Orzeł z Wisły szykuje się na podium

Redakcja
Adam Małysz nie odstępuje od przyjętej przez siebie po zawodach Pucharu Świata w Willingen zasady, by nie rozmawiać o MŚ w Japonii.

Adam Małysz nie odstępuje od przyjętej przez siebie po zawodach Pucharu Świata w Willingen zasady, by nie rozmawiać o MŚ w Japonii.

W piątek, po drużynowym konkursie MP w Szczyrku, powiedział jednak, że jego samopoczucie przed zawodami w Sapporo jest dobre.

<!** reklama left>Dziennikarze na różne sposoby próbowali podpytywać Małysza o cokolwiek, co byłoby związane z najważniejszymi zawodami w sezonie.

- Po Willingen powiedziałem, że nie będę odpowiadał na pytania o mistrzostwa świata. Bardzo często tak było, że odpowiadałem, potem brano mnie za słowo. Wolę pojechać na spokojnie, a po fakcie, jak wszystko się wydarzy, odpowiadać na pytania - powiedział dziennikarzom „Orzeł z Wisły”.

Odczuwa głód walki

Adam Małysz mówił jednak o sobie. Powiedział, że odczuwa duże pragnienie walki, większe niż przed igrzyskami w Turynie.

- Wtedy, gdy się chciało walczyć, to było się prawie na straconej pozycji, a w tym momencie jestem cały czas w czołówce, skaczę dobrze, wystarczy trochę szczęścia i wszystko może się zdarzyć - powiedział.

Dodał, że ostatni okres jest dla niego bardzo radosny - kilka razy wygrał, stał na podium. Na mistrzostwa nie jedzie jako „murowany” faworyt, ale zawodnik z czołówki i jeden z faworytów. - Faworytowi jest trudno. Wszyscy na ciebie liczą, a tak jestem jednym z faworytów. Byle się spokojnie zachowywać - skomentował to Adam Małysz.

Zawodnik, pytany jak spędzi czas w samolocie do Japonii, odparł: - Chyba nikt nie lubi siedzieć 13 godzin w samolocie, nudzić się. Dlatego chyba każdy z chłopaków przygotował jakieś atrakcje do samolotu. Na pewno jakieś książki, filmy na komputerze; żeby to przetrwać.

O obiektach w Sapporo powiedział tylko tyle, że ma dobre wspomnienia z nich, zwłaszcza ze średniej skoczni.

Dziennikarze pytali Małysza także o szczegóły techniczne - o mniejsze niż niegdyś różnice w prędkości najazdu na próg.- To zasługa naszego serwisanta Krzysztofa Janika. Popracowaliśmy też nad pozycją. Żadna ekipa, która jeździ po pucharach świata i nie ma serwisu, nie ma szans. Moim zdaniem to największa praca w zespole. Serwisant wyjeżdża po śniadaniu i wraca po konkursie, jako ostatni. Siedzi 12 godzin i więcej na skoczni. Myśli, smaruje, patrzy na temperaturę, przesmarowuje. (...) Nie wiem, jaką bylibyśmy ekipą bez serwisanta. To kolejne obowiązki dla zawodnika, które przed paroma laty zajmowały czas i męczyły. (...) Zazdrościliśmy, gdy inny zawodnicy po skoku mogli się koncentrować - powiedział.

Adam Małysz, jadąc na piątkowe zawody do Szczyrku, przejeżdżał obok powstającej skoczni w Wiśle Malince.

Po co jeździć do „Zakopca”?

- Przydałoby się, by po powrocie z Pucharu Świata, gdy się jest dwa-trzy dni w domu, raz sobie tam skoczyć. Musimy jechać do Zakopanego. Czasem jest tak, że jak wieje mocny wiatr, to nawet nie skoczymy. A tutaj mamy dwa kroki. Przejeżdżałem tam dziś i było mi żal. Obiekt jest piękny, wszystko jest prawie na top zrobione, a spad jest rozwalony i nic tam nie jest zrobione - powiedział.

Reprezentacja polskich skoczków wylatuje do Sapporo 19 lutego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie