Toronto Raptors i kontuzje pokonały Golden State Warriors

Filip BaresZaktualizowano 
eastnews
Po raz pierwszy od 2016 roku Golden State Warriors są w tarapatach. Mistrzowie NBA przegrali w nocy z środy na czwartek z Toronto Raptors 109:123 i tym samym Kanadyjczycy objęli prowadzenie 2:1 w serii. Gości do zwycięstwa poprowadziła świetna zespołowa gra oraz ... kontuzje ich rywali.

Obrona tytułu jest trudniejsza niż jego zdobycie, ale nikt nie powiedział, że wszystko musi iść na przeciw tobie. W przeciągu ostatnich kilku tygodni Golden State Warriors musieli sobie poradzić bez najlepszego zawodnika na świecie Kevina Duranta i kilkukrotnego All-Stara DeMarcusa Cousinsa. Pierwszy z nich wciąż leczy uraz łydki, którego nabawił się w II rundzie playoffów przeciwko Houston Rockets, ale drugi zdążył wrócić na pierwszy mecz finałów z Raptors.

Po drugim starciu szpital Warriors się jednak rozrósł - połówka duetu "Splash Brother" Klay Thompson naciągnął mięsień dwugłowy, a Kevon Looney złamał obojczyk i naturalnie w serii już nie wystąpi. O ile ostatniego może z powodzeniem zastąpić Cousins, o tyle drugi jest dla GSW nieoceniony. W dwóch pierwszych starciach z Raptors Thompson notował średnio 23 punkty, 5 zbiórek i 3 asysty na mecz, rzucając z ponad 50 procentową skutecznością z gry, w tym 7/12 zza łuku oraz spisywał się świetnie w obronie. Po kontuzji Duranta to on został drugą opcją w ataku i na nim polegano, gdy Steph Curry nie mógł znaleźć otwartej pozycji.

- We wtorek ból nie był aż tak silny. Mam nadzieję, że będę się czuł w środę lepiej i zagram - powiedział przed meczem Klay.

Gdyby decyzja należała do niego samego to z pewnością by zagrał, ale ta leżała w rękach Steve'a Kerr. Trener Warriors postanowił oszczędzić swoją strzelbą by ta mogła już zagrać na pełnych obrotach w czwartym meczu.

- Ma za sobą świetny sezon i dobre mecze w playoffach. Na szczęście nie wpłynie to na jego przyszłość, ale będzie dla nas sporą stratą - powiedział Kerr.

Zmartwienia o zdrowie swojego zawodnika mieli również kibice Raptors. Lider zespołu Kawhi Leonard kilkukrotnie kuśtykał w czasie drugiego meczu, ale jeszcze przed spotkanie numer trzy rozwiano wszelkie wątpliwości.

- Z pewnością zagram. Będąc na parkiecie nie można mieć żadnych wymówek. Każdego coś boli na tym etapie sezonu - powiedział MVP finałów z 2014 roku.

W nocy przeciwko Raptors Kerr z m.in Chicago Bulls wystawił pierwszą piątkę, która jeszcze nigdy ze sobą nie zaczynała: Steph Curry, Shaun Livingston, Andre Iguodala, Draymond Green i Cousins, gdzie bądź co bądź trzech z nich to All-Stars, a Iguodala to MVP finałów z 2015 roku. Warriors byli jednak pozbawieni ofensywy, gdzie odpowiedzialność zdobywania punktów leżała praktycznie tylko na barkach Curry'ego, który zdobył aż 47 punktów (14/31 z gry i 6/14 zza łuku) i dołożył 8 zbiórek i 7 asyst. Oprócz niego tylko Green (17) i Cosuins (11) zdoobyli dwucyfrową liczbę punktów.

Dla zespołu Nick Nurse'a ofensywa wyglądała za to całkiem inaczej - sześciu z siedmiu punktujących zawodników zdobyło co najmniej 10 puntów. Kluczem do zwycięstwa dla Raptors była fenomenalna gra pierwszej piątki, która zdobyła aż 106 z 123 puntków. Leonard po raz kolejny rzucił 30 punktów, a zza łuku niczym prawdziwy łucznik strzelał Danny Green, który trafił sześć z dziesięciu rzutów za trzy. Bliski double-double był za to Kyle Lowry, który zakończył to spotkanie z 23 punktami i 9 asystami.

Dla Warriors była to druga porażka w serii finałowej po raz pierwszy od 2016 roku. Co więcej w ostatnich dwóch finałach GSW przegrało łącznie zaledwie jeden mecz - gdy Cleveland Cavaliers mieli rekordową pierwszą kwartę. Brak Duranta to jedno, ale dodatkowy brak Thompsona to drugie. Jeśli Warriors chcą wygrać ligę po raz trzeci z rzędu to jeden z nich musi pomóc Curry'emu.

Czwarty mecz finałów NBA odbędzie się w nocy z niedzieli na poniedziałek o godzinie 3:00. Transmisja na kanałach Canal Plus Sport.

polecane: FLESZ: Nowe zasady spadków i awansów w ekstraklasie i 1.lidze

Wideo

Materiał oryginalny: Toronto Raptors i kontuzje pokonały Golden State Warriors - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3