Ceremonia zaślubin odbyła się w Urzędzie Stanu Cywilnego przy ul. Sielanka w obecności tłumacza przysięgłego. Dwa dni temu nowożeńcy w towarzystwie rodziców pana młodego - Katsue i Masatoshiego Yoshida - oraz przyjaciela Rafała Kociemskiego, prezesa Bydgoskiego Klubu Karate Tsunami Śródmieście, odwiedzili naszą redakcję. - Pochodzę z Mogilna, ale w Bydgoszczy uczyłam się w liceum plastycznym. Mieszkałam tu kilka lat, trenowałam też karate, a ponieważ w Bydgoszczy mamy wielu przyjaciół, postanowiliśmy właśnie tu się pobrać. Poza tym mąż dostał tu wizę na pół roku - mówi Olga.
[break]
Sute japońskie kolacje
Japonia fascynowała ją od dawna. - Chciałam studiować japonistykę w Poznaniu lub Warszawie, ale się nie dostałam. Ukończyłam więc historię sztuki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Marzyłam o tym, aby nauczyć się japońskiego i tak dziewięć lat temu poznałam przez Internet Masaichiego.
- To była trudna znajomość, bo na odległość. Więcej ze sobą korespondowaliśmy niż się widzieliśmy - przyznaje Olga. Do Japonii pierwszy raz poleciała w 2010 r. na 10 dni, a potem, na dłużej w 2011 roku, krótko po trzęsieniu ziemi i tsunami, które nawiedziły ten kraj.
- Rodzina Masaichiego przyjęła mnie serdecznie, zwłaszcza dziadek był przyjazny obcokrajowcom, bo wcześniej wynajmował pokoje studentom z Chin i Korei. W Tokio zostałam dwa lata. Uczęszczałam tam do szkoły językowej i pracowałam jako recepcjonistka w szpitalu. Zaskoczyło mnie, że Japończycy jedzą sute kolacje. Na stole jest bardzo dużo jedzenia i stoi mnóstwo naczyń. Wszystko je się naraz. Królują owoce morza, ryż i dania jak najmniej przetworzone, niektóre prawie surowe. Bardzo smaczna jest miso - zupa z pasty sojowej. Specjalność mojej teściowej to kara-age - kurczak w cieście z imbirem i czosnkiem. W Japonii mięso je się rzadko, bo nie ma tak wielu lokalnych hodowli. Jest ono drogie i sprzedaje się wyłącznie na gramy - zauważa Olga.
Za mało się uśmiechacie
A co zaskoczyło Japończyków w Polsce? Przede wszystkim pora posiłków.
- U nas śniadanie jemy około godziny 7, w południe jest lunch, a wieczorem o godz. 20 kolacja, do której zwykle zasiada cała rodzina - mówi tata Masatoshi i zaraz dodaje: - Nie mamy grochówki, ozorów wołowych czy flaków. Spróbowałem je i są pyszne.
- A mi najbardziej smakuje kaszanka i golonka, a mamie żurek i surówka z czerwonej kapusty - wtrąca Masaichi.
Zdaniem gości, polscy kierowcy jeżdżą szybko. - My na autostradach rozwijamy prędkość maksymalnie do 100 km/h, na zwykłych drogach do 60 km/h. Może dlatego w Japonii nie widziałem rozjechanych gołębi, a w Polsce tak - mówi Masaichi. - No i macie bardzo długi dzień. U nas nie ma zmiany czasu i około godziny 19 zapada zmrok, o 17 mamy już zapalone światła. Polacy są trochę na dystans, ale przy bliższym poznaniu zyskują, więcej się uśmiechają. Niestety, często się spóźniają, w naszym kraju to wyraz braku szacunku. Podobnie jest z wycieraniem nosa w towarzystwie. U nas jak ktoś ma katar, to po prostu wychodzi. A u was to takie normalne.
Mocna polska wódka
Młoda para mieszka teraz w Warszawie. Masaichi z wykształcenia jest inżynierem mechanikiem, obecnie udziela lekcji japońskiego. Olga pracuje w sklepie z azjatyckim jedzeniem i jest na II roku studiów doktoranckich z historii na UMK w Toruniu. Decyzję o ślubie podjęli pod koniec ubiegłego roku.
- Masaichi zaprosił mnie na zakupy i tak po prostu kupił pierścionek zaręczynowy. Potem nad Wisłą powiedział kilka słów i mi go wręczył - mówi Olga. Przyjęcie weselne odbyło się w restauracji „Maestra” w Bydgoszczy. - Trwało cztery godziny, zgodnie z japońskim zwyczajem. Japończycy nie tańczą na weselu, za to niektórzy śpiewają dużo piosenek. Mama Katsue ma bardzo ładny głos i umilała nam czas - mówi się Olga. - Na stole królowały typowo polskie dania, bo większość spośród 60 osób, które zaprosiliśmy, to Polacy. W Japonii jest przyjęte, że obok pary młodej siadają szefowie firm, w których pracują nowożeńcy, potem znajomi i przyjaciele, a na końcu stołu rodzina, która wystawia przyjęcie. Nasze wesele było bezalkoholowe, ale to nie znaczy, że w Japonii na takich uroczystościach się nie pije. Pije i to nie tylko sake, ale też piwo i wino - dodaje Olga.
Rodzice Masaichiego podczas pobytu w Bydgoszczy spróbowali także polskiej wódki. - Jest dobra, ale nie o smak tu chodzi, tylko efekt. Szybko uderza do głowy - przyznaje mama Katsue.