Polowanie na szczura z nagonką

Grażyna Ostropolska
W Murucinie (gmina Sicienko) technika „podkładania świni” przybrała nową formę. Zastąpiło ją... podrzucanie szczura. Do miski, bo w niej martwy gryzoń urasta do symbolu głodu. Jest dowodem w sprawie o pozbawienie praw rodzicielskich.

W Murucinie (gmina Sicienko) technika „podkładania świni” przybrała nową formę. Zastąpiło ją... podrzucanie szczura. Do miski, bo w niej martwy gryzoń urasta do symbolu głodu. Jest dowodem w sprawie o pozbawienie praw rodzicielskich.

<!** Image 2 align=none alt="Image 44823" sub="Wjazd na pole Danielewskiego. - Zamiast wkopać beton w ziemię - mówi gospodarz - usypano mi pagórek, złośliwie! Na znak protestu rolnik nie uprawia pola.">18 stycznia 2007 r. Martwy szczur leży w misce Daniela Danielewskiego. Widzą go pracownice opieki społecznej i policjanci. Tu nie ma kontrowersji. Powstają wraz z pytaniem: kto szczura podłożył? Danielewski czy policjant z ekipy, która rzekomo chce mu odebrać córkę? 13-letnia Joasia ma trafić do placówki opiekuńczo-wychowawczej. O ograniczenie jej ojcu władzy rodzicielskiej wnioskuje GOPS. Danielewski twierdzi, że to urzędnicza zemsta. Wzajemne oskarżenia zwaśnionych stron niewiele tłumaczą. Szczur, jak uważa Danielewski, to element prowokacji. Jednej z wielu, o których w Murucinie głośno. Kilka lat temu 10-letni syn Danielewskiego wspiął się na dach piętrowego domu. Uciekł przed sądowym kuratorem. Groził, że skoczy, jak go ojcu odbiorą. Szantaż okazał się skuteczny. Potem zahuczało, gdy Danielewski okupował Urząd Gminy w Sicienku. W proteście, że ten zwleka z wydaniem mu „wtórnika” prawa jazdy. Zawieźli go wtedy do psychiatry. Ten zaś tak zdiagnozował „okupanta”: -To była jedynie

sytuacyjna reakcja

na urzędniczą bezduszność i lekceważenie petenta. Taki ludzki przejaw bezsilności wobec poczynań władzy.

Potrafił też Danielewski położyć się w Murucinie przed koparką i przerwać budowę wiejskiego wodociągu. W proteście, że nikt tego z właścicielami rozkopanych gruntów nie uzgadniał. Zarzucił, że w gminnych zasobach są sfałszowane dokumenty, związane z budową drogi. Znalazł w archiwach mapę geodezyjną i udowodnił, że część tej drogi położono na jego prywatnym gruncie. Bezprawnie, bo bez jego zgody. Na dodatek gmina latami naliczała mu podatek za zabraną ziemię. Zrobił doniesienie do prokuratury. Oskarżył geodetę o poświadczenie nieprawdy.

Bo Danielewski ma poczucie misji. Od 14 lat walczy z urzędnikami. - O prawa swoje i takich jak ja - mówi. - O to, by urzędy nie traktowały biednych jak głupców i śmieci, i żeby przestała działać lokalna sitwa.

Walczy i nawet wygrywa. Samorządowe kolegia odwoławcze uchylają krzywdzące go decyzje. Wytykają gminnym urzędnikom rażące błędy. A to Danielewskiego rozzuchwala i podtrzymuje w wierze, że gmina zawiązała przeciw niemu spisek. Policjanci, pracownicy socjalni, lekarz i psycholog. - Oni wszyscy są w zmowie. Chcą się mnie pozbyć - dowodzi. - Patrzę im na ręce, oskarżam. Wymyślili, że wepchną mnie do „psychiatryka” i nikt mi już w nic nie uwierzy. Trzy razy czynili takie próby. Nieudane, więc inaczej chcą mnie ukarać. Umyślili, że córkę mi zabiorą. Przyjechali po Joasię, gdy ta wyjechała na ferie. Dwaj policjanci i dwie pracownice opieki socjalnej. Nie mieli nakazu przeszukania! - zaznacza. - Mnie wybili ząb, psy potraktowali policyjnym paralizatorem (mam go, bo pojemnik psy im wytrąciły) i łopatą. Mam też obdukcje - pokazuje dokument i opowiada historię, w którą trudno uwierzyć: - Ta z opieki odeszła i przyniosła miskę - relacjonuje wydarzenia z 18.01. - Wtedy policjant wyciągnął z woreczka martwego szczura i w tę miskę go włożył. Pytam go, co to ma znaczyć, a on na to: „ Nie masz pan co jeść, to się najesz”. Zaczął mi wpychać tego szczura w usta. Chyba wtedy rozprułem mu skórę zębem. „Wynocha mi stąd!” - krzyczałem i usłyszałem: „Teraz my tu rządzimy, a ty jesteś sam”.

<!** reklama left>Chcieli przeszukać dom, ale Danielewski się postawił. - Zrobicie to bez nakazu - zagroził - to łby porozbijam! Twierdzi, że dostał w twarz. Stracił przytomność. Ocknął się na wersalce. Skuto go kajdankami. Wezwano pogotowie i hycla, bo dostępu do domu broniły dwa

psy

Danielewski pokazuje urazy na skórze psa. - Barry dostał łopatą po kręgosłupie - mówi - i ledwie chodzi. Weterynarz stwierdził krwiaki i obrzęk kufy. 4-letnia Saba dostała gazem po oczach. Ma zapalenie spojówek. Słyszał skowyt, ale nie mógł psom pomóc. Za to nim zajęło się pogotowie. - Rzucili mnie na nosze i zawieźli do psychiatrycznej kliniki w Bydgoszczy - wspomina. Słyszał, jak sugerowano psychiatrze, by skierował go do Świecia, ale ten nie znalazł podstaw. „Jest pan wolny!” - usłyszał. - Bez butów i pieniędzy dotarłem do starszej córki - mówi. -Tramwajem na gapę jechałem. To córka zawiozła mnie do lekarza.

- Nie powiem nic ponadto, co napisałem - zastrzega się lekarz Tomasz Rogóż. To on robił Danielewskiemu obdukcję. „Wybicie zęba szczęki górnej, zasinienia, otarcia, obrzęki” - takie obrażenia stwierdził. I z podejrzeniem zwichnięcia kciuka oraz wstrząśnienia mózgu skierował pacjenta do szpitala. Danielewski złożył zawiadomienie o przestępstwie. - Do 3 rano byłem przesłuchiwany w moim domu - mówi.

Przeżył szok, gdy zajrzał do swoich gołębi. - Część ptaków uciekła, gdy szukali Joasi w gołębniku - twierdzi. - Znalazłem też martwe ptaki, przytrzaśnięte niedomkniętymi drzwiami. Są jeszcze ślady krwi - pokazuje ciemne plamy.

Gołębie to jego hobby i sposób na lepsze życie. Nie musi się z niego w „skarbówce” rozliczać, a rzadkie okazy dobrze się sprzedają. To ważne, bo zimą Danielewski nie ma pracy. Pola też nie uprawia. To jego sprzeciw wobec gminy, której nie zamierza płacić podatków. - Za bezprawnie zabraną mi ziemię i naliczenie od niej podatku - tłumaczy. - I za to, że złośliwie zniszczono mi stary wjazd na pole - ocenia. Oczekuje naprawy, ale gmina się nie kwapi. W Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej przyklejono Danielewskiemu łatkę pieniacza. Pisze na nich skargi, doniesienia. Ostatnio doniósł, że w GOPS fałszuje się karty wydawania żywności. Miejscowa policja śledztwo w tej sprawie umorzyła, ale Danielewski przekonuje, że ma niezbite dowody. - Ksero kart, na których jest mój podpis z maja ub.r. - pokazuje dokument i zaznacza: -A ja niczego wtedy nie pobierałem. Ma też pisemne oświadczenia sąsiadów z Murucina i Słupowa. Na okoliczność, że pobierając żywność z GOPS podpisywali się na 2 listach. Na jednej - długopisem, na drugiej składali

podpis ołówkiem.

- Tak podpisywałam od lat - potwierdza Danuta Żebrowska. Ma czworo dzieci i oczekuje od GOPS większej pomocy. Narzeka, że zamiast pieniędzy na żywność i artykuły sanitarne, ośrodek daje talony. - Muszą za nie kupić towar w Sicienku, w sklepie pani Kluski - tłumaczy. Tu wszyscy wiedzą, że to sklep matki radczyni z gminnego urzędu. Za porcję rosołową płaci się w nim 2 razy więcej niż w markecie w Nakle. - Inne rzeczy są też dużo droższe, ale nie mamy wyboru - dodaje kobieta. Ludzie boją się zaprotestować. Tylko Danielewski urzędnikom głośno takie praktyki wytyka. Ci nie pozostają dłużni. Przed 9 laty wnioskowali do sądu w Nakle o skierowanie Danielewskiego na badanie psychiatryczne w szpitalu. Uzasadniali, że ma pieniacze zachowania, a „za obiekt dręczenia obrał sobie GOPS”. Był też oskarżony o zbicie szyby w drzwiach urzędu. Ostatnio postawili mu zarzut manipulacji córką. Wystąpili do sądu o

ograniczenie praw

rodzicielskich. „Z pisma GOPS w Sicienku wynika, że małoletnia jest wykorzystywana przez ojca w celu otrzymania pomocy z ośrodka” - tak sędzia uzasadnia decyzję z 19.01. br. o tymczasowym umieszczeniu Joasi w pogotowiu opiekuńczym. „Małoletnia zgłaszała, że jest głodna, ale kurator sądowy nie stwierdził większych zaniedbań. Dziecko ma warunki do nauki i wypoczynku, a w lodówce jest jedzenie. Z wywiadu wynika, że ojciec jest w sporze z gminą Sicienko. Oskarża jej pracowników, że niesłusznie odmawiają mu pomocy z opieki społecznej. Sam zaś nie podejmuje jakiejkolwiek współpracy w celu ustalenia sytuacji małoletniej”. Czy to wystarcza, by umieścić dziecko w placówce opiekuńczej? Widocznie tak, skoro parę dni temu Danielewski dostał informację, że Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie szuka takiego miejsca dla jego córki.

<!** Image 3 align=right alt="Image 44823" sub="- Decyzje GOPS, uchylane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze dowodzą, że to ja mam rację - przekonuje rolnik">GOPS zarzucał Danielewskiemu, że wnioskując o pomoc nie dostarczał wszystkich zaświadczeń. i utrudniał przeprowadzenie wywiadu w miejscu zamieszkania. Dlatego jego wnioski załatwiano odmownie. A wtedy on pisał odwołania. Kończyło się tym, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze decyzje GOPS uchylało. Sprawę rozpatrywano od nowa. I znów pojawiał się problem braku dokumentów. Danielewski przekonuje, że złośliwość GOPS najbardziej szkodzi jego córce. Podpiera się nawet orzeczeniem SKO: „ Organ odwoławczy stwierdza, że GOPS w Sicienku nie zainteresował się sytuacją Joanny Danielewskiej, czym rażąco naruszył prawo. Odmówił jej ojcu zasiłku celowego na zakup opału oraz żywności i odzieży dla córki, mając wiedzę, że i ona jest adresatem tej pomocy”.

Joasia niezbyt rozumie, co się wokół niej dzieje.

Rodziców kocha

czuje się z nimi bezpieczna. W szkole ma opinię dobrej, miłej, uczynnej uczennicy. Wie, że źli ludzie chcą ją ojcu odebrać. - Jeśli to zrobią - mówi - udowodnią, że są gorsi niż myślę. Nie ma ojcu za złe, że toczy wojnę z gminą. Tłumaczy: - On to robi w słusznej sprawie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie