MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pan Roman jak syn marnotrawny. Ponad 20 lat pił, ale przestał. 8 lat był bezdomny, teraz ma mieszkanie

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Balkonik towarzyszy panu Romanowi przy każdym wyjściu z mieszkania
Balkonik towarzyszy panu Romanowi przy każdym wyjściu z mieszkania Nadesłane
Zbudował kilka domów, a własnego nie miał. Osiem lat żył w schroniskach. Wreszcie wyszedł z bezdomności. I z alkoholizmu.

Pan Roman z Bydgoszczy ma 46 lat i doświadczenia, jakich nie miał niejeden człowiek przez całe życie. To jego trudne życie zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. - Gdy miałem dwa lata, poparzyłem się wodą z miski - mówi. - Trafiłem do szpitala. Pół roku w nim przeleżałem. Dwa razy przeszedłem śmierć kliniczną.

Lekarze zdołali uratować małego pacjenta, ale mały pacjent całkowitego zdrowia już nie odzyskał. - Na skutek rozległych oparzeń miałem przeszczepy skóry, ale też kości. Od tamtej pory jedną rękę mam o pięć centymetrów krótszą. Za dzieciaka nie przeszkadzała mi ta różnica. Teraz bardziej ją odczuwam.

Los tego dzieciaka nie oszczędził.

- Gdy skończyłem 13 lat, zmarła mi mama. Zostałem z tatą i starszą siostrą. Ciężko nam było. Nie podobało mi się w domu. Jak mogłem, tak go unikałem. Wolałem wypady z kumplami, później imprezy z panienkami, mecze Zawiszy. Kibicem byłem. Może nie kibolem, ale kibicem pijącym na pewno. Picie weszło mi w krew. Co chwilę był jakiś mecz, więc co chwilę jeździłem z ekipą z szalikami na trybuny. Pracowałem jedynie dorywczo. Nie wystarczało czasu na normalną, etatową robotę. Tak mi pasowało.

Druga szansa

Dostał szansę, bo dostał spadek. - Długo po śmierci mamy porządkowaliśmy sprawy spadkowe, aż uporządkowaliśmy. Tacie należała się połowa mieszkania, a mojej siostrze i mnie druga połowa. Przypadała więc ćwierć dla niej i dla mnie tyle samo. Pod koniec lat 90-tych dostałem 40000 złotych spłaty. Ktoś inny by zainwestował, przykładowo w mieszkanie, albo odłożył. Ja przebalowałem. Wyjazdy na mecze, hulanki po meczach, kobiety i alkohol, głośne powroty nad ranem do domu. Nawet do Hamburga pojechałem. Tam znowu się bawiłem, nie pracowałem. Kasa zaczęła się kończyć. Kumple zaczęli ubywać. Brakowało pieniędzy na wynajem jakiegokolwiek kąta, więc spałem, gdzie się da albo i nie da. Nocki pod sklepem, na ławce i pod mostem także zaliczyłem. Do Polski wrócić jednak nie planowałem. Nie miałem do kogo i do czego. Z siostrą i ojcem kontakty urwałem. Jednocześnie znaleźć pracy zagranicą nie miałem zamiaru. Miałem zamiar przetrwać.

Dowiedział się przypadkiem, że w Hamburgu wolno zatrzymać się na barce. - Stowarzyszenie pomocy biednym, o którym przedtem nie słyszałem, zorganizowało na statku rodzaj noclegowni, jakby hostel dla ubogich, całkowicie bezpłatny - opowiada pan Roman. - Prowadzący to miejsce nie pytali o nazwisko, nie żądali żadnych dokumentów. Wystarczyło przyjść. Na barce poznałem wielu bezdomnych. Już wcześniej stałem się jednym z nich.

Po kontroli

To były czasy, zanim Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. - Polacy oficjalnie w Niemczech mogli spędzić najwyżej trzy miesiące - wyjaśnia bydgoszczanin. - Siedziałem w Hamburgu ponad rok, aż natknąłem się na kontrolę funkcjonariuszy. Sprawdzili moje dokumenty. Wkrótce mnie deportowali do Polski.

Po przymusowym powrocie do kraju samotny mężczyzna nadal nie miał gdzie się podziać. - Wylądowałem w noclegowni. Potem ją opuściłem na krótko. Myślałem, że stanąłem na nogi. Otóż nie, dalej piłem i się obijałem, znowu musiałem koczować w dziwnych miejscach albo kątem u prawie nieznanych mi ludzi.

Sytuacja się zmieniła. - Opamiętałem się, chociaż zajęło mi to parę lat. Nawróciłem się niczym syn marnotrawny. Związałem się z protestantami. Zacząłem wgłębiać się w ich religię i udzielać się w akcjach charytatywnych. Uczyłem się życia na nowo. Mając 45 lat, przyjąłem chrzest, właśnie protestancki. Byłem na odwyku dla osób uzależnionych od alkoholu. Z zawodu jestem ciastkarzem, lecz w swoim fachu nie pracowałem. Tak mi się wartości zmieniły, że postanowiłem zainwestować w rozwój. Protestanci pomogli. Dotrwałem do studiów. Przez trzy lata studiowałem teologię, no i ją przerwałem.

