Kudłacze na lawendowych polach

Redakcja
Udostępnij:
W podróżowaniu najbardziej lubię samą... podróż. Samolot mnie nie kręci, gdy z niego wysiadam, jestem jak przesadzona roślinka. W camperze czuję przygodę, przemieszczam się powoli, podziwiam widoki - opowiada o prowansalskiej przygodzie Anna Wyrzykowska

- Może myślisz - skoro lawenda jest symbolem Prowansji, to musi kwitnąć wszędzie i zawsze? I tutaj niespodzianka. Tak nie jest! Tych prawdziwych pól lawendy trzeba poszukać i co więcej pojechać tam w czasie kwitnienia, gdy jej zniewalający zapach unosi letni wiatr - tak zaczyna swoją opowieść podróżniczka Anna Wyrzykowska, która w ubiegłym roku dwa wakacyjne miesiące spędziła właśnie w Prowansji.

Na fioletowych dywanach
Francuzi uważają, że prawdziwa lawenda rośnie, tam gdzie rozwiewa ją mistral, czyli w górnej Prowansji od zboczy górskich Vercors po Alpy Wysokie i Drôme. Rosnąca w tym rejonie, posiada certyfikat kontrolowanego pochodzenia A.O.C, który potwierdza najczystszy olejek eteryczny destylowany w sposób naturalny z lawendy rosnącej powyżej 800 metrów. - Pojechaliśmy szukać lawendy i podziwiać najpiękniejsze miasteczka Gordes, Ménerbes, Roussilion, Lourmarin, Lacoste, Bonnieux w rejonie Luberon. Pola lawendy zobaczyliśmy w drodze do Roussilion. Widok niezapomniany. Jeżeli w nie wejdziesz, wtedy pachniesz wszystkim co widzisz. Twoje ciało chłonie zapach. W pobliskim miasteczku rozsmakowaliśmy się w niebieskich lawendowych lodach, a w Moustiers-Ste-Marie skusiliśmy się na naleśniki z miodem lawendowym. Jadąc w te strony, koniecznie kierujcie się zapachem - zachęca pani Anna.

Po Toskanii musiała być Prowansja
To właśnie romantyczne pola lawendy zainspirowały panią Anię i jej rodzinę do wyprawy do Francji. Po zachwyceniu się Toskanią bardzo chcieli porównać te dwie przesławne krainy. Dodatkowym argumentem był fakt, że syn Mikołaj uczy się francuskiego i chciał na żywo skonfrontować swoje umiejętności językowe. Powód praktyczny. Do tego bliskość Lazurowego Wybrzeża powodowała, że cała trójka podróżników nie musiała się długo namyślać. Och, przepraszam, w zasadzie nie trójka, a piątka, bo uczestniczkami wyprawy były również Nebra i Lalka. Dwa owczarki szkockie collie - matka z córką.

Psy też lubią podróżować
Psy równie chętnie podróżują. Wystarczy otworzyć samochód, a już do niego wskazują gotowe do drogi. - Ale nie w każdej wyprawie uczestniczą, choć żaden z piątki owczarków nie ma choroby lokomocyjnej, bo od małego jeżdżą samochodem. Niektóre wyprawy byłyby dla nich męczące. Jeżeli wiemy, że nocować będziemy na wsi, na winnicach, nad morzem, to je zabieramy - mówi podróżniczka. Długi pobyt w dużych miastach, dla psów przywykłych do przebywania w lesie, nie będzie żadną przyjemnością, a pani Ania chce, by wszyscy na wakacjach dobrze się czuli.

Pomysł na campera
Podróże bez ograniczeń, bez noszenia bagaży i zamawiania noclegów były jednym z powodów zakupu domu na kółkach. - „Kupcie campera” - kusili sąsiedzi, widząc jak pakujemy się na długie wakacje. Sprzedaliśmy osobówkę i... staliśmy się właścicielami dużego auta - wspomina pani Anna. Wkrótce odkryli uroki podróżowania camperem. W Polsce ten typ turystyki nie jest jeszcze popularny, nie ma infrastruktury, nie ma serwisów. - U nas, jak zobaczymy camperowca - cieszymy się wykrzykując - o wreszcie camper, oni też gdzieś jadą, a za granicą, we Francji czy we Włoszech, nie są one niczym niezwykłym. Podróżujący tymi autami mają fantazję. Spotykaliśmy campery przerobione z cystern, z dostawczaków, z wozów strażackich... - wylicza podróżniczka.

Radość odkrywania
- Wybieramy regiony, w które chcemy pojechać, interesujemy się, co ciekawego się tam wydarzyło, poznajemy historię. Czasami dopiero na miejscu, dowiadujemy się od ludzi co warto zobaczyć - mówi pani Ania. Są to informacje, których nie można znaleźć w przewodnikach. Podróżnicy chcą, by wyprawy nie były bezsensownym przejechaniem się, zrobieniem zdjęć i gonitwą dalej. - Jak po drodze jest coś pięknego, to się zatrzymujemy i wysiadamy. Nie lubimy mieć wytyczonej trasy. Zero ułożenia. Podróż to nie są tylko zaliczone miejsca, to są przede wszystkim wrażenia, które w nas zostają, i... ludzie spotkani po drodze. To są refleksje i uczucia, które po powrocie zostają przesiane przez czas i... wtedy dopiero wiem, co było najważniejsze - zwierza się podróżniczka.

Noc na winnicy
„France Passion” to stowarzyszenie promujące współpracę pomiędzy producentami rolnymi, a posiadaczami camperów. Właściciele gospodarstw zapewniają camperowcom jedną noc za darmo. W katalogu stowarzyszenia są namiary co i gdzie można kupić, miód naturalny, kozie sery, wino... - I tak korzystając z GPS znaleźliśmy się w posiadłości, która zdawała się wyrastać wprost z przeszłości. Właściciel siedemnastowiecznej winnicy, gdy tylko nas zobaczył, w odruchu serdeczności zaprosił na degustację swego wina: różowe, czerwone mniej i bardziej wytrawne…”Na dobry sen” - powiedział z uśmiechem. I rzeczywiście dobrze się spało na winnicy wśród winogron. Tego wieczoru poczuliśmy się na tej winnicy jak długo wyczekiwani goście- z rozmarzeniem opowiada podróżniczka.

Piaf na ulicy
Do Francji pani Ania wzięła skrzypce, Mikołaj gitarę i pogrywali na ulicach. Mieli kapelusz, ale wcale nie chodziło o pieniądze, tylko o frajdę, że ludzie ich słuchają. Podchodzili do nich, gadali o wszystkim. - O tym, że z Polski, że lubimy Francję... Graliśmy dla samej radości występowania. Czy to nie piękne? Móc stanąć na ulicy i zagrać jedną piosenkę Edith Piaf „Nie żałuję niczego”... „Ani dobra, które mi uczyniono, ani zła...” Ja też niczego w życiu nie żałuję! - zwierza się podróżniczka. Zagranie piosenek Edith Piaf we Francji były dla obojga marzeniem, a przecież w życiu o to chodzi, by spełniać marzenia... - Nie ma w tym obciachu, w końcu nie na darmo jesteśmy „Kudłaczami”!- zaznacza pani Anna.

Z dystansem do siebie
Ksywka „Kudłacze” przylgnęła do nich. Świetnie pasuje. I nie chodzi tu tylko o bujne włosy członków rodziny Wyrzykowskich, czy bujną sierść owczarków, ale przede wszystkim o to, że nie lubią ułożonego trybu życia, nienawidzą schematów. Są trochę postrzeleni, lubią wolność, mają dystans do siebie, trochę przypominają dawnych hipisów. -W te wakacje ruszają na kolejną dwumiesięczną wyprawę. - Nazwaliśmy ją „Francja z pasją” bo chcemy być w miejscach, które zachwycają, ale także zmieniają i spotykać ludzi, którzy podzielą się z nami swoimi pasjami - cieszy się pani Anna.

Anna Wyrzykowska
pasjonatka podróży i fotografii, autorka wielu publikacji, gra na skrzypcach, organach, gitarze. Mąż Wojtek, syn Mikołaj, uczeń I lasy licealnej, autor dwóch książek „Opowieści z Sosnowego Lasu” oraz „Kudłacze w podróży. Włochy na trzy collie”

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie