Nie skandalizujemy

Z wokalistką Joanną Dark* rozmawia Jan Oleksy
Bycie artystą to niełatwy zawód. Kapryśny. Trzeba mieć twardy tyłek, nie mieć miękkiego serca i być bardzo odpornym. Końskie zdrowie też się przyda. To trudne środowisko i nie jest różowo. Ale kto powiedział, że będzie?

Co porabia Joanna Dark?
W zeszłym roku skończyłam podyplomowe studia na Wydziale Kształcenia Głosu i Mowy Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od jakiegoś czasu SWPS jest już uniwersytetem, w moim życiu trzecim, po toruńskim UMK i warszawskim UW. Jestem teraz dyplomowanym trenerem głosu i mowy. Przygotowuję swoich uczniów do wystąpień publicznych. Bardzo przydają mi się w tej profesji moje doświadczenia sceniczne. A poza tym normalnie sobie żyję.

Normalnie w Warszawie?
Przeprowadziliśmy się właśnie niedawno z Powiśla na Żoliborz. Powiśle jest piękne, ale zrobiło się niezwykle głośne i tłoczne. Tu na Żoliborzu jest nie tylko pięknie, ale i cicho.

Zwykła codzienność?
U nas nie jest ona taka całkiem zwykła. Zawsze coś się dzieje, albo u męża, albo u mnie. Nie nudzimy się.

Nieraz zastanawiam się nad tym, czy dwoje artystów może w ogóle żyć zwykłym życiem?
Od czasu kiedy nasz syn Ksawery poszedł do szkoły, żyjemy innym tempem, rytmem roku szkolnego. W związku z tym planujemy wyjazdy i aktywności rodzinne pod kątem dni wolnych syna. Jesteśmy mocno ze sobą związani, bardzo lubimy przebywać razem. Korzystamy z tego, że oboje uprawiamy wolne zawody. Możemy spędzać z synem więcej czasu niż inni rodzice.

Dzielicie się obowiązkami w wychowaniu?
Ja zajmuję się organizacją i planowaniem naszego życia. Zapewniam spokój domowego funkcjonowania. Ksawery zaś spędza z tatą dużo czasu chodząc do kina, na spacery, grając w gry lub wyjeżdżając w ciekawe miejsca… Obowiązki nieźle się rozkładają.

Bardziej czuje się Pani artystką, matką czy
żoną?

Po prostu wszystkim naraz.

Nie ustawiamy hierarchii?
Nie, bo wszystko, co robimy, jest dla nas naturalne. Nie skandalizujemy, nie dostarczamy Ksaweremu powodów, by się musiał wstydzić w szkole. Syn widzi, że wychowuje się w normalnej rodzinie.

W której klasie jest teraz Ksawery?
Właśnie zdał do szóstej.

To już poważny wiek!
Dosyć poważny, a w związku z tym, że dużo obcuje z dorosłymi, to jest wymagającym rozmówcą (śmiech).

A wykazuje jakieś artystyczne zdolności?
Pięknie maluje, jest wspaniałym kolorystą. Lepi niezwykłe stwory z gliny i plasteliny. Były pewne prośby, żeby chodził do szkoły muzycznej, przez moment uczył się gry na fortepianie, ale zarzucił to. Moje próby namawiania go do gry na instrumencie skończyły się niepowodzeniem. Jest za to zapalonym czytelnikiem. Zaczął czytać szybko, w wieku pięciu lat. Gdy miał siedem, to w ciągu dwóch weekendów przeczytał całego „Harry’ego Pottera”. Jest tylko trochę osamotniony na tej planecie z tym swoim zamiłowaniem.

Z czytaniem teraz kiepsko u dzieci…
Ale nie czyta całymi dniami. Zajmują go również gry komputerowe, playstation. Nie wiem, co będzie robił w życiu… Na razie wyrasta na fajnego i dowcipnego faceta.

Może z czytania przejdzie do pisania – śladami swego sławnego ojca?
Mąż mówi, że nie życzy mu tego, bo to bardzo samotny zawód.

Samotny, ale daje dużo radości i satysfakcji. Pani mąż, Marek Dutkiewicz, pewnie się cieszy, że jest autorem ponadczasowych przebojów… Państwo jesteście ze sobą już bardzo długo?
24 lata. Za rok okrągła rocznica.

Ma Pani jakiś patent na wspólne życie, żeby tyle lat ze sobą być i się sobą nie znudzić?
Myślę, że wciąż mamy ze sobą o czym rozmawiać. Wiele spraw nas łączy. Poza tym my się po prostu przyjaźnimy. Po tylu latach to bezcenne. Wykonujemy dosyć interesujące zawody, zawsze jest o czym rozmawiać. Łączy nas wspólne grono przyjaciół z naszego środowiska. Nasz związek jest dojrzały, zwyczajnie cenimy sobie bycie razem.

Dzieli Was dość duża różnica wieku. Chyba 16 lat? Być może to jest jakiś klucz wzajemnego zrozumienia. Faceci rówieśnicy są raczej mniej dojrzali niż kobiety…
Nie czujemy tej różnicy, ani w jedną, ani w drugą stronę. Może być ona istotna i zauważalna jedynie dla kogoś z zewnątrz.

„Wielką czułość ci dam, bilet aż do nieba bram zafunduję ci”. To cytat z piosenki „Luz blues” napisanej przez pana Marka. To o Pani?
Żałuję, ale nie. Kiedy Marek to pisał, nie znaliśmy się jeszcze. Marek napisał dla mnie całą pierwszą płytę „Senna jak lawina” i połowę drugiej - „Dark Night”. Na trzecią płytę specjalnie dla mnie napisał z Sewerynem Krajewskim tytułowy utwór „Dziś Bar Nostalgia”. Reszta tej płyty to światowe evergreeny w nowych wykonaniach. Myślę, że bywam dla niego muzą bardzo często. Zwłaszcza przy porannej jajecznicy (śmiech).

Słuchałem płyty „Bar Nostalgia”. Przeniosła mnie do „królestwa marzeń”. Skąd wziął się na nią pomysł?
Z pianistą Bogdanem Hołownią zagraliśmy kiedyś piękny koncert w toruńskim Baju Pomorskim. Towarzyszyli nam Paweł Pańta i Czarek Konrad, czyli kiedyś niezwykła sekcja wielkiego Andrzeja Kurylewicza. Dziś tworzą wspaniałe trio z Włodkiem Pawlikiem. Poznałam ich, śpiewając w Piwnicy Wandy Warskiej. Zamarzyło mi się, by nagrać na płycie taki koncert z moimi ukochanymi piosenkami. To było ryzykowne, ale bardzo przyjemne doświadczenie.

Ryzykowne? Chyba dlatego, że jest to jednak muzyka dla koneserów. Nie popowa, a klimatyczna.
To niezwykła płyta. Pełna wspaniałych muzyków i niepowtarzalnych solówek. Kilka z nich to światowa półka.

Kusi już sama okładka. Pani zrobiona na lata 30. Do twarzy Pani w tej stylizacji!
Bardzo dobrze czuję się w tamtej stylistyce. W takich strojach, śpiewając właśnie takie piosenki.

Dzisiejsze czasy są zupełnie inne.
Jest dużo trudności. Jeśli nie pisze się o własnych nieszczęściach i przygodach, co mnie akurat nie interesuje, to nie jest łatwo dla takiego głosu jak mój stworzyć repertuar. I muzycznie i tekstowo. Powiedzmy, że tekstowo, to mogłabym dzięki Markowi mieć najlepszy materiał, ale z kompozycjami jest problem. Więc kiedy nadarzyła się okazja, nagrałam tę wymarzoną płytę.

Niezapomniana jest także Pani piosenka „Krąg życia” do polskiej wersji słynnego „Króla lwa”.
To było dawno temu. Poszukiwano wykonawcy do zaśpiewania tej polskiej wersji. Wielu artystów jakoś sobie z nią nie radziło. Wówczas Małgosia Kożuchowska, wiedząc, że poszukują niskiego głosu, poleciła mnie. Poszłam, nagrałam. Miło było usłyszeć radosne „WOW!” po wysłuchaniu mojej wersji przez ludzi ze studia Walta Disneya. Do dziś fani tej wersji utrzymują ze mną kontakt.

Czy wykonując piosenkę do bajki, myślała Pani, że kiedyś będzie mogła ją zaśpiewać swojemu dziecku?
Chyba nie, ale Ksawery bardzo lubi ten film i moją piosenkę. Przez pewien czas był także fanem „Metra”. Cztery lata temu była dwudziesta rocznica musicalu. Obejrzał z wypiekami na twarzy jubileuszowy spektakl. Teraz woli jednak bardziej rockandrollowe klimaty.

Z „Metrem” spędziła Pani trochę czasu…
W „Metrze” występowałam dwa lata, zagrałam 500 przedstawień.

Jak to się zaczęło?
Po trzecim roku studiów na UMK przeniosłam się do stolicy i pedagogikę dokończyłam już na Uniwersytecie Warszawskim. Trafiłam na ostatnie eliminacje do „Metra” i zostałam przyjęta.

Toruń o Pani pamięta?
Czy ja wiem… Ale jeśli nie, to chyba robi błąd. Ja wciąż go noszę w sercu.

Co Pani przywołuje w pamięci z tego miasta?
Hasło Toruń to przede wszystkim moja rodzina, a także Lucyna Sowińska i jej Studio Poetyckie. To są dwa główne punkty na mapie mojego rodzinnego miasta. Studio Poetyckie to miejsce, które najbardziej odcisnęło się na mojej osobowości. To, czego się w nim nauczyłam, procentuje przez całe życie. To było wspaniałe, owocne sześć lat.

Z dużą radością widywalibyśmy Panią na toruńskiej scenie.
Wystarczy mnie tylko zaprosić.

Jest Pani absolwentką „piątki”. Wspomina Pani ogólniak?
Miałam bardzo ciekawą, pełną znakomitych osób klasę i zawsze serdecznie ją wspominam. Profesor Gołaszewska, która była naszym wychowawcą, to również niezwykła postać. Z przyjaciółmi spotykamy się przy okazji rocznic. Zawsze jest to miłe.

W tym roku będzie Pani świętować okrągłe urodziny. Czy to przekroczenie jakiejś magicznej granicy? Mnie zawsze o to pytali, a ja odpowiadałem, że jak skończyłem pięćdziesiątkę, to nic się szczególnego nie wydarzyło.
Mam pomysł, by zorganizować koncert rocznicowy. Oczywiście pojawiają się różne refleksje, ale wieku jeszcze specjalnie nie czuję ani w kościach, ani na twarzy, więc jakoś mnie to szczególnie nie boli.

Co uważa Pani za swój największy sukces?
Największy sukces to moja rodzina. Totalna baza. Myślę, że jeszcze różne rzeczy przede mną, więc nie pora na podsumowania. Nie wiadomo, co przyjdzie mi do głowy. Realizacja planów, zwłaszcza tych płytowych, zależna jest jednak od możliwości finansowych…

Często zastanawiam się nad tym, czy artyście łatwiej się żyje czy trudniej, gdy patrzy na to, co dzieje się dookoła…
Jeżeli jest się artystą niepogodzonym, to pewno trudniej, bo to niełatwy zawód. Kapryśny. Trzeba mieć bardzo twardy tyłek, nie mieć miękkiego serca i być bardzo odpornym. Końskie zdrowie też się przyda. To jest bardzo trudne środowisko. Nie jest różowo. Ale kto powiedział, że będzie… Choć kiedyś bywało łatwiej.

Myślę, że show-biznes stał się bardzo drapieżny, bezwzględny. Wszędzie liczą się tylko słupki oglądalności.
Ale taki jest cały świat! Nigdzie nie jest inaczej. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy w to wchodzić i brnąć, brać udział w tej grze czy nie? Jak mi się coś nie podoba, to się wycofuję.

Sądzę, że jest Pani osobą szalenie delikatną.
Jestem osobą o dwóch obliczach. Delikatną i twardą jednocześnie.

Kruchość jest pozorna?
W niektórych sytuacjach jestem bardzo zdecydowana.

To akurat w dzisiejszych czasach jest dobre. Spytam Panią jeszcze, jako piękną kobietę, czy uroda ma znaczenie? Czy ładnym jest łatwiej w życiu?
Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, bo nie wiem, co to znaczy być ładnym albo nieładnym? To pojęcie względne.

Oczywiście, można zawsze myśleć o pięknie wewnętrznym…
Raczej łatwiej powiedzieć, czy ktoś jest atrakcyjny lub nieatrakcyjny niż ładny czy brzydki. Naprawdę pięknych ludzi nie jest aż tak dużo. Do nich się nie zaliczam, choć niektórzy twierdzą, że jestem atrakcyjna… Raczej jestem bardziej charakterystyczna niż większość społeczeństwa, przez wysoki wzrost, niski głos, włosy. Jednak u nas w Polsce zbyt duża oryginalność jest raczej przeszkodą, zupełnie inaczej niż na całym świecie.

Czyli ściągamy takie osoby do dołu?
Nie wiem, czy do dołu, ale… obserwuję równanie do…

…średniego poziomu…
Właśnie tego nie cierpię, nie znoszę. Uważam, że oryginalność, indywidualność, wyjątkowość powinny być premiowane i doceniane. A takie tworzenie zunifikowanych zastępów dla korporacji mnie przeraża.

Nadal nie wiem, czy uroda pomogła Pani w karierze?
Było takie zabawne zdarzenie po premierze musicalu „Metro” w Nowym Jorku. Kiedy siedzieliśmy na uroczystym bankiecie w słynnej restauracji Towern of Green w Central Parku, zostałam dyskretnie przywołana palcem przez pewną elegancką blondynkę. Wszyscy mnie ponaglali, bym szybko do niej podeszła, bo to ktoś bardzo ważny. Okazało się, że to żona pana Zbigniewa Brzezińskiego. Powiedziała mi kilka miłych rzeczy, a na koniec stwierdziła: „pani tu zrobić big success. Proszę tu zostać”. Ale nie zostałam, tylko wróciłam.

Nostalgia za krajem? Wierzby, bociany…
Nie bociany, tylko Marek! Wróciłam, bo już wtedy byłam z nim związana.

A co takiego Marek miał, że warto było wrócić?
Dzisiaj, to bym się musiała długo zastanawiać, ale wtedy było to dla mnie oczywiste, nie podlegało dyskusji (śmiech).

Co Pani się się w nim najbardziej podoba, co Pani ceni?
Inteligencję, dowcip i delikatność.

A wracając do wspomnianej oryginalności - blondynka, która się nazywa „Dark”, to duża przewrotność.
Pseudonim wymyślił mój mąż, jeszcze jak byłam w Nowym Jorku. Tak, żeby zacząć nowe życie pod przewrotnym nazwiskiem.

Fajne, bo dowcipne.
Nie każdy to odbiera jak pan. Na początku musiałam się długo i gęsto z tego tłumaczyć. Wiele, wiele osób było szalenie oburzonych.

Za skojarzenie z bohaterką narodową Francji, Dziewicą Orleańską?
Za skojarzenie, i w ogóle za pomysł…

Dotyczyło to chyba tylko pewnych kręgów ponuraków. Mnie się podoba.
To miłe!

*Joanna Dark

Ur. w Toruniu w 1965 r., wystąpiła w 500 spektaklach w brodwayowskim składzie
musicalu „Metro”. Wydała płyty: „Nie bój się latania”, „Dark Night”, „Bar Nostalgia” oraz piosenki na płycie „Agnieszka”. Aktualnie przygotowuje jubileuszowy koncert. Żona Marka Dutkiewicza, mama 12-letniego syna Ksawerego.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3