Zabiły ich promile ludzkiej głupoty

Katarzyna Pietraszak
Za komunikatami policji o wypadkach z udziałem pijanych kierowców kryją się wielkie dramaty. Julita walczyła ze śmiertelną chorobą nerek. Z trudem uwolniła się do niej! Spokojne życie trwało tylko dwa lata, bo... z przeciwka nadjechał kierowca, któremu alkohol zamroczył rozum.

Za komunikatami policji o wypadkach z udziałem pijanych kierowców kryją się wielkie dramaty. Julita walczyła ze śmiertelną chorobą nerek. Z trudem uwolniła się do niej! Spokojne życie trwało tylko dwa lata, bo... z przeciwka nadjechał kierowca, któremu alkohol zamroczył rozum.

<!** Image 2 align=right alt="Image 44234" sub="Obydwa samochody po wypadkach wyglądają jak złom. Za kierownicą tego mercedesa siedział pijany Jarosław Ś. Teraz jest w areszcie.">Z policyjnego komunikatu. Sobota około 7 rano. Bzowo koło Warlubia. 25-letni kierowca mercedesa podczas wyprzedzania zderzył się czołowo z seatem. Jadąca w nim kobieta zmarła w szpitalu. Kierowca mercedesa był pijany.

1,6 promila

Dwie godziny walczyła o życie 33-letnia Barbara Kowalska kierująca seatem, z którego prawie nic nie zostało. Umarła.

Jechała do pracy w swoim salonie kosmetycznym w Grudziądzu, tuż przed świetami Bożego Narodzenia miała sporo klientek. Z przeciwka gnał Jarosław Ś. z kolegą. Po nocnej zabawie w podgrudziądzkiej dyskotece wracali do domu w Nowem ekskluzywnym mercedesem ojca kierowcy. Z zawrotną prędkością. Obaj pijani, jak stwierdziła policja.

- On nie prowadził w momencie zderzenia - na drogę wybiegł chwilę po wypadku kompan Jarosława Ś. i krzyczał do pierwszych świadków zderzenia. Kierowca nie mógł sam się wydostać, był zakleszczony. Gdy doszło do przesłuchań i znane już były wyniki badań krwi, koledzy zmienili linię obrony. Owszem pili, ale po wypadku. Twierdzili, iż tuż po nim zaczęli pić wódkę, która była w schowku mercedesa.

- Gdyby tak było, to stężenie alkoholu we krwi rosłoby. Tymczasem było odwrotnie - prokurator ze Świecia, który nadzoruje postępowanie, wylicza: - Pierwsze badanie 1,6 promila, po dwóch godzinach 1,4. Obaj zaczynali trzeźwieć.

- Miał pecha - usprawiedliwiają w Nowem kierowcę. Jarosław Ś. jest tu znany jako syn bogatego przedsiębiorcy. - Jechał po piwku i trafił. Nie pierwszy i nie ostatni - mówią ludzie zaprzyjaźnieni z rodziną Ś. i współczują rodzicom młodego kierowcy. Bo to taki dobry chłopak był, a policja zamknęła.

<!** reklama left>- Jaki tam dobry, nieraz widziałam go za kierownicą rozpędzonego mercedesa - zagadnięta kobieta w centrum Nowego uważa, że chłopak „dostał za swoje”. - Może już nigdy nie wsiądzie za kierownicę i nikogo nie zabije.

- To spokojny człowiek, nic nikomu nigdy nie zrobił - matka Jarosława Ś. nie może się pogodzić z losem syna, który siedzi w bydgoskim areszcie i najpewniej szybko z niego nie wyjdzie. Ojciec jest zły na syna. Wścieka się, gdy słyszy plotki o zaginionych próbkach krwi. Tuż po wypadku po okolicy rozeszła się wiadomość, że ojciec biznesmen maczał w tym palce. Informacja o tym pojawiła się też w lokalnej prasie. - Tego, który to napisał..., udusiłbym skur…a. - ojciec Jarosława Ś., do niedawna właściciel jednego z największych przedsiębiorstw mięsnych w okolicy, nie przebiera w słowach. Podał sprostowanie do gazety, bo próbki krwi nigdy nie zaginęły.

Do jego syna zaczyna docierać to, co się stało. - Z aresztu list napisał, że życie ma przekreślone... - mówi ojciec. - Chciałem porozmawiać z mężem tej kobiety, współczuć mu, ale on nie chciał.