Służbowe mieszkanie

Zaliczył epizod nie tylko z teologią, ale i ze stolicą. - Protestanci mnie, wolontariuszowi, zaproponowali pracę u siebie w biurze w warszawskim oddziale. Mogłem zacząć utrzymywać siebie. Przyznali mi mieszkanie służbowe. Opłat nie miałem, oni regulowali rachunki. W Warszawie poznałem pewną kobietę, także z grona protestantów. Była samotna, pracowała w tutejszej bibliotece. Liczyłem, że to będzie moja największa miłość. Spotykaliśmy się w biurze i na spacerach, razem się modliliśmy. Po kilku miesiącach kupiłem kwiaty i do niej pojechałem. Oświadczyłem się. Przez myśl mi nie przeszło, że mnie odrzuci.

A ona go odrzuciła. Na horyzoncie zauważyła akurat wojskowego pilota, który przyleciał ze Stanów Zjednoczonych. Był jej dawnym znajomym. Pan Roman przegrał z konkurentem. Poczuł się tak zraniony, że powrócił do picia. Następny odwyk nie przyniósł rezultatu.

- W pracy długo tolerowali moje zachowanie, aż dali do zrozumienia, żebym zrezygnował ze współpracy. Tak też zrobiłem. Służbowe mieszkanie musiałem opuścić. Nie chciałem wracać do Bydgoszczy. Wybrałem odwrotny kierunek i wylądowałem w ośrodku dla uzależnionych w Boguszowie-Gorcach. Po nim jednak pokazałem się w rodzinnych stronach - kontynuuje nasz rozmówca. - W Bydgoszczy nie znalazłem stałego miejsca dla siebie. Pomieszkiwałem u znajomych albo po prostu na ulicy, aż zapukałem do drzwi schroniska dla bezdomnych. W takim miejscu picie alkoholu jest zabronione. Kto nie przestrzega regulaminu, musi odejść z placówki. Parę razy przerabiałem ten temat. Ostatni raz wróciłem do schroniska i zachowałem samodyscyplinę. Już nikt nie próbował mnie wyrzucić, ponieważ nie miał powodu. Przestałem pić, chociaż ponad 20 lat nałóg mnie niszczył. Już szósty rok, odkąd nie tknąłem piwa, ani wódki. Nie ciągnie mnie.

Pracownik socjalny schroniska zauważył poprawę pana Romana. Pomógł podopiecznemu wnioskować o mieszkanie z zasobów miasta. - Urzędnicy stwierdzili, że powinienem je otrzymać - zaznacza bydgoszczanin. - Krótko po tym przedstawili mi ofertę mieszkania. Tyle że do remontu.

Remont domu

Koszt robót, związanych z doprowadzeniem 31-metrowej kawalerki do stanu zamieszkania, miał wynieść od 13500 do 17500 złotych. - Nie posiadałem takiej forsy, ale zdecydowałem się przyjąć mieszkanie. Wierzyłem, że ludzie dobrej woli mi pomogą.
Nie pomylił się. Pracownik schroniska, przyjaciele z grupy protestanckiej oraz inni znajomi załatwili materiały i zaproponowali usługi. Meble też załatwili. Mężczyzna sam również starał się uczestniczyć w remoncie, jak mógł, i na ile pozwoliły mu choroby i niepełnosprawności. 46-latka dopadły polineuropatia, padaczka. Ma kłopoty z biodrami. Porusza się przy balkoniku. Mieszka na pierwszym piętrze bez windy. Sam jakoś znosi po schodach balkonik na dwór.

- Na około 20 lat, bezdomny byłem osiem. Wreszcie przestałem nim być, zamieszkałem jakby na swoim. Zrządzenie losu: moja kawalerka mieści się kilkadziesiąt metrów dalej niż schronisko. Odwiedzam znajomych z placówki.

Pracę też podjął. Od ponad roku jest stróżem w dyspozytorni. - Zarabiam najniższą krajową. Rachunki opłacam na bieżąco. Płacę za dwa telefony. Musiałem kupić drugi. Pierwszy mi ukradli. Dostałem ataku padaczki na ulicy i się przewróciłem. Ocknąłem się już bez komórki. Spłacam raty za poprzednią i nową. 400 zł z pensji wydaję na lekarstwa. Codziennie przyjmuję 12 rodzajów tabletek.
Mężczyzna kończy: - Zanim choroby mnie zmogły, ukończyłem kurs na tynkarza-malarza. Zbudowałem klientom kilka domów. Na swój jednak szmat czasu czekałem.

PS. Na prośbę bohatera, jego imię zostało zmienione.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Pan Roman jak syn marnotrawny. Ponad 20 lat pił, ale przestał. 8 lat był bezdomny, teraz ma mieszkanie - Gazeta Pomorska