Śmietnik płaczących reklamówek

Piotr Schutta
Piotr Schutta
Przynajmniej raz w miesiącu któraś z kobiet nie zabiera do domu swego nowo narodzonego dziecka. Przynajmniej raz na kwartał niechciany noworodek znajdowany jest na śmietniku. Dlaczego matki, zamiast kochać, porzucają swoje maleństwa?

Przynajmniej raz w miesiącu któraś z kobiet nie zabiera do domu swego nowo narodzonego dziecka. Przynajmniej raz na kwartał niechciany noworodek znajdowany jest na śmietniku. Dlaczego matki, zamiast kochać, porzucają swoje maleństwa?

<!** Image 2 align=right alt="Image 45392" sub="Łóżeczko dla „niechcianych dzieci” w przedsionku izby przyjęć toruńskiego szpitala dziecięcego stoi od sześciu lat. Do tej pory żadna z matek nie zdecydowała się pozostawić w nim swojego maleństwa. Na zdjęciu Sławomir Kowalewski, sanitariusz.">W miniony piątek było chłodno. Spóźniona zima dała o sobie znać kilkustopniowym mrozem. Podbydgoskie wysypisko śmieci pracowało normalnie. Ciężarówki przez cały dzień zwoziły odpady z najróżniejszych zakątków miasta. W nowoczesnej sortowni śmieci grupa ludzi, jak zwykle, pochylała się nad taśmociągiem, by dokonać ostatniej ingerencji w to, co człowiek uznał za niepotrzebne.

Owinięte w jakąś szmatę

Dochodziła godz. 16. Nagle wśród papierzysk, foliowych worów, butelek i gnijącej żywności jedna z pracownic ujrzała coś niezwykłego. W miarę jak przedmiot przybliżał się do niej, do jej świadomości coraz mocniej docierał porażający fakt, że taśmą do segregacji odpadów jedzie dziecko. Noworodek był martwy. Chłopczyk został prawdopodobnie wyrzucony na śmietnik gdzieś w mieście i tak trafił na komunalne wysypisko.

To pierwszy przypadek w tym roku. W całej Polsce rocznie znajdowanych jest w podobnych okolicznościach od kilkunastu do kilkudziesięciu noworodków i niemowląt. Dokładnej liczby nie znamy, bo nikt nie prowadzi precyzyjnej statystyki i nie analizuje zjawiska. Próbę opisania procederu i ujęcia go w liczby komplikuje dodatkowo problem z klasyfikacją prawną owych zdarzeń.

- W naszych statystykach przypadki porzuceń dzieci mieszają się z przykładami dzieciobójstwa i zabójstwa - mówi Katarzyna Witkowska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

<!** reklama left>Znajdowane są w przeróżnych zakamarkach. Najczęściej nagie. Czasem owinięte tylko jakąś szmatą lub papierem. Często w reklamówkach lub torbach podróżnych. W pojemnikach na śmieci, w parkach, na dworcach autobusowych i kolejowych, nawet na cmentarzach.

Wrzesień 2006. W lasach pod Częstochową grzybiarz odkrywa w zaroślach zwłoki kilkudniowej dziewczynki.

Sierpień 2006. W Toruniu przy ul. Bema pracownik Miejskiego Zakładu Oczyszczania znajduje torbę z martwym noworodkiem w krzakach przy chodniku.

Styczeń 2006. Okolice Warszawy. Żywy noworodek zostaje znaleziony na śmietniku. Mimo 15-stopniowego mrozu, dziecko udaje się odratować.

Grudzień 2005. Kobieta zbierająca puszki w Wałbrzychu wygrzebuje w stercie odpadków chłopca. Noworodek żyje.

Sierpień 2005. W Gliwicach 24- matka wychodzi ze szpitala z nowo narodzonym synkiem i zostawia go w parku.

Kwiecień 2005. Na cmentarzu komunalnym we Włocławku ktoś podrzuca reklamówkę ze zwłokami nowo narodzonej dziewczynki. Dwa tygodnie później o podobnym znalezisku w lasku na bydgoskich Kapuściskach zawiadamia policję przypadkowy przechodzień.

Kwiecień 2004. W Grudziądzu nad brzegiem Wisły spacerowicz znajduje noworodka płci męskiej. Miesiąc później plastykowa torba z noworodkiem dziewczynką ląduje w kontenerze na śmieci przy ul. Batorego. Dzieci są martwe.

<!** Image 3 align=right alt="Image 45392" sub="Sortownia odpadów w Bydgoszczy, gdzie ostatnio znaleziono noworodka">Podrzucony w ubiegłym roku do łódzkiego szpitala chłopiec zawinięty był w prześcieradło i reklamówkę, do której ktoś przyczepił kartkę z datą urodzenia i informacją, że ze względu na ciężkie warunki materialne nie jest w stanie wychować dziecka. Zdaniem psychologów i lekarzy, bieda i presja środowiska niedającego wsparcia, to podstawowe powody porzucania dzieci.

Gdy matka ucieka ze szpitala

- Jestem pewna, że gdyby matki miały większą pomoc ze strony państwa, nie zostawiałyby swoich dzieci - mówi dr Hanna Dąbrowska z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu, która dla własnych potrzeb zapisuje przypadki pozostawiania noworodków w szpitalu. Średnio każdego roku na jej oddziale ok. 10-12 matek rezygnuje z wychowania swoich nowo narodzonych dzieci. Niemowlęta trafiają najpierw do tzw. pogotowianych rodzin zastępczych, omijając dom dziecka, a następnie znajdowani są dla nich rodzice adopcyjni.

- To bardziej cywilizowana forma rozstania się z dzieckiem. Nie nazywałabym tego porzuceniem. Zdarza się, że niektóre matki uciekają ze szpitala bez dziecka, ale później zawsze się opamiętują i wracają, by załatwić formalności związane z przekazaniem noworodka do instytucji opiekuńczej - dodaje dr Dąbrowska. - Tłumaczymy im, że to, co mogą zrobić dobrego dla dziecka, to ułatwić nam przeprowadzenie spraw urzędowych, by dziecko mogło jak najszybciej trafić do adopcji.

Część kobiet jeszcze w czasie ciąży znajduje drogę do działających w prawie każdym mieście ośrodków adopcyjno-opiekuńczych oferujących przyszłym matkom pomoc prawną i psychologiczną.

- Przychodzą do nas najczęściej młode kobiety będące w trudnej sytuacji materialnej, ale zdarzają się i małżeństwa, które chcą zrezygnować z dziecka - Barbara Urbańska z bydgoskiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego przyznaje ze smutkiem, że umówiona przez ośrodek wizyta u ginekologa jest często pierwszym kontaktem przyszłej matki z lekarzem specjalistą. - Przede wszystkim zależy nam, by dziewczyna donosiła ciążę i urodziła w godnym miejscu.

Kobieta decydująca się na oddanie potomstwa nie musi podejmować decyzji od razu. Ma na to 6 tygodni od momentu urodzenia dziecka. W tym czasie noworodek pozostaje pod opieką wyznaczonej rodziny zastępczej, a psycholog pracuje z matką, próbując przekonać ją do zmiany nastawienia wobec macierzyństwa. Jeśli nie przekona, matce pozostaje zrzec się przed sądem praw do dziecka.

Sprawy się komplikują i wydłużają, jeśli kobieta ucieka ze szpitala i nie daje znaku życia. Wówczas sąd może postanowić o pozbawieniu jej praw rodzicielskich ze względu na nieznane miejsce pobytu.

- Niektóre mamy rodzące u nas albo od razu mówią, że nie chcą dziecka, albo w trakcie pobytu dają nam to do zrozumienia i przed opuszczeniem szpitala wybierają kogoś z personelu, by o tym powiedzieć. Mówimy, jak to załatwić - zapewnia dr Jarosław Szułczyński ze Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy. Przyznaje, że sam kilkakrotnie uczestniczył w takich rozmowach.

Często matki wahają się i odsuwają w czasie krytyczną chwilę, prosząc, by na jakiś czas przetrzymano dziecko na oddziale. Pielęgniarki i lekarze z oddziałów położniczych mówią, że osobę noszącą się z zamiarem opuszczenia noworodka łatwo rozpoznać. Takie kobiety nie chcą karmić lub robią to z oporami, nie cieszy ich widok potomka.

- Lepiej, żeby pozostawiła je w szpitalu niż na śmietniku - Barbara Urbańska nie może pogodzić się z tym, że mimo wprowadzonych w ostatnim roku finansowych zachęt dla matek, noworodki nadal znajdowane są na śmietnikach. Przyznaje jednak, że takich przypadków zdarza się coraz mniej. - Matka w trudnej sytuacji materialnej może otrzymać z tytułu urodzenia dziecka nawet do 3 tysięcy złotych. Wiele pań uznaje, że dzięki takiej pomocy będzie w stanie sobie poradzić.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie