Trzeba nam Polski solidarnej

Przemysław Łuczak
Rozmowa z KORNELEM MORAWIECKIM, kandydatem na prezydenta RP

Rozmowa z KORNELEM MORAWIECKIM, kandydatem na prezydenta RP

<!** Image 2 align=right alt="Image 150546" sub="Fot. Archiwum">Dlaczego uważa Pan, że jest najlepszym kandydatem na prezydenta?

Ponieważ ze wszystkich kandydatów mam największy wkład w pokonanie komunizmu i stworzenie Polski niepodległej, choć wciąż ułomnej. Nie uczestniczyłem w obradach Okrągłego Stołu i nie przyłożyłem ręki do błędnych decyzji, które przy nim podjęto. Symbolicznie zakwestionowałem nawet te ustalenia, przewracając w 1990 roku okrągły stolik w telewizyjnym studiu. Ugoda zawarta przy Okrągłym Stole do dzisiaj kładzie się cieniem na życiu społecznym Polski. Nie było poważnych rozliczeń z przeszłością i nie ma lustracji. Nasze społeczeństwo podzielone jest na dwie wrogie sobie warstwy; tych, którym udało się w III Rzeczypospolitej i tych, których dotyka niesprawiedliwość. Z powodu ostrego sporu pomiędzy PO i PiS wybór kandydata jednej z tych partii sprawi, że nie będzie on prezydentem wszystkich Polaków. Tymczasem Polska potrzebuje zgody narodowej, którą ja mógłbym zapewnić.

<!** reklama>Gdyby doszło do telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta, znowu wywróciłby Pan okrągły stolik?

Gdyby doszło do debaty, nie musiałbym już wywracać stolika. Chciałbym jednak tę Polskę coraz bardziej podzieloną pomiędzy zwolenników PO i PiS symbolicznie połączyć z Polską ludzi, którzy wciąż nie mają w niej swojej politycznej reprezentacji.

Twierdzi Pan, że ważny jest sam start w wyborach. Wynik nie ma znaczenia?

Ma bardzo duże znaczenie. Najlepszym wynikiem byłoby wybranie mnie na prezydenta. Jednak wobec walki o władzę pomiędzy Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim, nawet kilkuprocentowe poparcie byłoby sukcesem. Stanowiłoby ono dobry kapitał na przyszłość dla mojej dalszej działalności i tych, którzy mnie popierają.

Jakim chciałby Pan być prezydentem?

Prezydent nie jest od rządzenia, powinien stać na straży majestatu i przeszłości Rzeczypospolitej i jednocześnie proponować wizję rozwoju państwa, dbać, żeby wspólnota narodowa nie rozpadała się z powodu sporów.

Prezydent ma za mało czy za dużo uprawnień?

To jest sprawa drugorzędna. Spór między PO, która chciałaby ograniczyć władzę prezydencką, a PiS, dążącym do jej wzmocnienia, ma tylko pozory sporu istotnego. Prezydent bowiem ma przekonywać Polaków, wysłuchiwać ich i organizować wokół projektów, których rząd nie bierze pod uwagę. Rząd jest bowiem odpowiedzialny za bieżącą politykę, ale to prezydent powinien myśleć o konsekwencjach różnych decyzji, bo nie musi zabiegać o społeczną aprobatę. Z jednej strony ma słuchać narodu, ale jednocześnie prezentować szersze wizje społeczne i polityczne dotyczące naszego miejsca w świecie. Uważam, że kompetencje prezydenta są wystarczające, żeby wetować złe ustawy i zgadzać się z dobrymi. Prezydent nie może jednak wikłać się w bieżący proces wspierania politycznego rządu, lecz korygować jego działanie. Wszyscy dotychczasowi prezydenci w zbyt małym stopniu używali swojego prawa do inspiracji ustawodawczej. W tym, a nie w dokładaniu czy ujmowaniu formalnych kompetencji, leży klucz do poprawy skuteczności prezydentury.

Ma Pan wizję Polski jednocześnie nowoczesnej i solidarnej...