Jarosław Ś. już był karany za jazdę pod wpływem alkoholu. W 2005 r. sąd w Tczewie zabrał mu prawo jazdy na rok. Jego rodzice mówią, że wtedy miał pecha, bo trafił na samochód straży miejskiej, który „tylko trochę obtarł”. Gdy jesienią ub.r. odzyskał prawo jazdy, ojciec otworzył mu myjnię, ale po wypadku pod Bzowem musiał ją zamknąć. Nawet chciał poręczyć za syna i wpłacić 50 tys. zł., żeby ten wyszedł i poprowadził interes. Ale sąd nie wyraził zgody.

Zaprzyjaźnieni z rodziną Ś. snują domysły i szukają winnych. - Może ta kobieta komórkę musiała odebrać, bo była spóźniona. Dlatego ten wypadek... A że chłopak wypił? Pech.

Policjanci twierdzą, że po wyroku tczewskiego sądu, mieli oko na Jarosława Ś. Zwłaszcza, odkąd zwrócono mu prawo jazdy. - Takie osoby są przez nas często kontrolowane - zastępca komendanta powiatowego policji w Świeciu, Stanisław Urbański, przyznaje, że tylko w 2006 r. Jarosław Ś. był legitymowany 12 razy. Zebrał w tym czasie punkty karne za… złamanie zakazu wyprzedzania. W sobotni ranek nie udało się policjantom upilnować „dyżurnego” kierowcy.

- Musiałem córce jakoś powiedzieć, że straciła matkę. Nie pamiętam, w jaki sposób to zrobiłem - mąż zabitej kobiety pokazuje zdjęcie młodej, pięknej kobiety i roześmianej córki. - Oddałbym wszystko, czego się dorobiliśmy, żeby wszystko było jak dawniej... - młody mężczyzna, wiceprezes jednej z bydgoskich spółek, nie chce współczucia. Zwłaszcza od rodziny Ś., która dopiero 3 tygodnie po wypadku poprosiła w tej sprawie o mediację księży.

2 promile

- Tylko dwa lata żyła pełnią szczęścia moja siostra... - ubolewa Anna. - Jakiś pijany debil odebrał jej szansę na życie, o które tak długo walczyła.

Julita, 35-letnia kobieta, z wykształcenia psycholog, od wczesnego dzieciństwa walczyła ze śmiertelną chorobą nerek. Gdy miała 19 lat, po wielu latach poszukiwań znalazł się wreszcie odpowiedni dawca. Niestety, organizm odrzucił przeszczep. Dwa lata temu przeszczepiono jej organ matki. Udało się.

- Była szczęśliwa - Anna wspomina zawsze uśmiechniętą Julitę, która zaczęła robić karierę w Warszawie. Występowała jako ekspert w telewizyjnych programach, pisała książkę. Snuła osobiste plany z narzeczonym Andrzejem.

Feralnego dnia przyjechali oboje z Warszawy na bydgoskie lotnisko, skąd mieli odebrać wracającą z Londynu Annę i pojechać do rodzinnego Wąbrzeźna.

- Pamiętam białe światła z przeciwka - Anna w wyniku wypadku, który, jak się okazało, spowodował kierowca mający 2 promile alkoholu we krwi, straciła przytomność. Odzyskała ją, gdy strażacy cięli samochód. - Mam w pamięci zmasakrowaną twarz Julity siedzącej z przodu i obraz plującego krwią Andrzeja...

<!** Image 3 align=right alt="Image 44234" sub="Kobieta, kierująca tym seatem, jechała do pracy w swoim salonie kosmetycznym. Nie miała szans w zderzeniu z rozpędzonym mercedesem. Nie zdążyła zjechać pijanemu Jarosławowi Ś. z drogi... Zmarła, osierociła córkę. ">Anna szybko wykaraskała się z potłuczeń. Uratowało ją to, że siedziała z tyłu. Narzeczony Julity zmarł na miejscu wypadku. Julita walczyła o życie w bydgoskim szpitalu przez półtora miesiąca. Przeszła 14 skomplikowanych operacji. - Kilka dni temu zjadła z pomocą strzykawki pół centymetra zupki i jej stan się trochę poprawił. Wierzyłam, że to koniec jej gehenny, że wyzdrowieje.

Anna właśnie otrzymała od wydawcy pierwszy rozdział książki Julity, w której opisywała psychologiczne aspekty transplantacji nerek. Miała zacząć ją czytać siostrze. Nie zdążyła... Anna nigdy nie wybaczy pijanemu kierowcy, który odebrał daną siostrze szansę. - Odsiedzi kilka lat i wyjdzie. Może znów wsiądzie do samochodu po pijanemu. Sąd powinien wymierzyć mu dodatkowo karę pracy na szpitalnych oddziałach przy opiece nad umierającymi po wypadkach, spowodowanych przez pijanych kierowców. Na takich oddziałach jak ten, na którym odeszła moja siostra.

PS Dane ofiary wypadku pod Bzowem zostały zmienione.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie