Krewny yeti w Malezji?

Tadeusz Oszubski
Świadkowie widzieli podobno yeti w Tybecie, na Syberii oraz na pograniczu Kanady i USA. Najnowsze doniesienia o obserwacji takich istot pochodzą z dżungli Malezji.

Świadkowie widzieli podobno yeti w Tybecie, na Syberii oraz na pograniczu Kanady i USA. Najnowsze doniesienia o obserwacji takich istot pochodzą z dżungli Malezji. 

<!** Image 2 align=right alt="Image 45380" sub="Portret pamięciowy stworzenia widzianego w tropikalnych lasach stanu Johor.">W ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy pojawiły się doniesienia o zaobserwowaniu porośniętych futrem hominidów w dżungli na południu stanu Johor w Malezji. Miała to być rodzina yeti, czy też Bigfootów, złożona z dwóch osobników dorosłych i jednego młodego. O reliktowych hominidach z Malezji zaczęło być głośno na całym świecie. Do tego azjatyckiego kraju zaczęli ściągać nie tylko turyści, ale też i poszukiwacze przygód oraz całe ekipy amatorów kryptozoologii. Władze w Kuala Lumpur postanowiły więc zająć oficjalne stanowisko w tej sprawie.

Sazmi Miah, sekretarz stanu w malezyjskim ministerstwie ochrony środowiska, na specjalnie w tym celu zorganizowanej konferencji prasowej na początku stycznia tego roku oświadczył, że brak jakichkolwiek dowodów na istnienie yeti, czy też Bigfootów na terenie Malezji. Miah podkreślił, że wszystko opiera się na zeznaniach kilku świadków, a brakuje materialnych śladów, takich jak włosy czy odchody nieznanych stworzeń. Poza tym, przez minione 40 lat, czyli tak długo, jak malezyjskie władze zajmują się środowiskiem naturalnym, żaden świadek nie złożył meldunku o zaobserwowaniu w dżungli człekopodobnej istoty. Nie ma nawet lokalnych legend mówiących o jakichś żyjących w dżungli „dzikich ludziach”.

<!** Image 3 align=left alt="Image 45380" sub="Odlew odcisku stopy pozostawionego w dżungli przez domniemanego yeti z Malezji.">Miah podkreślił, że na obszarze, na którym jakoby widziano malezyjskie yeti, od kilku lat zainstalowane są urządzenia do monitorowania dżungli, w tym automatyczne aparaty fotograficzne dokumentujące życie fauny. Jednak żadne z tych urządzeń nie zarejestrowało obecności zwierzęcia nieznanego nauce.

- Jeżeli tam naprawdę jest Bigfoot, to mocnym dowodem jego istnienia byłby obraz zarejestrowany przez aparaty fotograficzne - oświadczył sekretarz stanu Miah. - Świadkowie widzieli zapewne małpy lub niedźwiedzie. Jako dowód istnienia Bigfoota przedstawiono odlew odcisku jednej stopy. To zapewne żart, bo żadne zwierzę nie może chodzić tylko na jednej nodze.

Ze stanowiskiem rządu Malezji nie zgadza się wielu kryptozoologów, a także część lokalnych władz stanu Johor. Dla tych ostatnich zainteresowanie okazane domniemanym reliktowym hominidom stało się prawdziwą żyłą złota, bo w ostatnich miesiącach znacznie zwiększył się ruch turystyczny w regionie Johor.

<!** reklama right>W marcu 2006 roku malezyjskie władze oficjalnie zabroniły obcokrajowcom coraz liczniej przyjeżdżającym do Johor przeczesywania stanowej dżungli w poszukiwaniu domniemanej Wielkiej Stopy. Za polowanie na yeti bez specjalnego zezwolenia groziły łowcom surowe kary: grzywny w wysokości 2,5 tys. dolarów, a nawet więzienie - do 3 lat. Te restrykcje spowodowane były decyzją, że to obywatel Malezji, a nie jakiś przyjezdny ma odkryć nieznane nauce stworzenie.

Władze zachęcały mieszkańców okolic, gdzie podobno widywano rodzinę yeti, do kupowania specjalnych zezwoleń na przeczesywanie parku - dokument kosztował zaledwie 1 dolara USA. Niektórzy Malezyjczycy skorzystali z tej propozycji, jak na razie bez skutku. Jednak większość ludności stanu Johor, w tym i lokalni przywódcy, sprzeciwili się polityce władz. Ludzie ci żyją z turystyki i decyzję, aby zabronić przybyszom z innych państw wstępu do parku narodowego, uważali za niedorzeczną.

Malezja jest krajem słynącym z malowniczych plaż i pięknych lasów. Właśnie te atrakcje przyciągają masy turystów - w 2007 roku ma ich przybyć do Malezji aż 20 milionów. Wprowadzony zakaz odstraszał jednak potencjalnych przyjezdnych. Władze to zrozumiały i już po trzech miesiącach nacisku lobby turystycznego park narodowy otwarto dla wszystkich.

Tłum turystów, łowców przygód i kryptozoologów od miesięcy tropi yeti w Malezji. Wciąż jednak brak potwierdzenia, że nieznane nauce hominidy faktycznie żyją w tropikalnych lasach stanu Johor.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie