Zawisza Bydgoszcz: przewodniczący światowej federacji o Zawiszy, Bydgoszczy i nie tylko [ROZMOWA]

tf
Sebastian Coe jest bardzo sympatycznym rozmówcą, o czym przekonali się dziennikarze na MŚ juniorów w Bydgoszczy. Fot. Filip Kowalkowski
Sebastian Coe jest bardzo sympatycznym rozmówcą, o czym przekonali się dziennikarze na MŚ juniorów w Bydgoszczy. Fot. Filip Kowalkowski
- Wychodząc z hotelu przebiegłem się nad uroczą rzeką do śródmieścia i jestem zachwycony. Macie piękne miasto, w którym jest też piękny obiekt sportowy Zawiszy. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni i o to chodzi! - to jego pierwsze wrażenie.

Sebastian Coe, legendarny średniodystansowiec, szefuje światowej lekkoatletyce. Na MŚ juniorów, rozgrywanych na stadionie Zawiszy, rozmawialiśmy z nim nie tylko o „królowej sportu”.

W Polsce był już Pan kilka razy, ale nie przypominam sobie, żeby odwiedził pan Bydgoszcz?

To prawda, jestem tutaj po raz pierwszy. Mój Boże, organizujecie mistrzostwa świata już po raz piąty, a ja jestem tutaj po raz pierwszy. Tak nie może być! (śmiech). Ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że jestem bardzo zapracowanym człowiekiem. Obiecuję, że zmienię to.

Czy miał Pan okazję choć trochę poznać miasto i tutejszy obiekt?

Wychodząc z hotelu przebiegłem się nad uroczą rzeką do śródmieścia i jestem zachwycony. Macie piękne miasto, w którym jest też piękny obiekt sportowy Zawiszy. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni i o to chodzi!

Dużo zmieniła się Polska od momentu, kiedy ostatni raz był Pan w naszym kraju?

Nawet nie ma porównania. Wszystko się zmieniło. To widać choćby po Bydgoszczy. Sklepy, drogi, infrastruktura, ludzie. Dlatego przykro mi, że mój kraj podjął decyzję o wyjściu z Unii Europejskiej. To błąd. Europa powinna współpracować, wiadomo jak niespokojne są teraz czasy. Wczoraj byłem w Genewie, wsiadłem w samolot i już po dwóch godzinach byłem w Bydgoszczy. Europa nie jest tak duża, więc powinna być razem. Wydaje mi się, że wiele ludzi tak sądzi. Ludzie mojego pokolenia pamiętają, jak Nelson Mandela, który walczył z segregacją rasową, wyszedł na wolność. Dla mnie takim samym wydarzeniem był upadek „żelaznej kurtyny” i wolność dla krajów Europy Wschodniej. To widać doskonale po Polsce, która najboleśniej doświadczyła skutków wojen. To, w jaki tempie się rozwijacie jest imponujące.

Polscy piłkarze awansowali do ćwierćfinału Euro, a na każdym samochodzie i w niemal każdym domu biało-czerwone flagi. Jakiś czas potem nasi lekkoatleci wygrali klasyfikację medalową ME i cisza. Teraz również na MŚ zainteresowanie kibiców jest... średnie.

To prawda. To jest główne zadanie, z którym musimy sobie poradzić. Wie pan jako to jest: są dyscypliny, które są na topie i takie, dla których wejście na ten szczyt jest wyzwaniem. I to tej drugiej kategorii zalicza się lekkoatletyka. Trzeba wielu lat pracy, od najmłodszych kategorii wiekowych, żeby ludzi przekonać, jak piękna jest lekkoatletyka.

Ale przed laty, gdy Pan rywalizował choćby ze Stevem Ovettem, trybuny pękały w szwach!

Po pierwsze to było z 30 lat temu. Wówczas mieliśmy w telewizji cztery kanały i na jednym z nich pokazywana była lekkoatletyka. Niech pan sobie przypomni wasz Wunderteam. Na nich również były pełne trybuny. Ale lata mijają nieubłaganie. Świat się zmienił, ludzie również. Wiele dyscyplin sportu przeszło metamorfozy i dziś są znacznie przed nami. Piłka nożna, wszelkie sporty nordyckie, kolarstwo. Oni wszyscy pracują na własny sukces. My nie potrafiliśmy porwać tłumów, choć była ku temu szansa. Po drugie, nie jest tak bardzo źle. Byłem na wszystkich najważniejszych imprezach lekkoatletycznych na każdym kontynencie i w wielu miejscach widziałem pełne trybuny. Tegoroczne halowe MŚ w amerykańskim Eugene były chyba najlepsze w historii. Na ME w Amsterdamie również stadion był niemal pełen. Nawet zawody w półmaratonie, mimo złej pogody oglądało sto tysięcy ludzi. Ale to prawda, że nie wszędzie tak jest i to jest główny problem dla nas.

Może głównym problemem jest ostatnia afera dopingowa Rosjan?

Nie sądzę. Pamiętajmy, że mówimy tylko o ostatnim roku, ale problem z widownią jest już od wielu lat. Oczywiście, afera dopingowa nie sprzyja pozyskiwaniu fanów, ale to jedna strona medalu. Drugą jest utożsamianie się ze swoimi bohaterami. Który z chłopaków nie chciałby być Ronaldo albo Messim? A my mamy wielu bohaterów, z którymi można by się utożsamiać. Jeśli jesteś sprinterem, to musisz wiedzieć, kim była w twoim kraju Irena Szewińska, jeśli jesteś skoczkiem o tyczce musisz znać postać Władysława Kozakiewicza, jeśli biegasz to musisz wiedzieć, jaką rolę odegrał Bronisław Malinowski. Najpierw trzeba młode osoby wyedukować, żeby potem utożsamiały się ze swoimi bohaterami. Również obecnie nam ich nie brakuje. Choćby Usain Bolt, David Rudisha czy wielu lekkoatletów z waszego kraju. Wie pan dlaczego tyle ludzi przyszło na zawody w Amsterdamie? Bo mieli swoją idolkę - sprinterkę Daphne Schippers. A w moim kraju informacja o tym, że Martin Rooney obronił tytuł mistrza Europy na 400 m znalazła się w BBC po informacji o tym, że znany golfista nie wystartuje na igrzyskach w Rio bo obawia się chorób. To przykre, ale daje nam to wiele do myślenia, a przede wszystkim do skutecznego działania.

Również problemem jest oglądanie zawodów na stadionie. Tyle się dzieje, że kibice nie wiedzą na co zwrócić uwagę. Może wyjściem byłoby przenoszenie niektórych konkurencji poza stadion? Żeby ludzie byli bliżej, żeby poczuli się częścią widowiska.

Ma pan całkowitą rację. I już tak robimy. W Amsterdamie kwalifikacje rzutu oszczepem czy dysku były poza stadionem i zdało to egzamin. Wszystkie dekoracje również były na zewnątrz i średnio na żywo oglądało je dwa tysiące osób. Na wielu mityngach skok o tyczce czy pchnięcie kulą odbywa się w parkach, rynkach czy dworcach kolejowych. W Bydgoszczy były spotkania ze sportowcami na Starym Rynku. Eksperymentujemy z nową konkurencją - mistrzostwami świata sztafet. To jest droga, którą musimy iść, żeby ludzi utożsamiać z naszą dyscypliną sportu. Mówiąc o waszym mieście nie zapominajmy, że mieliście tylko kilka miesięcy, żeby się do tej imprezy przygotować. To wielki wyczyn i za to jestem wam wdzięczny. Normalnie zajmuje to 4-5 lat. Z doświadczenia, jako szef komitetu organizacyjnego igrzysk w Londynie, wiem, że przekonanie szczególnie młodych ludzi do jakiejś imprezy zajmuje lata. Musimy krok po kroku iść do przodu, ale trzeba wielkiej cierpliwości i konsekwencji w działaniu.

Ale przecież ludzie na całym świecie biegają. To jest część lekkoatletyki!

Zgadza się, ale ludzie nie czują się związani z tą dyscypliną sportu. Kiedy np. idziesz grać w golfa już czujesz, że jesteś Tigerem Woodsem. A kiedy idziesz biegać? No właśnie. Musimy sprawić, żebyś czuł się jak Mo Farah albo Haile Gebresselassie.

Czy da się w ogóle wygrać z dopingiem?

Bądźmy realistami. Zawsze znajdą się jacyś amatorzy oszustwa. Czy w bankach zawsze są tylko uczciwi pracownicy? Taka niestety jest ludzka natura. Ale są sprawy, które możemy poprawić. Technologia idzie do przodu, możemy skuteczniej walczyć z dopingowiczami. Mamy paszporty biologiczne, dzięki którym możemy cofnąć się o lata. Najważniejsza zawsze będzie jednak edukacja. Musisz wiedzieć, jak ci najwięksi doszli do celu. Jeśli poczujesz to, zawsze będziesz wiedział, że warto być czystym.

Mówi Pan, że „przebiegł się” do śródmieścia. Jaki czas?

Tego nie można nazwać biegiem. To wielka przesada (śmiech).

W swojej karierze sportowej „dobiegł” pan do polityki. Czy zamierza pan ją kontynuować, czy już tylko koncentruje się na działalności związanej ze sportem?

Cały czas zasiadam z Izbie Lordów, która jest niższą izbą parlamentu, w której członkowie nie są wybierani. Robię to już od 16 lat, głosuję w sprawach, które mnie interesują, jak zdrowie, sport czy oświata i gospodarka. W wyborach startować nie zamierzam.

Która funkcja jest trudniejsza: przewodniczącego komitetu organizacyjnego igrzysk w Londynie czy przewodniczącego światowej lekkiej atletyki?

Najtrudniejsze było bieganie 100 mil tygodniowo (śmiech). Znacznie trudniejsze było czekanie 40 minut na start na igrzyskach. A teraz? Jest ok. Tylko za dużo roboty papierkowej. Nie cierpię tego.

Sebastian Coe - sylwetka sportowca i działacza

60-letni Sebastian Newbold Coe, Baron Coe (ur. 29 września 1956 roku w Londynie) jest legendą światowego sportu.

Królował przed laty na średnich dystansach. Jest byłym rekordzistą świata na 800, 1000, 1500 m i mili.

Mistrz olimpijski z Moskwy i Los Angeles na 1500 m.

Przez wiele lat jego największym rywalem był rodak Steve Ovett. Obaj unikali jednak bezpośrednich starć i w okresie 1972-1989 wystartowali w tym samym biegu jedynie siedem razy.

Coe karierę biegacza zakończył w 1990 roku.

W latach 1992-1996 zasiadał w Izbie Gmin z ramienia Partii Konserwatywnej. Otrzymał Order Imperium Brytyjskiego w 1982 roku, a od 2006 roku jest rycerzem komandorem tego orderu. Od 2000 roku jest baronem Coe, a tytuł nadała mu królowa Elżbieta II. W roku 2005 został przewodniczącym komitetu organizacyjnego XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie (2012), w roku igrzysk został członkiem IAAF Hall of Fame (Galeria Sławy).

19 sierpnia 2015 roku Sebastian Coe został wybrany na przewodniczącego IAAF (wiceprzewodniczącym jest Siergiej Bubka, obaj byli w Bydgoszczy na MŚ juniorów) . Objął to stanowisko 31 sierpnia 2015 roku, po zakończeniu MŚ w Pekinie. Jest także prezesem Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego.

To obecnie jedna z najbardziej wpływowych postaci w światowej lekkiej atletyce i sportu w ogóle. A przy tym jest człowiekiem sympatycznym, otwartym, mającym wiele do powiedzenia, ale również uważnie słuchający innych. Można było się o tym przekonać w Bydgoszczy, gdzie przyjechał na mistrzostwa świata do lat 20.

Sebastian Coe jest bardzo sympatycznym rozmówcą, o czym przekonali się dziennikarze na MŚ juniorów. Fot. Filip Kowalkowski

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wolf

Na opłacanie tego molocha cwzs gdzie siedzi bardzo dużo trepów miasto wywala kilka milionów rocznie. Nikt nie kontroluje na co te pieniądze idą!

M
Matt

Kolesie to tak jak mowi twoja opcja ,,Dojnej zmiany" PiS!!!!

K
Kowalski

Matt nie kolesi a Pomagierów i będzie ok i PO europejsku.

M
Matt

Najlepiej Kowalskiemu dac fuche prezesa OSiR a on zatrudni na etatach kolesi! Wielka mi mądrość!

K
Kowalski

Rozwalić CWZS i m być OSiR miejski a nie jakiś wojskowy związek i etaciki dla mundurowych z miejskich pieniędzy

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3