Najgłośniejsze zbrodnie w Bydgoszczy. Mieszkańcy pamiętali o nich latami

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
Te zbrodnie wstrząsnęły mieszkańcami Bydgoszczy. Poznaj historie najokrutniejszych morderstw w mieście.
Te zbrodnie wstrząsnęły mieszkańcami Bydgoszczy. Poznaj historie najokrutniejszych morderstw w mieście. Narodowe Archiwum Cyfrowe/123RF
Każda zbrodnia budzi sprzeciw, wywołuje szok i poruszenie. Jednak niektóre z przestępstw, te szczególnie okrutne – wstrząsają całą lokalną społecznością. Takich wyjątkowych zdarzeń w historii Bydgoszczy było, niestety, niemało. O nich mieszkańcy pamiętali długo, całymi latami i dekadami. W naszym cyklu chcemy przypomnieć najgłośniejsze z nich.

Sześć dziewcząt

Najgłośniejsza w XX wieku seria zabójstw dokonanych w Bydgoszczy wydarzyła się na początku dwudziestolecia międzywojennego, w 1923 roku.

Pod koniec lipca, w trakcie żniw, w podbydgoskim Osielsku, pośród snopów zboża, rolnicy znaleźli zwłoki młodej kobiety. Była to Bronisława K., pracownica browaru w Myślęcinku. Dziewczyna zginęła od noża, którym sprawca zabójstwa podciął jej głęboko gardło.

W połowie sierpnia tego samego roku robotnicy rolni w Złotnikach Kuj. w okolicach stacji kolejowej natknęli się na świeżo rozkopaną ziemię. Kiedy odrzucili wierzchnią warstwę, ich oczom ukazały się zwłoki Marii W. Ona także miała poderżnięte nożem gardło.

W mieście wybuchła panika. Żadna bydgoszczanka nie chciała samotnie wyjść z domu po zmroku, zawierać nowych wiadomości i odpowiadać na ogłoszenia.

Policji udało się ustalić nieco szczegółów dotyczących przebiegu tej zbrodni. Okazało się, że dziewczyna w Bydgoszczy poszukiwała pracy. Dwa dni przed znalezieniem zwłok przeczytała w lokalnej gazecie ogłoszenie „Samotny pan poszukuje gospodyni” i postanowiła się zgłosić. Spotkanie z przyszłym pracodawcą miało odbyć się w kawiarni „Teatralna” nad Brdą. Policja założyła, że doszło do spotkania nie z potencjalnym pracodawcą, ale z zabójcą. Prawdopodobnie morderca zwabił kobietę do Złotnik Kuj. Ta teza przemawiała za tym, że zbrodniarz zabija dla przyjemności czy też potrzeby zabijania. W mieście wybuchła panika. Żadna bydgoszczanka nie chciała samotnie wyjść z domu po zmroku, zawierać nowych wiadomości i odpowiadać na ogłoszenia.

Handel w Bydgoszczy na starych zdjęciach [galeria]

Panika jeszcze wzrosła we wrześniu, kiedy kolejną ofiarę znaleziono w Wałdowie w powiecie świeckim. Tym razem zabójcę zapamiętali świadkowie. Jego rysopis podobny był do poszukiwanego listem gończym po całej Polsce seryjnego zabójcy Langego.
Do końca 1923 roku w identycznych okolicznościach z ręki mordercy zginęły jeszcze trzy kolejne bydgoszczanki! Strach nie opuszczał młodych kobiet w mieście, mnożyły się fałszywe oskarżenia i podejrzenia. Na sześciu ofiarach jednak się skończyło. W następnym roku Lange został ujęty i choć pomimo długotrwałego śledztwa nie udowodniono mu żadnej zbrodni, zabójstwa dziewczyn w Bydgoszczy ustały. Kto był mordercą, nigdy policji nie udało się ustalić.

Przeczytaj:
Po zmroku napadali na kobiety niosące całodzienny utarg

Zbrodnia w domu Trieblerów

Było to wydarzenie, które do głębi poruszyło bydgoszczan. Pospolity rabuś z zimną krwią zamordował dwójkę dzieci znanego bydgoszczanina. Na pogrzeb ofiar, 3 kwietnia 1960 roku przyszły prawdziwe tłumy. Jak oszacowała (z pewnością z przesadą) ówczesna prasa, świadkami pogrzebu chciało być 60 tys. ludzi, czyli co trzeci mieszkaniec Bydgoszczy! Dowodem na to, że spodziewano się takiego „oblężenia” był fakt, iż MZK podstawiło… dodatkowe autobusy na Błonie, tam bowiem, na cmentarzu na Jarach, chowane były dzieci.

Tak zmieniło się miejsce po bydgoskiej Kaskadzie [zdjęcia]

Do zdarzenia doszło 30 marca 1960 roku. Cecylia Triebler, wdowa po znanym powszechnie w Bydgoszczy artyście rzeźbiarzu, właścicielu zakładu kamieniarskiego przy ul. Dworcowej, Piotrze, prowadząca dalej zakład, wróciła do swojego mieszkania przy ul. Długosza ok. godz. 20.45. W mieszkaniu był bałagan, a wśród rozrzuconych przedmiotów leżała w kałuży krwi konająca 18-letnia córka Gabriela. W sąsiednim pokoju znajdowało się ciało kolejnego dziecka, 14-letniego syna Pawła, już martwego, z rozbitą głową i zaciśniętym na szyi elektrycznym kablem.

Spodziewał się, że w mieszkaniu mogą mieć majątek. Przyszedł z łomem i nożem. Nie chciał zabijać, jak twierdził, tylko ogłuszyć domowników, ale wpadł w panikę…

Do zdarzenia doszło, jak ustaliła wezwana milicja, około godziny 20. Sąsiedzi słyszeli wówczas jakiś hałas. Zabójca zabrał z mieszkania tylko futro, aparat fotograficzny i dwa zegarki. Spieszył się.

Podejrzenie padło na ostatniego klienta warsztatu kamieniarskiego, 22-letniego Tadeusza R. z Warszawy, który umawiał się na wizytę w mieszkaniu Trieblerów na godz. 20.30. Rozesłano listy gończe, ruszyła nienotowana dotąd w mieście obława. Po północy ktoś zobaczył samotnego osobnika wędrującego wzdłuż torów kolejowych na Gdańsk. Na widok milicji nie stawiał oporu. Ubranie miał poplamione krwią, a w torbie skradzione z mieszkania Trieblerów przedmioty.

Dwa miesiące później rozpoczął się przy wypełnionej po brzegi sali sądowej proces Tadeusza R. Był dla bydgoszczan autentycznym wielkim widowiskiem, tak byli nadal poruszeni dokonaną zbrodnią. Przewód trwał tylko trzy dni i zakończył się wyrokiem śmierci. Morderca był złodziejem – recydywistą i kamieniarzem. Słyszał o Trieblerach i spodziewał się, że w mieszkaniu mogą mieć majątek. Przyszedł z łomem i nożem. Nie chciał zabijać, jak twierdził, tylko ogłuszyć domowników, ale wpadł w panikę…
Sąd Najwyższy wyrok utrzymał, a Rada Państwa odmówiła łaski. Dwa miesiące później Tadeusz R. został stracony.

Czytaj także

Potwór w skórze baranka

12 listopada 1959 r. Teresa J. wracająca z pracy do domu w Niemczu została napadnięta przez mężczyznę. Ktoś go spłoszył, więc uciekł. Rozpoznała w napastniku Stefana R., mieszkańca Osielska, powszechnie znanego, także i milicji. Był to zwykły, spokojny nieśmiały człowiek, przykładny mąż i ojciec, z zawodu kowal. Puszczono go więc wolno, uznając, że kobieta pomyliła się.
Minęło 5 lat.

Jak pół wieku temu wirus z Chin zajrzał PRL-owi w oczy [grypa Hongkong]

Wiosną 1965 roku w lesie w okolicy ul. Smukalskiej znaleziono odrażająco okaleczone zwłoki kobiety. Była to chora umysłowo 25-letnia Zofia Ł. z łodzi, ostatnio tułająca się po Bydgoszczy. Napastnik po zgwałceniu jej udusił, a po utracie przytomności – poderżnął nożem gardło.

Próba odtworzenia ostatnich godzin w życiu ofiary oraz jej kontaktów towarzyskich okazała się niemożliwa. Szukanie napastnika było w tej sytuacji igły w stogu siana. Szybko nazwano wampirem.

Jak sam mówił – odczuwał potrzebę fizycznego znęcania się nad kobietami.

13 marca 1966 roku w lasku Gdańskim znaleziono kolejne zwłoki młodej kobiety z rozciętym brzuchem i innymi ranami, okoliczności śmierci były identyczne. Tym razem ofiarą była Danuta K. znana w bydgoskim półświatku. Jak ustalono w śledztwie, krytycznego dnia ofiarę widziano z nieznajomym mężczyzną w paru bydgoskich restauracjach. Sporządzono jego portret pamięciowy. Przebadano początkowo 2500 osób. Bez powodzenia. Krąg podejrzanych poszerzono. Miesiąc żmudnej pracy sprawił, że zabójcę znaleziono. Był nim właśnie… 37-letni Stefana R. z Osielska.

Przyznał się do obu zbrodni i napadu sprzed 7 lat. Jak sam mówił – odczuwał potrzebę fizycznego znęcania się nad kobietami.
Rozprawa sądowa odbyła się w dniach 15 października - 13 listopada 1968 roku. Zainteresowanie procesem było tak wielkie, że porządku na korytarzach sądu musiała pilnować milicja.

Ostatecznie sąd przychylił się do opinii części biegłych i pełnej poczytalności Stefana R. i skazał go na karę śmierci. Sąd Najwyższy wyrok utrzymał w mocy.

Stefan R. został stracony latem 1969 roku w Warszawie.

Zobacz również:

Bydgoszcz na starych fotografiach. To samo miejsce dawniej i...

Bo nie chciała…

Do odkrycia tej zbrodni doszło 26 stycznia 1973 roku, kiedy mieszkaniec ulicy Stromej nad ranem w ciemnościach potknął się o... ludzkie zwłoki. 26-letnia kobieta zmarła na skutek uduszenia, a do zgwałcenia i zabójstwa doszło ok. godz. 20 poprzedniego wieczoru. Po śmierci ciało zostało zawleczone w głąb posesji i ukryte. Zabójca zabrał torebkę i zegarek. Bydgoszcz znów opanował strach, kobiety bały się same chodzić po mieście wieczorem.

Przez miesiąc milicja nie mogła znaleźć żadnego śladu. Sprawa ruszyła z miejsca dopiero gdy jeden z mieszkańców Szwederowa zgłosił się z informacją, że widział damski zegarek u kolegi, który chciał go najpierw sprzedać, a potem wyparł się, że nigdy go nie miał. Miesiąc po zabójstwie Krzysztof K. został zatrzymany. Zegarek, jak przyznał, wrzucił do Brdy. Podejrzany miał za sobą kryminalną przeszłość. Jako dziecko przebywał już w zakładach poprawczych, jako dorosły w więzieniu za kradzieże. Zwolniony z niego został… na dwa miesiące przez zabójstwem na ul. Stromej.

Jak mówił, skłonił go do tego wewnętrzny przymus, któremu nie potrafił się oprzeć.

Proces rozpoczął się 6 listopada. Wobec spodziewanych tłumów wprowadzono... karty wstępu na sądową salę.
Jak sam oskarżony zeznał, w dniu zabójstwa odebrał zaliczkę z Eltry, gdzie został zatrudniony. Pił całe popołudnie w knajpie. Szukając pieniędzy na wódkę, schodził ul. Stromą do centrum miasta.

Tam zaczepił swoją ofiarę. Wyrywała się, więc udusił szalikiem. Jak mówił, skłonił go do tego wewnętrzny przymus, któremu nie potrafił się oprzeć.

Prokurator wniósł o karę śmierci. Sąd się do wniosku przychylił, podkreślając jej odstraszający wymiar dla wszystkich potencjalnych sprawców przestępstw godzących w zdrowie i życie człowieka. Rewizja obrońców i ponowna rozprawa przed Sądem Najwyższym nie zmieniła sentencji wyroku. Rada Państwa odrzucił prośbę o łaskę. 27 maja 1974 roku wyrok został wykonany.

Zobacz również:

Bydgoszcz Główna - dawniej i dziś [zobacz zdjęcia]

Tak okrutna osobowość...

Ta zbrodnia, a właściwie dwie zbrodnie popełnione przez młodego człowieka wywarły na mieszkańcach miasta ogromne wrażenie.
Do pierwszej zbrodni doszło 1 października 1996 roku w jednym z mieszkań w nowym Fordonie. Zginął wówczas 14-letni Dawid K. Chłopiec śmierć miał okrutną. Agonia trwała kilkanaście minut po serii uderzeń głową o kaloryfer i po poderżnięciu gardła nożem. Drobiazgowe śledztwo nie przyniosło rezultatu, mimo iż zabójca, kuzyn ofiary, znalazł w kręgu podejrzanych. Na dwa i pół roku akta sprawy spoczęły w prokuratorskiej szufladzie.

12 maja 1999 roku z Brdy wyłowiono ukryte w turystycznej torbie poćwiartowane zwłoki ledwie 16-letniej mieszkanki jednej z kamienic w centrum Bydgoszczy.

W czasie procesu biegli bezradnie rozkładali ręce, twierdząc, że z taką okrutną osobowością zabójcy jeszcze się nie zetknęli.

Tym razem zabójcy nie trzeba było długo szukać. Zostawił w swoim mieszkaniu przy Gdańskiej, gdzie dosłownie zadźgał swoją sąsiadkę, mnóstwo śladów. Wcześniej jednak zdążył z uśmiechem na twarzy zaoferować pomoc w poszukiwaniach zaginionej. Jak potem ustalono, ziewczynę zabijał przez prawie pół godziny. Najpierw tłuczkiem do mięsa, potem nożem.

W lipcu 2000 roku 22-letni wówczas Jacek B., cukiernik z Bydgoszczy, który na 8 miesięcy zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej, aby zakosztować ekstremalnych wrażeń, skazany został na karę dożywotniego więzienia. W czasie procesu biegli bezradnie rozkładali ręce, twierdząc, że z taką okrutną osobowością zabójcy jeszcze się nie zetknęli. Wielu przyznawało wówczas, że mimo moratorium na wykonywanie kary śmierci w tym akurat przypadku byłaby ona jedną jedyną możliwą...

Bydgoszcz w odtajnionych aktach CIA [rysunki, raporty]

POLECAMY: Smaki Kujaw i Pomorza SEZON 2 ODC 11

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Po co komu takie wspomnienia?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3