Bydgoszczanin brał kredyty na kolegę z pracy. Ten niewinny musi oddać 400 tysięcy złotych

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
- Mnie kolega oszukał na 400 tysięcy złotych, ale wszystkich łącznie na ponad 1 mln zł - szacuje pan Michał.
- Mnie kolega oszukał na 400 tysięcy złotych, ale wszystkich łącznie na ponad 1 mln zł - szacuje pan Michał. Policja
Udostępnij:
Kolega z pracy zbierał pieniądze na leczenie syna. Dałem mu się namówić na zaciągnięcie kredytu na ten cel. Potem przez niego miałem 400 tysięcy złotych długu - mówi pan Michał.

Zobacz wideo: Odkrywamy Bydgoszcz. Bartodzieje kiedyś i dziś:

Bydgoszczanin ma partnerkę i dwoje nastoletnich dzieci. I kobieta, i on, pracują. - W tej samej firmie jestem zatrudniony od prawie 40 lat - zaczyna mężczyzna. - Dobrze nam by się żyło, gdyby nie to, co mi kolega zrobił. Znałem go kopę lat, razem pracowaliśmy. U nas był zatrudniony jako mechanik.

Zbiórka na leczenie

Pan Michał opowiada: - Kolega wspominał o rodzinie, ale o chorym synu powiedział dopiero w 2005 roku. Niby zbierał na jego leczenie. Potrzebna była ogromna kwota. Chciałem pomóc, ale oszczędności z żoną nie mieliśmy. Zaproponował, żebym zaciągnął kredyt. Miał za mnie płacić raty. Wreszcie się zgodziłem. To było 20 tysięcy złotych.

Pan Michał przekazał koledze pożyczone z banku pieniądze. - Kumpel nie spłacał jednak rat, a jeszcze mnie wpakował w kolosalne długi. Dysponując już moimi danymi i moim wzorem podpisu, zaciągnął kolejne kredyty w różnych bankach w moim imieniu, ale bez mojej wiedzy, w sumie 400 tys. zł. Historia o synu okazała się bajką. Tyle że uwierzyło w nią wielu znajomych i współpracowników naciągacza.

Sprawa w sądzie

Sprawa trafiła do sądu. - Wyszło na jaw, że kolega oszukał 86 osób łącznie ze mną. Zawsze postępował tak samo. Namawiał na zaciągnięcie kredytu, brał pieniądze i nie płacił rat, a później zaciągał kolejne kredyty już na nazwisko swojej ofiary. Mniej więcej połowa poszkodowanych to ludzie z naszego zakładu pracy, chociaż nie wszyscy domagali się ścigania oszusta - dodaje czytelnik. - Jestem najbardziej pokrzywdzonym. Sąd połączył sprawy innych osób, które się zgłosiły, w jedną. Akta liczą ponad 200 stron.

Korzyści majątkowe

Jak wskazywał sąd w 2009 roku, mężczyzna „nakłaniał poszkodowanych do zaciągnięcia kredytów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej z góry powziętym zamiarem. Doprowadzał do niekorzystnego rozporządzenia mieniem banków w ten sposób, że składając wnioski o kredyty na nazwiska poszkodowanych wprowadzał ich w błąd oraz przedstawicieli banków co do możliwości finansowych spłaty kredytów”.

W dokumentacji czytamy: „Sąd uznaje (... - tutaj pada nazwisko oskarżonego - przyp. red.) za winnego każdego z zarzucanych mu czynów (...), z tym ustaleniem, że zostały one popełnione w podobny sposób i w krótkich odstępach czasu, czyli w warunkach ciągu przestępstw, i wymierza mu karę sześciu lat pozbawienia wolności”.

Naciągacz działał we współpracy z żoną. Ona także dostała wyrok więzienia. - Teraz oboje już przebywają na wolności, a ja wciąż spłacam ich długi, bo to, że jestem niewinny, nie oznacza, że komornik mi odpuścił - kontynuuje pan Michał. - Muszę spłacić dług i dopiero starać się odzyskać od winowajcy to, co moje. Ze wspomnianych 400 tys. zł pozostało do spłaty 175 tys. Komornik najpierw zabierał mi 1800 złotych miesięcznie z pensji i wszystkie dodatki, w tym nagrody jubileuszowe.
Windykacja nawet jego partnerce próbowała zająć wypłatę. - Ale nie miała prawa. Dwa lata temu z partnerką uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli wystąpię o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Odkąd procedura trwa, komornik ściąga mi z konta mniej, bo 500 zł miesięcznie.

Partnerka pana Michała wierzy, że najgorsze jest za nimi. - Bywały lata, że żyliśmy głównie za moje pieniądze, bo z Michała wypłaty po potrąceniach pozostawało jakieś 800 zł. Nikt nas nie pytał, czy mamy co jeść, czy wystarcza na czynsz za komunalne mieszkanie i na inne rachunki. Małżeństwo oszustów powoli spłaca długi, które narobiło innym poszkodowanym. Gdyby tego nie robiło, trafiłoby ponownie za kratki. Nam jeszcze nie zaczęło oddawać pieniędzy.

Cena spokoju

Para naciągaczy jakby zapadła się pod ziemię. - Nie mamy pojęcia, czym kolega się zajął z żoną po wyjściu z więzienia. Nie wiemy, gdzie mieszkają - zaznacza nasz rozmówca. - Znamy jedynie ich adres doręczeń korespondencji.
Oszukana rodzina czeka na przyszły rok. - Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sąd ogłosi moją upadłość konsumencką w ostatnim kwartale 2023 - kończy pan Michał. - Odzyskamy spokój.
PS. Imię bohatera na jego prośbę zostało zmienione.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Amazfit

Amazfit GTR 3 Czarny

1 118,39 zł569,00 zł-49%
miejsce #2

Huawei

Huawei Watch Fit Różowy

607,00 zł364,00 zł-40%
miejsce #4

Samsung

Samsung Galaxy Watch5 Pro SM-R920 45mm Czarny

2 349,00 zł2 139,00 zł-9%
Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Bydgoszczanin brał kredyty na kolegę z pracy. Ten niewinny musi oddać 400 tysięcy złotych - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Bydgoski
Dodaj ogłoszenie