Problem w tym, że w ciągu 20 lat od Okrągłego Stołu nie udało się stworzyć ani Polski nowoczesnej ani solidarnej. Nie ma tego poczucia, że bogaci mają być solidarni z biednymi, a ci słabsi, biedniejsi, solidarni z bogatymi w staraniach o powodzenie całego kraju. Te olbrzymie wyzwania dotyczą nie tylko Polski. Dominująca bowiem na świecie gospodarka liberalna znalazła się na zakręcie, ponieważ brakuje jej zarówno solidarności, jak i wizji. Główną barierą w rozwoju świata jest obecnie popyt, coraz bardziej ograniczony z powodu ubożenia szerokich mas, a nie podaż. Niedostrzeganie tego jest polityczną ślepotą. Chciałbym powrotu do idei solidarności, tego poruszenia, dzięki któremu 30 lat temu Polacy byli sobie bliżsi. Polska solidarna będzie Polska lepszą od obecnej.

Zamierza Pan przywrócić w przestrzeni publicznej „prawdę”...

Cieszyłem się, gdy do Moskwy jechał marszałek Komorowski, który jako pełniący obowiązki prezydenta reprezentował tam Polskę. Ale oburzałem się, kiedy zaprosił na pokład samolotu gen. Wojciecha Jaruzelskiego. To było takie wewnętrzne kłamstwo, ponieważ Jaruzelski rządził Polską, w której panował system komunistyczny, wprowadzony z nadania Moskwy. Rozmawiamy w chwili, kiedy Polska jest zalana wodą. Dla każdego odpowiedzialnego polityka wprowadzenie stanu klęski żywiołowej byłoby koniecznością. Państwo powinno bowiem pomagać swoim obywatelom w takiej sytuacji. Nieogłaszanie stanu klęski jest ocieraniem się o zdradę stanu i działaniem wbrew interesowi Polski. Ludzie tracą dobytek swojego życia, są ofiary śmiertelne, a rząd razem z opozycją i z mediami tkwią w kłamstwie powodziowym.

Czy państwo powinno być neutralne światopoglądowo?

Powinno być neutralne, ale jednocześnie wspierać pewien rys moralnego wyposażenia obywateli. Słabością państwa jest młode pokolenie pozbawione ideowości. Sam patriotyzm nie wystarcza. Należy przekonywać ludzi, że mają po co żyć, bo dopiero wtedy, kiedy czuje się wartość swojego życia, można je w imię czegoś wielkiego poświęcić. Społeczeństwa mające takie podstawy mają przewagę nad społeczeństwami ich pozbawionymi.

Więc nie usuwałby Pan krzyży ze szkół i instytucji państwowych?

Gdybym został prezydentem, złożyłbym propozycję ustawodawczą, żeby krzyż stał się na równi z orłem godłem Polski. Z krzyżem bowiem związana jest nasza państwowość, wielkie zwycięstwa, a polscy zesłańcy na Syberii znajdowali w nim pociechę.

Teczka osobowa

Dr Kornel Morawiecki, kandydat na prezydenta RP

Ma 68 lat i po raz drugi startuje w wyborach prezydenckich - w 1990 r. nie udało mu się zebrać wymaganych 100 tys. podpisów. Z wykształcenia jest fizykiem teoretykiem, do 2009 r. adiunkt w Instytucie Matematyki Politechniki Wrocławskiej. Założyciel i przewodniczący Solidarności Walczącej (maj 1982 r.). Po 6 latach działalności podziemnej został zatrzymany przez SB, a następnie deportowany z Polski bez prawa powrotu. Wrócił nielegalnie do kraju w końcu sierpnia 1988 r. W 2007 r., w 25. rocznicę powstania Solidarności Walczącej, odmówił przyjęcia od prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyża Wielkiego OOP, uznając, że kierowanej przez niego organizacji należy się najwyższe polskie odznaczenie - Order Orła Białego.

Jego syn Mateusz jest prezesem zarządu BZWBK.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie