Rosja i Ukraina używają takiej samej artylerii i amunicji. Amunicja to głównie pociski kalibru 122 mm i 152 mm, które nie są powszechne na współczesnych polach walki.
Rosja wystrzeliwuje 60 tys. pocisków dziennie, czyli dziesięciokrotnie więcej niż Ukraina. „The Washington Post” ustalił, że Kreml od lat dbał o to, by Ukraina miała niedobory amunicji i problemy z uzupełnianiem zapasów. Globalna podaż nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania Kijowa.
Ci, którzy zaopatrują Ukrainę, powiedzieli „The Washington Post”, że grożono im śmiercią, jeśli dostarczą amunicję temu krajowi. Wielu ulegało szantażowi. W wielu innych wypadkach rosyjscy pośrednicy działający pod przykryciem przebijali oferty Ukraińców.
Zdaniem Maliar kampania mająca spowodować niedobory broni w ukraińskiej broni rozpoczęła się już w 2014 r., kiedy wysadzono składy amunicji w Czechach, choć wtedy trudno było wiązać to wydarzenie z Kremlem.
Według grupy śledczej Bellingcat w 2015 r. bułgarski biznesmen, który sprzedawał broń Ukrainie, został otruty przez tych samych ludzi, którzy zniszczyli czeską składnicę amunicji.
Bułgarscy prokuratorzy uważają, że cztery eksplozje w magazynach broni, do których doszło w latach 2011-2020, wywołali Rosjanie w ramach przygotowań do wojny.
Podobny charakter miały ataki na składy broni na Ukrainie w 2017 r.
