

Nie którzy nie powinni uzyskać uprawnień bez badań u psychiatry. Dotyczy przeważnie młodych kierowców szalejących w starych złomach typu BMW.

I
Iza

Słyszałam o tym, że egzaminatorzy celowo jeżdżą na egzaminie tak długo- aż na czymś złapią i obleją z wielką satysfakcją. Czy to prawda -nie wiem, egzamin dopiero przede mną. Ale wiem jedno: przez takie opowieści mój stres jest duży już teraz, jeszcze przed ukończeniem kursu, więc nie chcę nawet myśleć jak bede się trząść w dniu egzaminu. Dzięki wielkie wszystkim opowiadaczom! Być może wcale nie będę zdawać, bo po co.. i tak obleję 100000 razy.

G
Gość

Kursanci to kursanci tamto..... Oni winni???!! A może wszelkiej maści szkoły nauki jazdy należałoby sprawdzić? I więcej wymagać na etapie przygotowania do egzaminu.

T
Tomek.

Mam okazję obserwować pracę egzaminatorów bo sam uczestniczę w kursie na egzaminatora. Trzeba być i zobaczyć poziom osób zdających aby zrozumieć pewne rzeczy. Osoby te nie potrafią wskazać ,gdzie sprawdzamy poziomy płynów, światła a już nie wspomnę o placu manewrowy i prostych zadaniach. Najeżdżanie na linie, słupki, ruszanie z miejsca, wzniesienie. Egzaminatorzy nie muszą tutaj ręki do niczego przykładać są kulturalni i wyrozumiali A jak ktoś się nie dotyczył,wyszkolił to najlepiej winy szukać u innych. Trzeba być zobaczyć i można stwierdzić sam się przekonałem i wtedy można mówić o czym kolwiek.

G
Gość

O poziomie szkolenia świadczy ilość wypadków i nie przestrzeganie prostych przepisów ruchu drogowego .

Kursanci nie potrafią włączyć kierunkowskazu przy zmianie pasa ruchu

Wróć na expressbydgoski.pl Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie