Funka ma już 70 lat

Funka ma już 70 lat

Krystyna Lubińska

Express Bydgoski

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Funka ma już 70 lat
Ta ukryta w Borach Tucholskich stanica to kolebka przedwojennego harcerstwa wodnego.
Funka ma już 70 lat

Ta ukryta w Borach Tucholskich stanica to kolebka przedwojennego harcerstwa wodnego.


- Nie było jeszcze Harcerskiego Ośrodka Wodnego w Funce, a my już na początku lat 30. rozbijałyśmy obozy w Charzykowie - wspomina Lidia Scenrówna-Michalikowa z Nowego Sącza. Harcerki z całej Polski zabierała tam na wodne harce zapalona żeglarka Janka Bartkiewiczówna z VII Drużyny Harcerek im. Marii Konopnickiej w Toruniu.


Pierwszy był Wilandt


Wieś Charzykowy, położoną zaledwie 6 km od Chojnic, odnotowali już, co prawda Krzyżacy w swoich dokumentach. Jednak przez wieki niewiele się tu nie działo. Walory Jeziora Charzykowskiego odkrył chojniczanin, syn krawca, Otton Weilandt. Po odzyskaniu niepodległości stał się pionierem polskiego żeglarstwa i spowodował, że zaczęło w tym zakątku tętnić życie.


- Byłyśmy takie dumne, kiedy na nasze żaglówki na przejażdżkę wsiadła słynna „Czwórka Radiowa” - opowiada druhna Franciszka Mohylewska-Paul z Chełmna, uczestniczka przedwojennego obo- zu. „Czwórka Radiowa”, zespół wokalny Polskiego Radia - z równie wtedy popularną orkiestrą Dzierżanowskiego - dawała w Charzykowie koncerty.


Grunt dał sam Mościcki


- Ale Funkę, położona tuż obok, dla harcerstwa odkryła „Bartek” Bartkiewiczówna - zapewniają phm. Ire- na Horbulewicz z kręgu seniorów w Bydgoszczy, znawczyni jej dziejów i autorka „Gawędy o Bartku”, oraz hm. Jan Głodek, kustosz Sali Tradycji w Harcerskim Centrum Edukacji Ekologicznej w Funce. - Teren suchy, blisko wody do picia, oparcie w gajówce - meldowała „Bartek” swoim przełożonym na Zlocie Pomorskiej Chorągwi Harcerek w 1934 r. Musiała to robić z przejęciem, bo w dwa lata potem powstał tu oficjalnie Harcerski Ośrodek Wodny Głównej Kwatery Harcerek.


Grunt podarował sam prezydent RP Ignacy Mościcki. Deski na stanicę dziewczyny dostały po Światowym Zlocie Harcerstwa w Spale. Budowa zaczęła się od wyciągania z desek mnóstwa gwoździ. Całą parą ruszyła w 1937 r. pod nadzorem architekta, dr inż. Anny Nowackiej - Taszyckiej, harcmistrzyni. Rok później nad wierzchołkami sosen górowała wieża - przypominająca morską latanię - gotowej już bazy. Przy brzegu był solidny pomost i kołysały się „Elki” i „Piętnastki”.


Nie zawsze budziły podziw


Na początku nie było jednak tak różowo. Widok dziewcząt na żaglówkach nie zawsze budził podziw. - Kwatera Główna ZHP doceniała rolę kobiet w budzeniu zainteresowań dzieci, przyszłych pokoleń - wyjaśnia hm. Lucyna Andrysiak, komendantka Kujawsko-Pomorskiej Chorągwi ZHP w Bydgoszczy. - Trzeba było jednak przecierać nowe szlaki. Ówczesne prawo zabraniało zabierać kobiety na pokład jako załogę. Harcerki nie mogły nawet wejść na „Zawiszę Czarnego”.


Dziewczęta, mimo przeciwności, szybko łapały wiatr w żagle. A Janka, na co dzień laborantka w firmie „Kozakowski - Zakłady Nasiennictwa” w Toruniu, z pasją pracowała w referacie wodnym Pomorskiej Chorągwi, prowadziła też zastęp wodny „Żagielki”. Zabierała dziewczęta nad Jezioro Charzykowskie. Na zlecenie Głównej Kwatery Harcerek prowadziła obozy wychowania wodnego. Najpierw oswajały się z wodą, uczyły pływać, a potem przesiadały się na kajaki i żaglówki.


Chodzi tylko o smak przygody


Z wakacyjnych kursów w Funce, głównie na sterniczki śródlądowej żeglugi, korzystały harcerki z całej Polski, nawet ze Lwowa. - Brałam udział w kursach żeglarskich w lipcu 1937 i 1938 roku - wspomina w „Gawędzie” Helena Nowak z Łodzi. Jachtingiem zainteresował ją gen. Mariusz Zaruski, twórca Yacht Klubu Polskiego, pierwszy szturman dalekiej żeglugi na „Zawiszy Czarnym”, największym skautowym statku żaglowym na świecie. Kiedy jednak poznała Jankę Bartkiewiczównę, od niej przejmowała pasję żeglarstwa. A potem, już jako komendantka żeglarstwa Chorągwi Łódzkiej, wychowywała kolejne pokolenia w duchu podharmistrzyni „Bartek”.


- Do września 1939 r. harcerki kajakarki wyszkolone w Funce zdążyły pływać nie tylko Brdą czy Wdą - mówi jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, obecny komendant HCEE w Funce, hm. Jan Gębara - ale zaliczyły i Czarną Hańczę, Dunaj, Dniestr. A Prutem dotarły nawet do Morza Czarnego.


W młodych kobietach budziła się pasja żeglarstwa. - Nie chcemy konkurować z mężczyznami - pisała Janka. - Jedynie poznać smak wodnej przygody. Poza tym, czyż mamy za dużo kobiet zdrowych, opanowanych, odpornych na trudy? A takie cechy wyrabia żeglarstwo. Woda bowiem nie lubi mazgajów. Sama Janka bakcyla wodnego połknęła od „Żab”, czyli wodnego zastępu 13. Błękitnej Drużyny Harcerek im. Generałowej Zamojskiej w Poznaniu. Od początku kibicowała ich poczynaniom. Kiedy więc w 1930 r. dwie „Żaby” - Kazia Wojtasiak i Marta Wiśniewska - wybrały się na organizowany przez Główną Kwaterę Harcerek ZHP wodny obóz do Trok na Wileńszczyźnie, trochę im chyba zazdrościła. Dziewczęta nauczyły się samodzielnie prowadzić żaglową łódź. A za rok wszystkie pojechały nad Jezioro Trockie z własną… „Lalą”. Tę łódź o powierzchni żagla 5 m kw. kupiły za własne, zarobione w introligatorni, pieniądze.


Janka nie została w tyle. W Ośrodku Przysposobienia Morskiego w Gdyni zrobiła nawet sternika żeglugi morskiej. Harcerki miały bowiem sojuszników. Witold Bublewski, obecnie 103-letni harcmistrz, niestrudzony propagator wodnych harców, skutecznie przecierał i te szlaki. Za jego zachętą w 1931 r. gen. Mariusz Zaruski przyjął na pokład cztery dziewczęta, żeby zdobyły patenty żeglarskie. Jachtem płynęli i chłopcy. Trzeba wiedzieć, że w tamtych czasach to niebywałe, bo w ZHP nie było koedukacji.


Jacht pełnomorski dla pań


Już od 1934 r. na 305 uczestniczek Zlotu Harcerek Pomorskiej Chorągwi czekała „Grażyna”. Michał Grażyński, ówczesny wojewoda śląski i przewodniczący ZHP, sprezentował harcerkom pierwszy dla dziewcząt w Polsce pełnomorski jacht! Ponad siedemdziesiąt metrów kwadratowych żagla! Z Helsinek na Hel przyprowadził go dziewczynom nie kto inny, jak jachtowy kapitan żeglugi wielkiej - Witold Bublewski.


S/y „Grażyna” stał się jachtem flagowym żeglarstwa kobiecego w Polsce. Harcerkom służył do II wojny światowej. Rejsy prowadziła Jadwiga Wolffowa-Neugebauer z Warszawy, pierwsza kobieta w Polsce w stopniu kapitana jachtowego żeglugi morskiej. Obecność na morskim żaglowcu załogi składającej się z samych kobiet była wtedy rzeczą niezwykłą i osiągnięciem na miarę epoki.


Żeglarki w pierwszy rejs zagraniczny - do portów Danii i Szwecji - wypłynęły trzy lata później. Przeszły prawdziwy chrzest. Trzydniowy sztorm, sześciometrowe fale. - Morze postanowiło dać nam szkolę - zanotowała „Bartek”. Wkrótce jednak tym kobietom przyszło się zmierzyć z o wiele większa poprzeczką.


W lecie 1939 r. Funka pękała w szwach. Kończyły się kolejne udane wakacje żeglarek. Pod koniec sierpnia dziewczęta zeszły z „Grażyny” i kajakami przez Szwajcarię Kaszubską chciały dopłynąć do Wisły. Wdą dotarły tylko do Świecia. Stąd pośpiesznie rozjechały się do domów. Nic nie wskazywało na to, że te panie w kapelusikach z woalką, eleganckich kostiumikach i na wysokich obcasach, wróciły z samodzielnego rejsu jachtem. Dopiero wojenne zmagania pokazały, ile w nich hartu.

Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Wideo